40 lat Alchemii

0
fonograf-ALCHEMY
REKLAMA

W marcu 1984 roku wydano pierwszy koncertowy i zarazem podwójny album zespołu Dire Straits, zatytułowany Alchemy. Nie tylko dla fanów bandu było to ważne wydawnictwo.

Muszę przyznać, że Alchemy darzę sporym sentymentem, bo jest jednym z moich ulubionych albumów z lat 80, zwłaszcza koncertowych.

Wiosną 1984 roku był bardzo popularny, grano go bodaj we wszystkich programach Polskiego Radia. W Trójce, na przykład, dość często emitowano Sultans of Swing w koncertowej, jedenastominutowej wersji. W tamtym czasie kłopot dla fonoamatorów z rejestracją płyty był taki, że nie mieściła się w całości na jednej kasecie C-90 (umożliwiała nagranie tylko 45 minut z jednej strony) i trzeba było kombinować, żeby ją odpowiednio nagrać. O ile pamiętam, specjalnie do tego celu kupiłem w Peweksie kasetę C-100.

REKLAMA (2)

Po nagraniu całego wydawnictwa z pierwszego w Tarnowie odtwarzacza laserowego, będącego w posiadaniu znanego audiofana, Wojciecha Maniaka, mogłem się rozkoszować nim na okrągło, słuchając tam i z powrotem, właściwie bez przerwy, bo mój magnetofon posiadał tzw. autorevers. No, ale wspomnienia wspomnieniami… czas, by przejść do rzeczy.

Alchemy: Dire Straits Live zostało nagrane na żywo w Hammersmith Odeon w Londynie 22 i 23 lipca 1983 roku, podczas koncertów wieńczących ośmiomiesięczną trasę Love Over Gold Tour Dire Straits, która promowała album Love Over Gold. Koncerty zostały zarejestrowane przez Micka McKennę za pomocą urządzenia Rolling Stones Mobile. Całość została zmiksowana w listopadzie 1983 roku, w AIR Studios w Londynie, gdzie inżynierem był Nigel Walker.

Dzięki rozbudowanej strukturze utworów i ich dopracowanym z pietyzmem wersjom Alchemy nawet jeśli nie jest najbardziej ekscytującym koncertem w historii rocka, to ujmuje jeden z kluczowych zespołów lat 80. u szczytu mocy twórczych, a już zwłaszcza jego umiejętności wykonawczych.

Na potrzeby okładki albumu zaadaptowano fragment obrazu Bretta Whiteleya zatytułowanego Alchemy. To niezwykle oryginalne dzieło, wykonane w latach 1972-1973, składało się z wielu różnych elementów przedstawionych na osiemnastu drewnianych panelach o niebagatelnych wymiarach: 203 cm x 1615 cm.

W retrospektywnej recenzji albumu opublikowanej przez AllMusic, krytyk William Ruhlmann napisał: Istnieje interesujący kontrast… pomiędzy muzyką, z której większość jest powolna i nastrojowa, mruczącym wokalem Marka Knopflera i jego grą palcami na instrumencie, który brzmi jak wzmocniona gitara hiszpańska a reakcją publiczności. Tłum wielkości areny, gdy daje się mu szansę, wiwatuje dziko, klaszcze i śpiewa, jakby każda piosenka była szybkim rockerem. Kiedy otrzymuje utwór nawet o średniej szybkości, jak „Sultans of Swing” czy „Solid Rock”, jest w ekstazie. To, że introspektywna muzyka Dire Straits traci ze swoich szczegółów na żywo, ma mniejsze znaczenie, bo zyskuje na prezencji i wzbudzaniu oczekiwania. Klawisze Alana Clarka wypełniają brzmienie i nadają oszczędnym melodiom Knopflera pewien majestat.

REKLAMA (3)

Album stanowił znakomite podsumowanie ówczesnej kariery zespołu Dire Straits, a jednocześnie demonstrował jego sceniczną mocy. Rozbudowane, piękne kompozycje znane z płyt studyjnych zyskały tu dodatkową oprawę. Nie zabrakło chyba żadnego hitu z tamtego okresu, chociaż wszystkiego zmieścić się nie dało.

Sporo recenzji współczesnych płycie miało charakter pozytywny, a czasem nawet entuzjastyczny. Antoni Piekut na łamach miesięcznika Non Stop (maj 1984 roku) napisał: Na „Alchemy” uderza mnie najbardziej zdecydowane ciążenie muzyków w stronę suity w miejsce krótkich, zwartych kawałków. Wyciskają oni z kompozycji wszystko, co się da. Gdy w utworze jest efektowny, melodyjny temat – jak na przykład w „Romeo and Juliet”, zostaje on na koncercie wygrany do końca, z przemyślanymi breakami, powtarzaniem i rozwijaniem tematu przez kolejne instrumenty (…). Tworzy to napięcie i wrażeniem uczestniczenia w misterium (…). Album potwierdza tylko wielkie umiejętności muzyków i brzmi tak, jak tylko można sobie nagranie „na żywo” wymarzyć.

Przy tym wszystkim zwracał uwagę, i to zdecydowanie, sposób realizacji nagrań. Album został wyprodukowany z ograniczeniem do minimum koniecznych nakładek, co przy pierwszych przesłuchaniach trudno było nawet wyłapać. Ostatecznie jednak Alchemy dzięki perfekcyjnie dopracowanym kompozycjom demonstrował profesjonalizm Dire Straits w jego pełnej krasie.

Alchemia, o czym na koniec należy wspomnieć, to w popularnym ujęciu hipotetyczny proces, który niegdyś uważano za zamianę zwykłych składników w złoto. Markowi Knopflerowi i jego muzykom udało się zamienić studyjne utwory w kompozycje szlachetne jak ten kruszec.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze