Bonham – wielki nieobecny

0
79
REKLAMA

Ktoś kiedyś napisał, że Bonham u zarania „rockowego lotu” Zeppelina zaprezentował nowy styl gry na perkusji pod nazwą „nadmiar jest najlepszy” i że styl ten stał się z czasem obowiązującym kanonem dla heavy metalowych pałkerów. Można się z tym stwierdzeniem zgodzić, tyle tylko, że czym byłby ów „nadmiar” bez wielkiego talentu i znakomitego rzemiosła.
John Henry Bonham urodził się 31 maja 1948 roku w Redditch w hrabstwie Worcestershire. Od dziecka lubił wybijać rytm na wszystkim, co miał pod ręką. Jego pierwszą perkusją był garnek do słonych kąpieli z drutami na dnie i puszka po kawie, w której ojciec zainstalował luźny drut dla uzyskania efektu podobnego do werbla. Kiedy skończył dziesięć lat, matka kupiła mu prawdziwy werbel, a pięć lat później ojciec sprawił mu używany zestaw perkusyjny. W wieku szesnastu lat opuścił szkołę. Oto jak tamten czas wspominał: Kiedy skończyłem szkołę, zacząłem pracować z moim ojcem, który prowadził interes budowlany. Wydawało mi się, że to nawet lubię. Ale to gra na perkusji była jedyną rzeczą, którą robiłem naprawdę dobrze, pozostałem więc przy tym przez trzy czy cztery lata. Gdyby mi się nie powiodło, mogłem przecież zawsze wrócić do budowania. Po opuszczeniu szkoły byłem tak spragniony grania, że gotów byłem robić to za darmo, co też i miało miejsce przez długi okres. Na szczęście moi rodzice wspomagali mnie finansowo.
Bonham zaczynał z Terrym Webbem i The Spiders, później znalazł się w zespole Nicky James Movement. Kiedy spotkał Roberta Planta, był już znany w okolicach Birmingham jako świetny perkusista. Grał najmocniej i najgłośniej w Midlands i czasami, kiedy naprawdę się rozkręcał, niszczył stopę. Stopniowo jednak opanował technikę lżejszego uderzania. Jako jeden z pierwszych perkusistów wyłożył swój bęben folią aluminiową, a kiedy zaczął pracować z Plantem, grał już solówki gołymi rękami. W krótkim czasie jego pozycja w muzycznym światku stała się na tyle wysoka, że o współpracę z nim zabiegali Chris Farlowe i Joe Cocker.
Pewnego letniego wieczoru w 1968 roku spotkał się z Robertem Plantem w Oxfordzie. Robert zachęcał go wówczas do zasilenia The New Yardbirds. Bozno grał jednak z Timem Rosem. Kiedy Jimmy Page po raz pierwszy zobaczył Bonhama na koncercie Tima Rose’a w Country Club w Londynie, kiedy usłyszał jego bezlitosne ataki na perkusję, uświadomił sobie, że jego zespół właśnie takiego perkusisty potrzebuje. Tak się też stało, dzięki zdecydowanym szturmom w postaci niezliczonych telegramów ze strony Jimmy`ego Page’a oraz menażera Petera Granta Bonzo wyraził zgodę na przyłączenie się do The New Yardbirds, które wkrótce przemieniło się w Led Zeppelin.
Bonham, choć był z niego kawał chłopa, na własne życzenie wykończył się alkoholem pochłanianym w olbrzymich ilościach. Feralnego dnia, zanim jeszcze dotarł na próbę, wypił cztery poczwórne wódki z sokiem pomarańczowym. Podczas próby pił nadal, aż do chwili, gdy nie mógł już grać. Wcześniej stawiał sobie za punkt honoru, by nigdy nie upijać się tak, żeby nie móc pracować. W trakcie dwunastoletniej kariery nie opuścił żadnego koncertu, a na próbach zawsze starał się utrzymywać dobrą formę. Próba, jaka odbyła się 24 września 1980 roku, była ostatnim wspólnym spotkaniem muzyków Led Zeppelin. Po wcześniejszej przerwie mieli wiele do zrobienia. Niestety, po próbie Bonzo kontynuował swoją alkoholową jazdę. Asystent Jimmy’ego Page’a zaniósł go do sypialni po tym, jak około dwudziestej trzeciej pochłonął trzy kolejne, podwójne wódki. Odpowiednio go ułożył i dla bezpieczeństwa obłożył poduszkami. Mimo to bębniarz w czasie snu udusił się własnymi wymiocinami.
Na szczęście pozostały po nim nie tylko nagrane płyty, ale również sfilmowane występy. Warto więc zobaczyć, a nie tylko posłuchać, jak ten gigant radził sobie, grając zarówno pałeczkami, jak i gołymi rękami nieprawdopodobnie gęste, często mocno połamane rytmy. To nie tylko potężny power, to nie tylko ogromna sprawność techniczna, to również delikatność, finezja i muzyczna wyobraźnia. Nic dziwnego, że po śmierci Bonhama Zeppelini nie wyobrażali sobie kogoś innego na jego miejscu. 4 grudnia 1980 roku muzycy wydali oświadczanie: Wobec utraty naszego drogiego przyjaciela w całkowitej jednomyślności pomiędzy nami i naszym menażerem postanawiamy, że nie możemy już dłużej być tym, czym dotychczas byliśmy. Najsłynniejszy band w historii rocka przestał istnieć. Niestety, na zawsze.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o