Szli na zachód osadnicy

1
312

75 lat temu, zimą 1945 roku, niemal nazajutrz po ucieczce niemieckich okupantów z Tarnowa i zajęciu go przez wojska sowieckie, w mieście zaczął działać urząd repatriacyjny. Taka była konieczność, wynikająca z poważnych zmian na politycznej mapie Europy i nowym przebiegu granic. Tysiące Polaków z tzw. Kresów zmuszonych zostało do szukania dla siebie miejsca do życia w nowej rzeczywistości. W tej gigantycznej wędrówce ludów ważnym przystankiem dla wielu był Tarnów.

Z Lwowa, ze Stryja, z Sambora…
Piotr Bryjawski pochodził z Rozdołu koło Stryja, przed wojną pracował jako cieśla. Do Tarnowa przybył wraz z żoną i dwiema córkami 10 lutego 1945 roku, a więc ledwie trzy tygodnie po tym, jak wojska sowieckie wygnały stąd niemieckiego okupanta. W rodzinnych stronach pozostawił umeblowany dom z ogrodem i pomieszczeniem gospodarczym. Miesiąc później pojawił się w Tarnowie przedwojenny pracownik kolei ze Stryja – Wojciech Szczepaniec. Tymczasowo zakwaterowano go w punkcie etapowym, kamienicy przy ul. Krakowskiej 49. W marcu do Tarnowa przyjechała także rodzina Kotowiczów z Czortkowa. Po pół roku wyjechali na tzw. ziemie odzyskane, do Kłodzka. W dokumentach urzędowych, będących w zasobach Archiwum Państwowego, znaleźć można dokładne rejestry repatriantów, zawierające ich podstawowe dane, jak stan rodzinny, zawód, przejściowy adres pobytu, a także wykaz majątku, który zostawili w rodzinnych stronach. Na tej podstawie mogli się bowiem ubiegać o rekompensatę w miejscu osiedlenia.
Sprawami repatriacji ludności ze wschodu i przesiedleniami, a także ich osadnictwem na ziemiach, które trafiły do Polski kosztem Niemiec, zajmował się Państwowy Urząd Repatriacyjny powstały na mocy dekretu wydanego 7 października 1944 roku przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Oczywiście w ścisłej współpracy z władzami sowieckimi. W Tarnowie przy ul. Wałowej 12 mieścił się jego powiatowy oddział, utworzony w lutym 1945 r., który zasięgiem obejmował powiaty: tarnowski, brzeski, dąbrowski, dębicki oraz mielecki. W mieście zorganizowano tak zwane punkty etapowe, czyli tymczasowe miejsca zakwaterowań dla repatriantów. Mieściły się one m.in. w budynkach przy ul. Nowodąbrowskiej 31, byłej szkoły im. Stanisława Staszica, przy ul. Nowodąbrowskiej 18, w barakach przy Starodąbrowskiej 3, Krakowskiej 49, Wałowej 12. Dla zapewnienia opieki zdrowotnej i żywieniowej w 1946 roku na dworcu kolejowym uruchomiono punkt sanitarno-odżywczy.

Ludzie listy pisali
Urząd Repatriacyjny w Tarnowie zajmował się także kwestiami rekompensat za majątek pozostawiony na ziemiach, które po wojnie weszły w skład ZSRR. W kwietniu 1945 r. urzędnik PUR Zygmunt Lang spisał protokół dotyczący majątku pozostawionego na wschodzie przez przebywającego w Radlnej koło Tarnowa Adolfa Porębnego. – Do lipca 1944 roku zamieszkiwałem na stałe wraz z żoną Jadwigą i córką Stefanią we wsi Majdan Średni, powiat Nadwórna. W lipcu 1944 zostałem zabrany przez Niemców do obozu pracy przymusowej i przewieziony do Radlnej koło Tarnowa, gdzie obecnie przebywam. O mej pozostałej w Majdanie Średnim rodzinie nie mam żadnej wiadomości. W Majdanie pozostawiłem następujący majątek: 6 mórg pola ornego, dom mieszkalny drewniany, dachówką kryty o dwu izbach i komorze, budynek gospodarczy drewniany, kryty słomą, inwentarz żywy i sprzęty rolnicze.
Za pośrednictwem tarnowskiego Powiatowego Urzędu Repatriacyjnego ludzie próbowali się odnaleźć po wojennej pożodze. Monika Giedrojć pisze z Okonka na Wielkopolsce z nadzieją na odnalezienie męża: Według zapodanych informacji takowy obecnie ma zamieszkiwać w Tarnowie, woj. Kraków, przeto uprzejmie proszę o nadesłanie mi adresu, czy mąż mój Giedrojć zamieszkuje w Tarnowie.
Za każdym pismem, podaniem, prośbą, zeznaniem kryły się ludzkie dramaty, wywołane przez wojnę i jej rozmaite konsekwencje, ale też nadzieje na godne życie w nowych realiach. Ostatni wpis w rejestrze repatriantów, którzy trafili do Tarnowa, widnieje pod datą 2 maja 1949 roku. Urząd uległ ostatecznej likwidacji rok później. Likwidacja nie oznaczała jednak końca procesu repatriacji. Polacy z terenów republik sowieckich osiedlali się w Tarnowie jeszcze pod koniec lat 50-tych.

Zauroczył ich… dworzec
Z archiwalnych dokumentów wynika, że w tej wielkiej „wędrówce ludów” do Tarnowa trafiło prawie 8 tys. rodzin, łącznie ponad 19 tys. osób. Dla zdecydowanej większości pobyt tutaj był krótszym lub dłuższym epizodem, ale byli przesiedleńcy, którzy w mieście zakotwiczyli na stałe, zdobywając szacunek współmieszkańców i otwierając znaczący rozdział swojego życia prywatnego, zawodowego i społecznego. Byli wśród nich m.in.: Kazimierz Sokołowski, przedwojenny wybitny hokeista Czarnych Lwów, dwukrotny olimpijczyk i uczestnik mistrzostw świata oraz jego kolega z reprezentacji, także lwowiak, trener piłkarski Władysław Lemiszko.
Kilka pokoleń tarnowian wychowali znakomici nauczyciele: Stanisław Wróbel, Marian Tuchaj, Michalina Kędzior, uznanie zdobyli lekarze, jak małżeństwo Barbara i Mieczysław Krupińscy czy Witold Wyszkowski oraz ksiądz Emilian Fiałkowski i wielu innych. Legenda mówi, że niektórzy repatrianci wysiadali w Tarnowie, bo zauroczył ich budynek… dworca kolejowego, bardzo przypominający architekturą ten we Lwowie.

1
Dodaj komentarz

1 Liczba komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
1 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
maria

Wraz z transportem powracających z robót w Niemczech w Tarnowie osiedlili się moi dziadkowie Maria i Piotr Mendelscy. Po 5 latach ciężkiej pracy ,latach katorgi i strachu o życie swoje i dzieci ,mojej mamy Janiny i Danuty .Wiele razy słyszałam z ust sąsiadów że to Ukrainki ,.Smutne ale prawdziwe ,nastawienie tarnowian nie było przyjazne .Dziadkowie zostawili w Brodach swój dobytek .wspomnienia ,groby swoich bliskich .W Tarnowie dostali zakwaterowanie w suterenie przy ul.Grunwaldzkiej .