Bigbitowa idolka

0
33
REKLAMA

fonograf - Karin Stanek15 lutego 2011 roku w wyniku ciężkiego zapalenia płuc, z którym przez kilka tygodni zmagała się w jednym z niemieckich szpitali, zmarła Karin Stanek – pierwsza gwiazda ery bigbitu.

Ostatni występ Karin Stanek w Polsce odbył się w Szczecinie w 2005 roku. Wtedy też ukazał się jej ostatni, wydany w Niemczech singel z utrzymaną w eurodance’owych klimatach piosenką Sex. Wcześniej, w 1991 roku artystka pojawiła w Polsce się podczas imprezy To tylko rock and roll – trzy dekady polskiego rocka. W roku następnym przedstawiła w Sopocie udany Karin Stanek Show, a wkrótce potem wydała wspomnienia zatytułowane Malowana lala.
Karin Stanek urodziła się 18 sierpnia 1943 roku w Bytomiu. Po ukończeniu podstawówki, by pomóc wielodzietnej rodzinie, rozpoczęła pracę jako goniec. Z natury muzykalna, nauczyła się grać na gitarze i wkrótce – w 1961 roku zadebiutowała w konkursie dla amatorów, zorganizowanym przez Rozgłośnię Polskiego Radia w Katowicach.
W marcu 1962 roku wystąpiła w Zabrzu podczas konkursu Czerwono-Czarni szukają młodych talentów. Zwyciężyła. W efekcie została zaproszona na eliminacje strefowe do Krakowa. 17 marca 1962 roku w hali „Wisły” – wykonując brawurowo piosenkę Jimmy Joe – okazała się również najlepsza. Nic zatem dziwnego, że otrzymała propozycję od Czerwono-Czarnych i wkrótce stała się największą atrakcją grupy.

REKLAMA

W lipcu 1962 roku została laureatką Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Wokalistkę i śpiewane przez nią piosenki (Gaz, panie szofer, Chłopiec z gitarą, Jedziemy autostopem) wyróżniono podczas dwóch pierwszych festiwali w Opolu w 1963 i 1964 roku.
Karin miała swój charakterystyczny wizerunek, na który składały się biała bluzka i czarne spodnie. Na estradzie tryskająca energią w szybkim czasie stała się polską Miss Dynamite, lansującą w latach 1963-1964 kolejne przeboje: Wala-Twist, Piosenka z uśmiechem, Zielone serce.
Ojciec chrzestny polskiego big beatu – Franciszek Walicki, już po latach, tak pisał o solistce Czerwono-Czarnych: Mnie najbardziej podobała się Karin Stanek (bardziej niż Kasia Sobczyk i Helena Majdaniec – przyp. KB). Niewysoka (1,55 m), drobna (49 kg), ubrana przeważnie w obcisłe spodnie i białą bluzkę, z nieodłączną gitarą, bardzo żywiołowa i naturalna – była pierwszą polską gwiazdą „damskiego” rock and rolla. Karin nie spodobała się jednak „lepiej wiedzącym” pismakom. Dziewczynę po prostu atakowano. Niby w trosce o nią pytano: czy ma maturę? Dlaczego fika nogami? Kto jej dobiera repertuar? Z czasem okazało się, że te idiotyczne dyrdymały były niestety toksyczne i – po prostu – niszczące.
W roku 1963 Stefan Kisielewski na łamach „Tygodnika Powszechnego” wzywał tępogłowych do opamiętania się. Pisał: Karin ma większe szanse niż ktokolwiek inny. Wynika to nie tylko z jej oryginalnego głosu, czystej intonacji i dykcji, ale przede wszystkim z rzeczy najważniejszej: że podobnie jak Bardotka czy Dymsza stworzyła typ, niepowtarzalną sylwetkę, stała się powszechnie rozumianym i odbieranym symbolem pewnego rodzaju temperamentu. Jedno jest pewne: niech ją Pan Bóg broni przed nauką u prasowych „znawców”.

W obronie Karin stanął nie tylko Kisielewski, podobne stanowisko zajęli Jerzy Waldorff i Stefan Bratkowski. Niestety nie dali rady. Durna obyczajowo-ideologiczna nagonka trwała, ataki powtarzały się. Karin była zbyt krucha, aby to wszystko wytrzymać, a zarazem zbyt słaba by odrzucić narzucany jej wkrótce repertuar, który znacznie nadwerężył jej pozycję. Ostatecznie w roku 1976 postanowiła wyjechać z Polski.
Zanim to się stało, jeszcze w poprzedniej dekadzie za piosenkę Gaz, panie szofer zdobyła nagrodę na festiwalu w Rostocku, odniosła też spory sukces podczas tournée z Czerwono-Czarnymi po USA i Kanadzie. W 1969 roku ostatecznie opuściła zespół, a w gazetach znów pojawiły się nieprzychylne artykuły na jej temat. Przestano zapraszać ją do telewizji, radio przestało nadawać jej piosenki, nagle zabrakło koncertów, nie mogła też nagrać płyty. W ten sposób władze PRL mściły się za to, że część jej rodziny, w tym mama, wyjechała (legalnie!) do Niemiec.

W 1976 roku Karin poleciała do Chicago, jednak po czterech miesiącach wróciła do Europy i osiedliła się na stałe w RFN. Tam, jako pierwsza Polka wystąpiła w programie telewizyjnym Disco. W Niemczech nagrywała też jako Cory Gun oraz jako solistka ostrej rockowej formacji The Blackbird.
Gdy zaczynała karierę nazywano ją „pchełką”, z zadartym noskiem i dziecięcą buzią, okoloną warkoczami, była pierwszą młodzieżową idolką czasów bigbitu. Po latach Marian Lichtman – członek zespołu Trubadurzy – powiedział o niej, że była polską Suzi Quatro lat 60.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments