Strona główna Kultura Fonograf 55 lat albumu Tarkus

55 lat albumu Tarkus

0
REKLAMA

W historii rocka były płyty, które mniej czy bardziej udanie poszerzały jego granice. Były też takie, które pojawiły się tak, jakby granice nie istniały. Wydana 4 czerwca 1971 roku płyta Tarkus tria Emerson, Lake & Palmer należy do tej drugiej grupy.
Był to album nagrany z rozmachem przez ludzi, którzy nie tylko uwierzyli, że mogą wszystko, ale wręcz uznali, że owo „wszystko” to dopiero punkt wyjścia.
Debiutancki album zespołu z 1970 roku miał już w sobie cechy, które definiowały zespół: monumentalne organy Keitha Emersona, przejmujący wokal Grega Lake’a i precyzyjna, niemal ekwilibrystyczna gra na perkusji Carla Palmera. Była w tym klasyka, jazz i rock, a przy tym patos i techniczna brawura. Debiut jednak sprawiał wrażenie, jakby muzycy badali teren. Tarkus natomiast okazał się krążkiem, na którym przestali badać i zaczęli budować własne imperium.

Nagrania, które wypełniły wydawnictwo rejestrowane były na początku 1971 roku w Advision Studios w Londynie. Produkcją zajął się sam zespół. To z perspektywy czasu należy uznać za nieuniknione, bo trudno było sobie wyobrazić producenta, który próbowałby tę muzykę „ujarzmić”. Od pierwszych minut było słychać, że do albumu Tarkus słowo „umiar” nie przystawało.
Już sama suita tytułowa zajmująca całą pierwszą stronę winylowego wydania była czymś więcej niż utworem. To był muzyczny organizm – dziwny, przerośnięty, momentami wręcz absurdalny. Opowieść o pancernym stworze pół-czołgu, pół-zwierzęciu stanowiła konglomerat wypełniony zmianami tempa, nagłymi przejściami, eksplodującymi niczym fajerwerki syntezatorami i organami Hammonda, do których dochodziły jazzujące fragmenty przechodzące w quasi militarne rytmy. Keith Emerson zagrał tak, jakby próbował udowodnić, że rock może konkurować z muzyką klasyczną, a klawisze mogą być bardziej agresywne niż gitara elektryczna.
Druga strona płyty pokazywała inną twarz zespołu. Kompozycja Bitches Crystal niosła w sobie pulsującą energię jazzu, The Only Way demonstrowała flirt z Bachem i muzyką sakralną, a A Time and a Place przypominała, że pod całym symfonicznym rozmachem kryje się rockowe trio zdolne grać naprawdę ciężko.

REKLAMA (3)

Album redefiniował samą ideę progrocka. Wcześniej zespoły progresywne eksperymentowały z formą, jazzem i psychodelią. Trio Emerson, Lake & Palmer poszło krok dalej: zaczęło traktować rock jak muzykę symfoniczną. Nie metaforycznie a dosłownie. Długie struktury, motywy powracające niczym w suicie klasycznej i wyniesiona na pierwszy plan instrumentalna wirtuozeria świadczyły o tym dobitnie.
Pewnie dlatego reakcje były tak skrajne. Fani zachwycali się. Dzięki nim Tarkus stał się jednym z fundamentów wczesnego progrocka i osiągnął pierwsze miejsce listy albumów w Wielkiej Brytanii. Również w USA – docierając do Top 10 zestawienia wg magazynu Billboardu – odniósł spory sukces.
Krytycy natomiast reagowali wręcz alergicznie. Zarzucali zespołowi nadęcie, przerost formy nad treścią i „techniczną masturbację”.
Sukces komercyjny albumu utwierdził jednak trio w przekonaniu, że można pójść jeszcze dalej. Dwa lata później doprowadziło to do zarejestrowania progresywnego monstrum w postaci płyty Brain Salad Surgery.

REKLAMA (2)

Na Tarkusie zaczął się też problem. Było nim przekonanie, że „więcej” musi znaczyć „lepiej”. Mimo to album dla progrocka stał się fundamentalny. Bez tego krążka trudno by było sobie wyobrazić rozbudowane suity Genesis, monumentalne koncepcje Rush czy symfoniczny rozmach neoprogresywnych zespołów lat 80. I może właśnie dlatego Tarkus wciąż budzi emocje. To album stworzony przez ludzi, którzy uwierzyli, że dla wyobraźni nie ma ograniczeń. A krążki z tak stworzoną muzyką albo się odrzuca, albo kocha. Pośrodku być nie można.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
0
Napisz komentarzx