Autostrada

0
17
borowiec1750

Stali czytelnicy tej rubryki zapewne wiedzą, że Free to jedna z moich ulubionych kapel w historii rocka. Mam zatem nadzieję, że wybaczą mi tę skłonność wracania do niej przy każdej nadarzającej się okazji. Dwa lata temu na łamach miesięcznika Tylko Rock przeczytałem wypowiedź gitarzysty TSA, Stefana Machela, dotyczącą Free: Dla mnie to jeden z najważniejszych zespołów w historii muzyki rockowej. Postawiłbym go tuż za Led Zeppelin. Osobiście mam identyczne zdanie na ten temat, a to, jak sądzę, wyjaśnia, dlaczego lubię również Highway.
Wiem, że według znawców tematu to krążek nierówny, krążek, na którym zgrzyty artystyczne stanowiły odbicie piętrzących się nieporozumień pomiędzy członkami zespołu. Trudno się z tym nie zgodzić. Dla mnie jednak jest to płyta, na której znalazły się jedne z moich ulubionych ballad zespołu, a mianowicie: Be My Friend oraz Soon I Will Be Gone.
Album powstawał w londyńskich studiach nagraniowych wytwórni Island we wrześniu 1970 roku, wkrótce po znakomitym występie grupy podczas legendarnego festiwalu na wyspie Wight.
Liczono, że Highway wraz z promującym go singlem The Stealer potwierdzi talent grupy do tworzenia przebojów. Chris Blackwell, szef Island, domagał się kolejnego hitu na miarę All Right Now i albumu o mocy Fire And Water. Miały to być bestsellery, które przedłużyłyby świetną passę zespołu i podbiłyby Amerykę.
Basista grupy, Andy Fraser tak wspominał prace nad płytą: Wydaje mi się, że „Highway” był albumem, który nagrywało się nam najłatwiej. Byliśmy w formie. Większość utworów napisaliśmy przed wejściem do studia, więc zmiksowaliśmy je w zaledwie dziesięć dni. Wszystko było takie naturalne. O ile pamiętam, „The Stealer” został napisany, nagrany i zmiksowany w ciągu jednej nocy.
W gruncie rzeczy album wyrósł z trasy. Utwory były komponowane głównie w hotelowych pokojach, w samochodzie lub na zapleczu sceny, słowem wszędzie tam, gdzie muzycy mogli choć przez chwilę skupić się nad wspólnym dziełem. Bo należy tu podkreślić, że przez wcześniejsze trzy lata, nie licząc rzadkich dni odpoczynku, niemal bez przerwy zespół był w trasie na… autostradzie.
Płytę, która w większości była wynikiem współpracy Paula Rodgersa i Andy’ego Frasera (napisali sześć z dziewięciu utworów), otwierała kompozycja The Highway Song z pięknym, choć króciutkim gitarowym solo Paula Kossoffa w środku. Utwór zgrabny, niestety o mniejszej sile rażenia niż otwierający album Fire And Water numer tytułowy.
Potem następował The Stealer, w którego pisaniu uczestniczył oddalający się od zespołu, dotknięty śmiercią Hendriksa – Kossoff. Ten wydany na promującym singlu utwór, mimo impetu i żaru, nie okazał się jednak hitem. Paul Rodgers mówił potem, że fakt ten wszystkich w zespole bardzo rozczarował.
Perełką była na pewno soulowa ballada Be My Friend, cudowne uosobienie czułości, o której frontman Free mówił tak: Zawsze próbowałem inaczej spoglądać na związki między kobietą a mężczyzną. Zrozumiałem to, słuchając Beatlesów. Śpiewając o dziewczynie, muzycy ci często nazywali ją mianem „przyjaciela”. O Be My Friend Kossoff wraził się dość jednoznacznie, określił go bowiem najlepszym kawałkiem, jaki zespół kiedykolwiek opracował.
W podobnym, balladowym klimacie utrzymana została wydana na amerykańskim singlu kompozycja Love You So, przy której pojawiło się nazwisko pałkera zespołu, Simona Kirke’a. Natomiast w finale umieszczono jeszcze jedną akustyczną kompozycję Soon I Will Be Gone. Utwór o pożegnaniu, który, jak chcieli niektórzy, zwiastował zbliżający się koniec zespołu.
Poza tym warto dodać, że cięższe, hard rockowe brzmienie utworów The Stealer i Ride On Pony zrównoważono nieco countrową Bodie albo też rozleniwioną dźwiękami kompozycją Sunny Day, o której Fraser tak się wyraził: nic więcej, jak tylko mały brzęczyk – coś koło dwóch i pół minuty malutkiego pomysłu – który trafia cię, kiedy idziesz sobie w najlepsze ulicą.
Gdybym osobiście miał się przyczepiać do płyty, to powiem tak: szkoda, że za sprawą intensywnego wykorzystania instrumentów klawiszowych gitarowa maestria Paula Kossoffa została zepchnięta na drugi plan. Jednak, co by nie mówić, Highway to album subtelny, ba, jak na blues rockowy czad Free wręcz zwiewny. A to, że nie przypadł do gustu tym, których wcześniej zachwyciło surowe piękno Fire And Water, i to, że w różnych podsumowaniach dyskografii zespołu jest najniżej punktowany, ma dla mnie drugorzędne znaczenie.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o