Blues‑rockowy Olimp

0
83
REKLAMA


Gdyby świat muzyki rockowej porównywać ze światem greckiej mitologii, to przynajmniej kilku muzyków należałoby umieścić na Olimpie i nadać im rolę bogów. Tak było w 60. latach z Erikiem Claptonem, kiedy w londyńskim metrze pojawiły się napisy Clapton jest bogiem. Tak z pewnością można też było określić fenomenalnego gitarzystę i zrazem kolegę Brytyjczyka – Duane’a Allmana. W tamte marcowe wieczory w Fillmore East nie tylko Duane wspiął się na szczyt swoich umiejętności, uczynili to wraz z nim pozostali muzycy The Allman Brothers Band.
Zanim to i owo o tym pamiętnym wydawnictwie, słów kilka o tym, czym dla Duane’a była muzyka. Najlepiej oddają to jego własne słowa: To muzyka sprawia, że funkcjonuję. To coś, co nas wszystkich utrzymuje przy życiu. Nigdy nie przestanę grać. Boże, nie mam pojęcia, co bym zrobił, gdybym nie grał. W swoim ostatnim wywiadzie udzielonym magazynowi Cream w sierpniu 1971 roku powiedział: Wiem jedno: dopóki będzie istnieć jakieś miejsce, gdzie można grać rock, ktoś, kto zechce go słuchać, znajdzie mnie tam. I zagram dla niego.
Są takie koncerty, podczas których wszystko się układa, a przy tym jakaś iskra boża pozwala rozpalić muzyczny ogień. Album, wówczas podwójny, ukazał się we wrześniu 1971 roku i bardzo szybko uplasował się w pierwszej dwudziestce najlepiej sprzedawanych płyt w Stanach Zjednoczonych. Po latach ukazała się podwójna płyta CD zawierająca te fragmenty koncertów, które w 1972 roku stały się znakomitym uzupełnieniem płyty Eat To Peach (przede wszystkim ponad półgodzinny Mountain Jam), a także utwory One Way Out oraz Midnight Rider – z Fillmore East, choć nagrane w końcu czerwca 1971 roku.
To pierwsze (nie rozszerzone) wydawnictwo At Fillmore East zawierało łącznie siedem utworów. Na krążku pierwszym zamieszczono cztery kompozycje, a były to blues‑rockowe wersje standardów. Na początek Statesboro Blues Willa Mc Tella, zagrany z mocnym allmanowskim drive’m i z iście południowym temperamentem. Potem Done Somebody Wrong Elmore Jamesa. Trzeci utwór to Stormy Monady, bodaj najbardziej znana w tym zestawie kompozycja T.Bone Walkera. To niezwykła przyjemność słuchać tak eleganckiego, pełnego finezji grania. Ciekawe, że – jakby na przekór tytułowi – to wręcz balsamiczne brzmienie, takie wieczorne, kojące granie. Mogłoby się wydawać, że właściwie to nic takiego wielkiego. Jednak sposób budowania napięcia, sposoby artykułowania dźwięków i kreowania muzycznych przestrzeni są absolutnie niezwykłe. Pierwszą płytę kończy ponaddziewiętnastominutowa kompozycja Willie’ego Cobbsa You Don’t Love Me.
Duane Allman, którego brzmienie gorące, pełne, czasem jakby wymykające się spod kontroli, rozkwita szczególnie wówczas, gdy gra techniką slide. Dicky Betts, brzmiący bardzo czysto, jakby staranniej, doskonale uzupełnia Duane’a, ale udowadnia jednocześnie na ile sam jest znakomitym muzykiem. Gregg Allman z kolei. Bez jego Hammonda muzyka grupy chyba nie miałaby aż takiego wymiaru. A przy tym ten jego śpiew – mocny, czysty, jedyny w swoim rodzaju „czarny” biały głos. Ponadto świetny na basie Berry Oakley, znakomici perkusiści, czyli: Jai Johanny Johanson i Butch Trucks, oraz gościnnie na harmonijce Thom Doucette w utworze Done Somebody Wrong. Wszyscy grają jak w transie, a to dopiero przystawka, bo danie główne to druga płyta w tym zestawie, którą otwiera ją Hot ‘Lanta.
Muzycy w znacznie szerszy sposób demonstrują na niej swoje fenomenalne zdolności improwizatorskie. Całość zamyka kompozycja Gregga Allmana – klasyczny, znakomity numer Whipping Post, zagrany jako jam ze zmianami nastroju, tempa i dynamiki. Jednak za najpiękniejszy utwór płyty uznawany jest In Memory Of Elizabeth Reed, napisany przez Dicky’ego Bettsa. Urokliwy motyw główny staje się jedynie pretekstem do pofolgowania muzycznej fantazji. Duane bez zbędnej ornamentyki, bez silenia się na techniczne popisy, z natchnioną delikatnością wzbogaca kolorystycznie całość. Zresztą nie tylko w tym utworze zespół dowiódł, że jego siła to nie tyle zwinna rurka w ręku Duane’a, nie tyle finezyjne, pełne energii granie Dicky’ego ani nawet nie tyle śpiew i Hammond Gregga. Dopiero wszystko razem tworzy niepowtarzalną całość o najwyższych walorach artystycznych.
W najbliższym programie Fonograf (RDN Małopolska, sobota godz. 10.05) z przyjemnością sięgnę do nagrań z płyty The Allman Brothers Band.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o