Born To Run

0
75
borowiec1734

Parę miesięcy temu było o największym komercyjnym sukcesie Bossa, płycie Born In The USA. Dziś o płycie dekadę wcześniejszej, która – debiutując na trzecim miejscu listy magazynu Billboard – otworzyła artyście drogę ku światowej sławie. Do 2006 roku w samych tylko Stanach Zjednoczonych sprzedano ją w ilości ponad 6 milionów kopii. W 2003 roku magazyn Rolling Stone uplasował krążek na miejscu 18. zestawienia 500 najlepszych albumów wszech czasów. Dwa lata wcześniej stacja telewizyjna VH1 we własnym ponadczasowym rankingu umieściła Born To Run na pozycji 27.
Pamiętam, że kiedy z kilkumiesięcznym poślizgiem (takie były czasy) nagrałem płytę z radiowej Trójki i pierwszy raz w życiu poznałem większy fragment dorobku Springsteena, pomyślałem, że oto narodziła się wielka gwiazda rocka. Piszę o tym z satysfakcją, bo wtedy w Polsce nie było aż tylu fanów Bossa „od pierwszego słyszenia”. Ot, dla przykładu, znany polski dziennikarz muzyczny, Grzegorz Brzozowicz w 1988 roku na łamach Magazynu Muzycznego pisał: O Bruce Springsteenie (..) usłyszałem po ukazaniu się jego trzeciego albumu Born To Run. Wówczas nie rozumiałem, na czym polega nadspodziewanie wielki zachwyt światowej prasy muzycznej nad tą płytą i nad postacią autora. Ja natomiast, co muszę zaznaczyć, dostęp do światowej prasy miałem wówczas sporadyczny. To jednak sprawa marginalna.
Przygotowanie płyty Born To Run wymagało od Springsteena i współpracujących z nim osób olbrzymiej pracy. Wystarczy powiedzieć, że utwór tytułowy nagrywany był prawie cztery miesiące, a produkcja całego krążka zajęła blisko dwa razy tyle. Poniesione z tego tytułu koszty szybko się jednak zwróciły, bo już podczas dwóch pierwszych dni sprzedaży rozeszło się około 40 tysięcy płyt.
W warstwie tekstowej ten quasi koncept‑album jest literackim, a jednocześnie socjo‑kulturowym pejzażem Ameryki. Bard, z sobie właściwą inwencją, opowiedział nań prawdziwe (a przynajmniej prawdopodobne) historie językiem tyleż szorstkim, ileż poetyckim i nie bawił się przy tym w subtelności czy wyszukane metafory, trzymał się raczej konkretu i twardo stąpał po ziemi. Jednocześnie każdą swoją piosenką nadał poetyckiego wymiaru zarówno amerykańskiemu światu, jak i jego mieszkańcom. Przedstawione przez Bruce’a historie pełne są bohaterów mknących przed siebie, uciekających przed przeszłością, szukających szczęścia i spełnienia. Ich mottem mogłaby być ostatnia linijka tekstu Thunder Road, piosenki otwierającej album: Zatem wskakuj, Mary,/to miasto jest pełne przegranych,/a ja wyrywam stąd/by wygrać.
W Thunder Road tym zwycięstwem jest podróż amerykańskim samochodem z ukochaną dziewczyną. W melancholijnym, szlachetnym Meeting Across The River to udany interes (niekoniecznie zgodny z prawem), zaś w podniosłym hymnie Night jest to ucieczka od codziennej rutyny w szaleństwo autentycznego życia.
Wreszcie w sztandarowym Born To Run zwycięstwo jawi się jako apoteoza ucieczki samej w sobie: Droga zapchana złamanymi herosami na jeździe ostatniej szansy,/wszyscy dziś uciekają, lecz nie ma gdzie się ukryć./Wendy, będziemy żyli w smutku,/będę cię kochał całym szaleństwem duszy./Kiedyś dziewczyno, nie wiem kiedy, dotrzemy do miejsca,/w którym chcemy być, i będziemy pławić się w słońcu./Póki co jednak tacy jak my urodzili się, by uciekać.
Tekst, napisany w formie listu do ukochanej imieniem Wendy, powstał w Long Branch w New Jersey w 1974 roku. Jego nośność kapitalnie uwypukliła świetna, pełna podniosłego poweru muzyka. Osobiście od lat traktuję tę kompozycję jako rockowe arcydzieło (to nie przesada). Na mojej prywatnej liście ponadczasowych kompozycji Born To Run zajmuje miejsce 11.
Koniecznie należy dodać, że na płycie, jak ujął to Bruno MacDonald, umieszczone zostały również eleganckie eposy – Backstreet oraz Jungleland – w których już tylko ich wstępy powodują płacz u dorosłych mężczyzn.
Na Born To Run znalazło się też sporo kapitalnych smaczków, jak choćby gra na trąbce Randy’ego Breckera w Meeting Across The River, uwodzicielsko brzmiący saksofon Clarence’a Clemonsa w Jungleland, bit w stylu Bo Diddleya, oddający miłosne napięcie w She’s The One, czy uśmiechające się wspomnienie w Tenth Avenue Freeze Out. Właściwie każdy instrument brzmi tu doskonale, a każda partia jest na swoim miejscu.
Co by nie mówić, tętniąca rockiem, pełna magicznej przestrzeni i tryskająca entuzjazmem płyta Born To Run wciąż przyciąga swoim nieodpartym urokiem.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o