Zagadki sprzed tysiącleci w tarnowskim muzeum

0
107

Odkrycia archeologiczne zdarzają się nie tylko w czasie wykopalisk. Czasem wydobyty z ziemi kawałek metalu czy ceramiki zdradza swą prawdziwą tożsamość i znaczenie dopiero po latach. Czasem zmienia historię.

REKLAMA

Lustereczko, powiedz przecie…
W zbiorach tarnowskiego Muzeum Okręgowego swoisty „rekord” w tym względzie ustanowiła rączka rzymskiego lusterka. Przedmiot znaleziono na początku lat dziewięćdziesiątych podczas wykopalisk ratunkowych w Pasiece Otfinowskiej. W roku 1988 na piaskowym wyrobisku zauważono plamy popiołu i odłamki ceramiki. W latach 1989-91 podjęto badania.
– Okazało się, że były to pozostałości osady z I wieku p.n.e. – mówi Andrzej Szpunar, archeolog, dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie. – Znaleziono tam interesujące ślady hutnictwa żelaza i innych metali, a także bardzo charakterystyczną ceramikę, wypalaną z dodatkiem grafitu. Oceniliśmy ostrożnie, że była to osada kultury przeworskiej z wpływami celtyckimi, być może jakiś wysunięty daleko na wschód odłam tzw. grupy tynieckiej – jak nazwano osiedlającą się w Małopolsce ludność, zdradzającą pokrewieństwa z kulturą celtycką. Niewielki, zdobiony brązowy element, wydobyty wraz z innymi przedmiotami, uznaliśmy początkowo za fragment klamry pasa.
Po zakończeniu wykopalisk brązowy detal spędził w muzeum ponad piętnaście lat, zanim ponownie odkrył go przeglądający eksponaty doktorant z Uniwersytetu Warszawskiego, Przemysław Dulęba. Interesował się śródziemnomorskimi wpływami na terenie Polski. W niełatwym do zidentyfikowania brązowym elemencie rozpoznał rączkę lusterka z brązu, bardzo przypominającego te używane w Cesarstwie Rzymskim. Dokładniejsze badanie potwierdziło, że jest to ułamany uchwyt lusterka z I wieku p.n.e. pochodzącego prawdopodobnie z rzymskiej prowincji Noricum. Drugą częścią, której podczas wykopalisk w okolicach Żabna nie znaleziono, była służąca do przeglądania się tarcza z wypolerowanego brązu, prawdopodobnie o średnicy 8-10 cm.
Odkrycie było sensacyjne, ponieważ na terenie Polski znaleziono wcześniej tylko dwa podobne rzymskie lusterka. Tarnowscy archeolodzy już wcześniej zabiegali o fundusze na wznowienie badań w osadzie w Pasiece Otfinowskiej, gdzie znaleziono ślady działalności hutniczej, a także ułamki tzw. „piszących garnków” – bardzo charakterystycznej ceramiki, wypalanej z dodatkiem grafitu. W wypalonej jamie, która była głównym elementem badań w latach dziewięćdziesiątych, znaleziono także jedenaście kompletnych garnków – być może świeżo wypalonych, a także kościany młotek, szklane i gliniane paciorki oraz przęśliki – ciężarki stanowiące cześć warsztatu tkackiego. Przewidywano, że stanowisko ukrywa więcej interesujących obiektów. Fragment rzymskiego lusterka był dodatkowym argumentem na rzecz kontynuacji wykopalisk.

Tajemniczy Celtowie
Tarnowscy archeolodzy powrócili do Pasieki Otfinowskiej w 2013 i 2014 roku – ponad 20 lat po pierwszych badaniach. Byłoby pięknym zakończeniem tej historii, gdyby znaleziono drugą część lusterka prehistorycznej elegantki, ale tak się nie stało. Po ponad dwóch tysiącach lat trzeba by naprawdę bardzo wiele szczęścia, by połączyć dwie zagubione części niewielkiego przedmiotu.
Wykopaliska nie zawiodły jednak pokładanych w nich nadziei. Po pierwsze – pozwoliły ustalić i potwierdzić, że osadę w okolicach Żabna przed wiekami założyli i użytkowali Celtowie lub ich potomkowie – co dla regionu tarnowskiego było nie lada odkryciem. Dotychczas sądzono, że ludy kultury celtyckiej dotarły najdalej w okolice Krakowa. W potwierdzeniu rodowodu mieszkańców prehistorycznej osady pomógł znów kobiecy drobiazg, znaleziony podczas tych wykopalisk – zapinka do szat, której forma i sposób wykonania dowodziły związku z kulturą celtycką. Znalezienie zapinki pomogło też dokładniej określić wiek osady – wiadomo, że takich ozdób używano między 60. a 20. rokiem p.n.e. Drugim wskazującym na celtyckie pochodzenie osadników śladem były odłamki niewielkiego, toczonego na kole naczynia, malowanego białą i czerwoną farbą.
Znaleziono także bardzo wiele innych ceramicznych fragmentów, które pozwoliły na odtworzenie wyglądu używanych w osadzie naczyń. Potwierdzono, że dawni mieszkańcy zajmowali się hutnictwem. Na terenie wykopalisk zbadano m.in. dwa mieszkalne domy i palenisko, gdzie wypalano używany w hutnictwie wapień. Licznie znajdowany żużel również świadczył o istnieniu pieców metalurgicznych.
– To pierwsza taka osada w rejonie doliny Dunajca i najstarsze ślady hutnicze, na jakie do tej pory natrafiliśmy – podkreślał Andrzej Szpunar. – To miejsce zmienia całą naszą wiedzę na temat historii i prehistorii tego regionu.
Podczas wykopalisk natrafiono także na… tajemnicę. Na terenie całej przebadanej osady odkryto ślady spalenizny i zwęgleń – co mogłoby wskazywać, że zamożną na owe czasy i dobrze prosperującą osadę strawił ogień… Co się stało? Czy była to napaść, podpalenie, czy tylko wypadek z ogniem, z którym na co dzień tu pracowano?
Wyobraźni też należy pozostawić pytanie, co stało się z zagubioną częścią lusterka, które przebyło długą drogę z Cesarstwa Rzymskiego do osady nad Dunajcem – być może nawet przez Wyspy Brytyjskie. Czy brązowy krążek, który był kiedyś tak wypolerowany, że można się było w nim przeglądać, spoczywa jeszcze gdzieś w ziemi na Powiślu? A może został znaleziony wcześniej, przez kogoś, kto nie rozpoznał w zmatowiałym brązie lusterka, ale uznał, że metalowy krążek na coś się przyda? A może zabrała go w dalszą drogę kobieta, która wolała mieć lusterko bez rączki, niż żadne…Było w końcu wyjątkowe.

Kariera „dziwaczka”
Historia innego niezwykłego, nie od razu rozpoznanego eksponatu archeologicznego, także zaczęła się w dole z piaskiem – tym razem w okolicach Wojnicza. Przed niespełna dwoma laty jeden z mieszkańców pobliskiej miejscowości zwrócił uwagę na dziwne, nieregularne kamyki, wymieszane z piachem wybranym z prowizorycznej „odkrywki”. Przypominały… odłamki kości. Później okazało się, że ludzkich.
W piasku znalazło się też sporo ceramicznych odłamków i skręcony metalowy ułamek, z wyglądu bardzo stary. Zawiadomiono tarnowską Delegaturę Urzędu Ochrony Zabytków, której pracownicy – po obejrzeniu miejsca – stwierdzili, że jest tam ciałopalny grób, prawdopodobnie z epoki brązu. Kilka tygodni później wkroczyli archeolodzy.
Okazało się, że w rejonie piaskowej odkrywki jest cmentarzysko z okresu kultury łużyckiej, i to rozległe. W pierwszym sezonie wykopalisk znaleziono 56 ciałopalnych grobów popielnicowych, w następnym roku – jeszcze ponad trzydzieści. Część grobów została zniszczona, w innych jednak odnaleziono liczne fragmenty popielnic o różnych formach – jak garnki czy gliniane czerpaki, a także drobne fragmenty ludzkich kości. Czasem także przedmioty – proste narzędzia, odłupki krzemienne, druciki z żelaza i brązu, bransolety żelazne czy dwie szpile żelazne o wygiętych, rozklepanych główkach. Te ozdoby pozwoliły datować ostatecznie cmentarzysko na epokę żelaza, ok. 700-500 r. p.n.e.
Kości w popielnicach układano w porządku anatomicznym – kości nóg na dnie, na wierzchu czaszki. Jako ciekawostkę odnotowano, że do niektórych grobów wkładano także rzeczne kamienie – otoczaki.
Najciekawszym stanowiskiem okazał się grób oznaczony numerem 26, gdzie znaleziono dwa naczynia ceramiczne z kośćmi – w późniejszych badaniach okazało się, że w popielnicy złożono szczątki dorosłej kobiety, w misie obok – kości dziecka. Były tam też fragmenty kilku mniejszych naczyń, żelazna szpila, brązowe blaszki, zawieszki i druciki, stanowiące zapewne elementy biżuterii. Niedaleko większej popielnicy znaleziono dobrze zachowane, cienkościenne naczynie przypominające czerpak niezwykłego kształtu – ozdobione „trąbkowatymi” wypustkami na ściankach, trudnymi do zinterpretowania i na pewno nieułatwiającymi garncarzowi wykonania naczynia.
– Naczynie było na tyle szczególne, że – zanim odkryliśmy, skąd ten kształt się wziął – nazywaliśmy je „dziwaczkiem” – mówi Andrzej Szpunar. – Przyznam, że dłuższy czas nie bardzo wiedziałem, z czym je skojarzyć. Szukałem, czytałem, przeglądałem ilustracje… W końcu w pracy kolegi-archeologa z Zamościa, Jerzego Kuśnierza, trafiłem na podobne naczynia. Okazało się, że kształt naszego „dziwaczka” ma pochodzenie ze starożytnej Grecji! To kernos – takie naczynia, wykonane z gliny, brązu lub marmuru, używane były w starożytnej Grecji w rytuałach związanych ze świętem ku czci Demeter – bogini płodności ziemi, rolnictwa i urodzaju. Zwykle były to zespoły kilku połączonych ze sobą małych naczyń – stąd ich szczególny kształt.
Taki był grecki rodowód tej formy ceramiki. W innych rejonach Europy kernosy lub naczynia wykonywane na ich wzór miały inne zastosowanie, często związane właśnie z obrzędem pogrzebowym. Od Austrii po Ukrainę znajdowano je głównie w zamożniejszych grobach ciałopalnych lub w kurhanach. Dlaczego? Czy naczyń używano w jakichś szczególnych obrzędach? Na pewno uważano za szczególnie cenne, skoro składano do grobów podobnie jak ozdoby, broń czy przedmioty świadczące o statusie zmarłego. Mogły mieć także znaczenie rytualne. W każdym razie są niezwykłym świadectwem wpływów między odległymi kulturami.
– Nasz kernos okazał się znaleziskiem cennym, rzadkim i niezwykle interesującym, jeśli chodzi o badania wpływów kulturowych w Europie – podkreśla Andrzej Szpunar. – Interesują się nim już archeolodzy z różnych ośrodków. W Polsce znanych jest zaledwie dziesięć stanowisk, gdzie znaleziono naczynia o kształtach kernosa, większość znajduje się na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce. W naszej części Polski to zaledwie drugie takie znalezisko – obok naczynia odkrytego pod Zamościem.
Tak więc „dziwaczek” okazał się jednym z najcenniejszych znalezisk w zbiorach archeologicznych Muzeum Okręgowego w Tarnowie. I wciąż wiąże się wiele pytań bez odpowiedzi. Trochę jak w bajce.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o