Big Science

0
19
borowiec1717

Albumu Anderson próżno szukać w zestawieniach typu „100 najlepszych płyt w historii rocka”. Nie znajdziemy go też w podobnych rankingach dotyczących jazzu lub popu. Powód? To płyta ponadgatunkowa albo też, jak chcą niektórzy, płyta, na której elementy wszystkich tych gatunków twórczo ze sobą współistnieją i albo uzupełniają się wzajemnie, albo też pozostają wobec siebie w wyraźnej opozycji. Big Science zawiera przy tym brzmienia, które w tamtym czasie z jednej strony można było uznać za awangardowe, z drugiej za charakterystyczne dla sceny teatralnej, muzyki ilustracyjnej, poważnej, ale też, przynajmniej częściowo, bliskie elektronice, a nawet ambientowi. To po prostu niezwykły kompozycyjno‑brzmieniowo‑aranżacyjny konglomerat, który jeśli nawet nie był wybitnie rewolucyjny, to bez wątpienia inspirujący dla wielu wartościowych odmian muzyki lat osiemdziesiątych.
W drugiej połowie tamtej dekady kompozycje z płyty Big Science stały się dla mnie swoistą podróżą przez nieznane wcześniej muzyczne światy. Ale moje pierwsze spotkanie z utworami Anderson nastąpiło z dużym opóźnieniem. Stało się to dopiero w 1987 roku podczas warsztatów teatralnych w Janowicach, które rejestrowałem na zamówienie Ośrodka Teatru „Warsztatowa”. Rok później, kiedy wylądowałem na saksach, nabyłem krążek Big Science w paryskim salonie muzycznym. Była to moja trzecia płyta CD w ogóle, kupiona zresztą za niemałe, jak na owe czasy, pieniądze. Potem uważnie śledziłem dokonania artystki, nabywając kolejne krążki, ale, jak to zwykle bywa, ten pierwszy pozostał dla mnie najważniejszy.
Tu słów kilka o autorce płyty. Urodzona w 1947 roku w rodzinie chicagowskiego marszanda Laurie Anderson odebrała bardzo wszechstronne wykształcenie. Od najmłodszych lat przygotowywała się do kariery skrzypaczki, a jako nastolatka występowała w chicagowskiej młodzieżowej orkiestrze symfonicznej. Nie pozostało to bez znaczenia dla jej późniejszych poczynań artystycznych. W wieku szesnastu lat zwróciła się ku sztukom plastycznym, zajęła się malowaniem i fotografią artystyczną. Potem ukończyła historię sztuki w Barnard College oraz rzeźbę na Columbia University, co pozwoliło jej zostać wykładowcą architektury egipskiej i historii sztuki w City College. Będąc publicystką Artforum i ARTnews, zajmowała się sztuką konceptualną. W połowie lat siedemdziesiątych zaprezentowała publiczności Nowego Jorku oraz Berlina Zachodniego żartobliwe happeningi muzyczne zainspirowane działaniami Johna Cage’a. Wówczas też zaczęła sama komponować.
Wydanie albumu Big Science poprzedziła seria przedstawień United States I‑IV wystawianych w nowojorskim Orpheum Theatre. Na płytę trafiły fragmenty tego multimedialnego show o znamionach koncertu, przedstawienia teatralnego, wieczoru poezji i pokazu filmowego.
Już sam zestaw instrumentów wykorzystanych przy nagrywaniu Big Science wskazywał na niebanalne podejście do muzyki. W utworach zabrzmiały: marimba, dudy, puzon, różnego rodzaju klarnety i saksofony, vocoder, wszelakie instrumenty perkusyjne, akordeon, organy Farfisa, flet i wreszcie skrzypce, wiodący instrument, najczęściej z elektronicznie przetworzonym dźwiękiem.
W zaprezentowanym materiale Anderson potrafiła wykreować bardzo różnorodne klimaty, począwszy od refleksyjno‑poetyckich, jak to ma miejsce w tytułowym Big Science czy moim ulubionym Born Never Asked, poprzez ethno w Sweaters, elektro‑pop w O Superman, a na żartobliwych skończywszy, jak w śpiewanym po niemiecku Example #22, gdzie wykorzystano dzwoniący telefon. Zwieńczeniem całości był intrygujący, z lekka „noworomantyczny” finał składający się z połączonych utworów Let X = X oraz It Tango.
Niewątpliwie najbardziej znanym z całego albumu stał się wydany na singlu, zarazem najdłuższy utwór O Superman. Znalazł się na drugim miejscu brytyjskiej listy bestsellerów singlowych i był de facto jedynym fonograficznym sukcesem artystki.
U schyłku lat osiemdziesiątych Andrzej Dorobek tak opisywał dokonania Laurie Anderson: znakiem rozpoznawczym jej twórczości jest pełen przewrotnego humoru, prawdziwie kobiecy wdzięk, który jest przeciwieństwem hochsztaplerstwa rozpolitykowanych pseudoartystek w rodzaju Yoko Ono. Laurie pozostała wolna od uwikłań politycznych i daleka od lewicujących proroków rockowej awangardy. Słowa te z powodzeniem można odnieść do artystycznego przekazu pani Anderson zawartego na płycie Big Science.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o