Ada, królowa bigbitu

0
23
borowiec1737

Franciszek Walicki – założyciel Niebiesko‑Czarnych, zespołu, z którym Ada Rusowicz przez lata była związana – pisał: Z zakamarków wspomnień wydobywam obraz młodej przystojnej dziewczyny o wyrazistych oczach, pogodnym usposobieniu i ciekawym głosie. Była obdarzona wyjątkowym talentem. Nigdy jednak nie zabiegała o popularność, nie pozowała na gwiazdę i nie rozpychała się łokciami w drodze do sławy.
Znawca polskiej estrady – Witold Filler, w końcu lat 90. tak opisywał Adę: Swoją młodzieżową urodą zdobiła estradowe popisy Niebiesko‑Czarnych. A przypomnieć by należało, że scenariusz koncertu big‑beatowego wyznaczał soliście o wiele bardziej odpowiedzialną funkcję, niż dzieje się to dziś. Koncert był w gruncie rzeczy rewią numerów solowych, grupa zabezpieczała głównie akompaniament. W tamtych czasach Ada znakomicie potrafiła skupić na sobie uwagę widowni, a już zwłaszcza jej męskiej części.
Urodzona w Wilnie w 1944 roku Adriana Rusowicz miała dziewiętnaście lat, gdy została odkryta przez Niemena. Artysta napisał dla niej kilka wczesnych przebojów, takich jak Duży błąd i Hej, dziewczyno, hej, skomponował także i te późniejsze, jak Nie pukaj do moich drzwi i najbardziej znany Za daleko mieszkasz miły.
Jako wokalistka Rusowicz zadebiutowała jesienią 1963 roku w trio Niebieskie Pończochy, które zostało utworzone na wzór amerykańskich żeńskich grup wokalnych. Właśnie w Niebieskich Pończochach towarzyszyła Niemenowi w jego pierwszych nagraniach.
Wkrótce jednak została solistką Niebiesko‑Czarnych. Współpraca z tą słynną formacją trwała aż do jej rozwiązania w 1976 roku i zaowocowała wieloma przebojami. Z grupą artystka wystąpiła w programach telewizyjnych, w filmie fabularnym Jerzego Passendorfera Mocne uderzenie, w muzycznym Kuligu oraz w filmach krótkometrażowych Przekładaniec i Mogło być inaczej. Koncertowała w wielu krajach zachodniej Europy, a także w USA i Kanadzie.
Adriana z powodzeniem śpiewała zarówno nieskomplikowane, łatwo wpadające w ucho piosenki, jak też „poważne kawałki” z repertuaru Arethy Franklin i Janis Joplin (Respect, Me And Bobby McGee) oraz – jak to się wtedy określało – ambitne songi. Ta ostania umiejętność została przez nią udowodniona podczas występów w gdyńskim Teatrze Muzycznym w legendarnej rock‑operze Naga, utrwalonej w nagraniach Niebiesko‑Czarnych w roku 1972. Z dwudziestu dwóch utworów, wydanych na dwóch winylowych krążkach, Ada zaśpiewała trzynaście.
Wspomniany Witold Filler, odnosząc się do rywalizacji w latach 60. Niebiesko‑Czarnych z Czerwono‑Czarnymi, pisał, że ci drudzy postawili na powaby swoich solistek w osobach Kasi Sobczyk i Karin Stanek – obie utalentowane, ale obie, choć w różny sposób, dziewczyńskie. Niebiescy nastawili się, dla kontrastu, na solistki sexy. I takimi były Helena Majdaniec oraz Ada Rusowicz – jasna, wysoka, roztańczona o silnym głosie. Jej piosenki odwoływały się do radości życia, kokietowały publiczność swym – niezbyt zresztą perwersyjnym – erotyzmem.
Po rozpadzie Niebiesko‑Czarnych Rusowicz występowała z mężem, wcześniejszym solistą i kompozytorem tej formacji – Wojciechem Kordą, tworząc duet Ada i Korda. W roku 1977 wylansowała z nim przebój Masz u mnie plus. W duecie śpiewała do roku 1980. Potem wycofała się z estrady.
Niewątpliwym sukcesem okazały się jej występy w sopockiej Operze Leśnej w latach 1986 i 1987, podczas koncertów dinozaurów Old Rock Meeting. Rusowicz udowodniła, że jeśli artysta ma prawdziwy talent, to estradowe powroty są możliwe. Finałowa piosenka kończąca pożegnalny występ w Sopocie nosiła tytuł Mogło być inaczej. To kompozycja Beatlesów Let It Be, tyle że z polskim tekstem Kordy i Rusowicz. Według słów Franciszka Walickiego to Ada wymyśliła tytuł i napisała słowa refrenu tej ostatniej śpiewanej przez siebie w życiu, a utrwalonej na taśmie piosenki.
Późnym wieczorem 1 stycznia 1991 roku w Poznaniu rozpędzony fiat uno turbo gti najpierw ściął trzy stalowe słupki dzielące ulicę Dąbrowskiego na dwa pasma, potem uderzył w betonową podstawę latarni i ostatecznie roztrzaskał się na drzewie. Spośród czterech osób jadących samochodem jedna zginęła na miejscu, dwie zmarły w szpitalu, jedynie Wojciech Korda, siedzący obok kierowcy, cudem uniknął śmierci. Kierowca fiata i Adriana Rusowicz zmarli, nie odzyskując przytomności. Tydzień później na poznańskim cmentarzu Adę żegnały tysiące fanów.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o