Bryan Ferry, lat 67

0
106
REKLAMA

Bryan Ferry urodził się w starym angielskim mieście Washington. Studiował sztuki piękne w Manchesterze oraz na Newcastle University (m.in. u Richarda Hamiltona). Po uzyskaniu w 1968 roku dyplomu uczył ceramiki i dorywczo pracował przy restaurowaniu zabytków. Jak należy sądzić, studia uniwersyteckie z jednej strony ukształtowały jego wysmakowany pogląd na sztukę, z drugiej zaś wpłynęły na kierunki jego muzycznych poszukiwań.
Zanim założył zespół Roxy Music (w 1970 roku), występował wcześniej z lokalnymi grupami – Banshees i Gas Board. Roxy Music stał się najważniejszym projektem Ferry’ego. Bo, mimo że jego dokonania solowe pozostawały na solidnym poziomie, to jednak wpływ Roxy na muzykę lat siedemdziesiątych (Sparks, Sailor) oraz osiemdziesiątych (Duran Duran, Spandau Ballet) był naprawdę duży. Grupa znakomitych, ambitnych muzyków (m.in. Brian Eno, Andy McKay, potem Phil Manzanera i Paul Thompson) potrafiła stworzyć niecodzienny repertuar, w którym piosenki ocierające się o banał sąsiadowały z utworami wyrafinowanymi. Kiedyś Wiesław Weiss tak tę sprawę ujął: wszystkie kompozycje grupa poddawała niecodziennym zabiegom instrumentacyjnym, brzmieniowym i wyrazowym. Dążyła do skarykaturowania stereotypów muzyki rozrywkowej i zarazem wytworzenia własnego, frapującego klimatu dźwiękowego.
W muzyce Roxy Music, a zwłaszcza na okładkach płyt zespołu, dawała się też zauważyć świadoma fascynacja Ferry’ego kiczem. Artysta zdawał sobie doskonale sprawę z tego, jaki wpływ ma kicz na masowego odbiorcę. Był to jednak nie tyle cyniczny zabieg marketingowy, ile wyraz jego artystycznych igraszek.
Przy tym wszystkim Ferry zawsze miał swój własny sceniczny image. Nawet wówczas, kiedy obowiązywały komiczno‑kosmiczne błyszczące stroje, boa i buty na koturnach, miał w sobie coś z dystyngowanego angielskiego dandysa. Oczywiście w taki czy inny sposób ulegał na scenie wpływom rockowej mody, ale zawsze można było stwierdzić, że świecące marynarki noszone zgodnie z glam rockowym sznytem wyglądały na nim, co by nie mówić, mniej kiczowato niż na innych rockmanach tamtej epoki. Tak naprawdę to ani „wsiowe”, glamowe ciuchy, ani hipisowskie stroje, ani też rockowe skóry nigdy nie były mu bliskie. Ferry, jak na gentlemana przystało, na scenie najlepiej czuł się w klasycznych strojach, które należałoby nazwać popołudniowymi. Dość długo był bodaj jedynym ważnym przedstawicielem brytyjskiej sceny rockowej, który – jakby to stwierdził konserwatysta – podczas występów stosował się do zasad klasycznej, dyskretnej elegancji. Z czasem i inni artyści (co zapewne wynikało także z ich poważniejszego wieku), jak choćby David Bowie czy Rod Stewart, „poszli” co do ubioru, w podobne klimaty.
Ferry obdarzony charakterystycznym głosem z naturalnym vibrato cieszył się od zawsze uznaniem sporego grona wielbicieli. Płyty firmowane własnym nazwiskiem artysta wydawał równolegle z firmowanymi jako Roxy Music. Obok znaczących w rockowej historii krążków zespołu (począwszy od For Your Pleasure i Stranded poprzez Country Life aż po niezwykle piękny i wysmakowany brzmieniowo Avalon) artysta nagrywał własne płyty solowe (urokliwie nostalgiczna Boys And Girls) oraz zdecydowanie częściej z cudzymi utworami, w tym takie jak choćby These Foolish Things, Let’s Stick Together czy bardzo wysoko oceniona, a zawierająca kompozycje Boba Dylana – Dylanesque.
Bryan Ferry XXI wieku to artysta pozostający nadal w dwóch muzycznych światach. Z jednej strony jest znakomitym wykonawcą uznanych standardów, z drugiej zaś jest ciągle energicznym muzykiem z kręgu artystowskiego rocka. Warto sięgnąć do jego ostatniej, wydanej dwa lata temu płyty Olympia. Powstała przy udziale wielu znakomitych muzyków takich jak: David A. Stewart (Eurythmics), Brian Eno, Phil Manzanera, Andy Mackay (Roxy Music), David Gilmour, Marcus Miller, Nile Rodgers, Jonny Greenwood (Radiohead) czy Flea. Okładka z popiersiem Kate Moss nawiązuje do albumów Roxy Music z lat 70. – regularnie ozdabianych sylwetkami znanych modelek. To zamierzona podróż sentymentalna. Podobnie rzecz ma się z muzyką, która w świetnym stylu nawiązuje do najlepszych dokonań artysty i jego zespołu.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o