70 lat Lou Reeda

0
78
REKLAMA

W ubiegłym roku wspólnie z zespołem Metallica wydał płytę Lulu. Przed jej ukazaniem się było wokół niej sporo szumu. Kiedy to „coś” świat już usłyszał – okazało się, że to kompletna muzyczna klapa. Przy tym wszystkim inspirowane dramatami Franka Wedekinda teksty Reeda dowiodły, jak chcą niektórzy, dlaczego zwyciężył w ankiecie magazynu New Musical Express na najbardziej przecenionego tekściarza wszech czasów.
Lou Reed urodził się na Long Island w stanie Nowy Jork w dobrze sytuowanej rodzinie – należącej do amerykańskiej klasy średniej. Jak nastolatek pobierał lekcje gry na fortepianie i gitarze. Od połowy lat pięćdziesiątych występował z amatorskimi kapelami rockandrollowymi, debiutując w 1957 roku w studio, gdzie z zespołem The Jades nagrał singla z utworami So Blue i Leave Her For Me. Swoje nastoletnie muzykowania wspominał tak: od czternastego roku życia grałem rock and rolla z zespołami, które występowały w knajpach. To fakt, który wiele o mnie mówi. Gdy ktoś pyta o moje dzieciństwo, odpowiadam: dorastałem w knajpie. Każdego dnia, gdy tylko wyszedłem ze szkoły, szedłem do knajpy, w której grałem z kolegami rock and rolla. Mimo to nie zostawił zdobywania wiedzy innymi. Na Syracuse University studiował na wydziałach filmowym i teatralnym, potem ukończył w Nowym Jorku kurs dziennikarski. Jak się po latach okazało, jego ciągoty literackie zaowocowały – według wielu – dobrymi, często drapieżnymi tekstami piosenek.
Przez pewien czas, już po edukacji na uniwersytecie, Reed podjął pracę kompozytora w wytwórni Picwick Records. Temat The Ostrich z roku 1965, będący ironicznym pastiszem ówczesnych tanecznych przebojów, zainteresował szefów wytwórni. Reed stworzył grupę The Primitives i nagrał kawałek na singlu. W kapeli grał już wówczas John Cale, który – po latach, podobnie jak Reed, stał się legendarną postacią nowojorskiej bohemy. W 1965 roku Reed przemianował The Primitives na The Velvet Underground, zespół, który do dzisiaj uchodzi za czołową kapelę w historii rockowej awangardy. Warto podkreślić, że Andy Warhol na tyle zafascynował się zespołem, że objął nad nim patronat i zaprosił go do udziału w cyklu multi‑media show, zatytułowanym The Exploding Plastic Inevitable. Pierwsza płyta formacji, ozdobiona przez Warhola wizerunkiem banana na okładce, sporo zawdzięczała Reedowi. Był kompozytorem lub współkompozytorem zawartych na niej utworów i autorem wszystkich tekstów.
W kolejnych dokonaniach grupy za sprawą Reeda – programowo – pojawiała się brzydota rocka. W wielu nagraniach piętrzyły się ostre dysonanse, irytujące efekty brzmieniowe, a – na przykład – gitarowe brudy kontrastowały z dźwiękami altówki elektrycznej. Te drażniące środki wyrazu znajdowały jednak uzasadnienie w bezkompromisowych tekstach mówiących ze zdumiewającą otwartością o narkomanii, deprawacji nieletnich i wszystkich innych ciemnych stronach wielkomiejskiej cywilizacji.
W 1970 roku, podczas pracy nad Loaded – czwartą płytą grupy, Reed stracił zainteresowanie dla The Velvet Underground i opuścił zespół. Odejście spowodowało przerwę w muzycznej działalności. W 1972 roku ukazała się jednak nagrana w Londynie dla RCA z udziałem Steve’a Howe i Ricka Wakemana, muzyków z zespołu Yes, płyta Lou Reed. Nad nagraniem kolejnego longplaya – Transformer czuwał już Dawid Bowie. Utrzymana w dekadenckim nastroju płyta, choć nierówna, zaowocowała utworem Walk On The Wilde Side. Ten drastyczny w wymowie kawałek osiągnął w 1973 roku miejsce w Top Twenty zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i Stanach Zjednoczonych.
Reed ma na swoim koncie również nieudane eksperymenty, ot, jak choćby płyta Metal Machine Music z 1975 roku. Po latach jednak, krytyka bardzo przychylnie podeszła do jego kolejnych wydawnictw muzycznych, takich jak New York (1989), Songs For Drella (3. miejsce w rankingu najlepszych płyt 1990 roku według pisma Melody Maker), a także Set The Twilight Reeling (1996) i Ecstasy (2000).
Nawet gdyby Reed już niczego nie dokonał, to i tak pozostaną po nim znaczące płyty, jak choćby Berlin i kawałki jak: Heroin, Sweet Jane czy Waiting For A Man. On sam zaś pozostanie przykładem nieokiełznanego rockandrollowca szydzącego z krytyki, mającego gdzieś splendor, podążającego własną, mroczną drogą.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o