Come Taste the Band

0
Deep Purple
REKLAMA

Pół wieku temu wydany został dziesiąty studyjny album zespołu Deep Purple, zatytułowany Come Taste the Band. Przy okazji tej okrągłej rocznicy, powracam do tego nader interesującego krążka.
Album uważa się często za dzieło wokalisty Davida Coverdale’a i gitarzysty Tommy’ego Bolina. Według słów znakomitego klawiszowca zespołu, Jona Lorda, ta płyta po latach dobrze się broni, a podstawowym zarzutem, zwłaszcza wśród ortodoksyjnych fanów zespołu, pozostaje to, że nie brzmi jak dzieło Deep Purple. Come Taste the Band był pierwszym albumem bandu zarejestrowanym bez Ritchiego Blackmore’a. Gitarzyście nie odpowiadał kierunek, w którym grupa podążała wydając albumy Burn i Stormbringer. Zdecydowanie bliższy był mu konwencjonalny hard rock, co udowodnił tworząc grupę Rainbow.

Zanim do rejestracji dziesiątego albumu doszło, w składzie znalazł się wspomniany Tommy Bolin, znakomity śpiewający gitarzysta, który w zestawieniu z Blackmorem grał w zupełnie innym stylu.
Na poprzednich albumach za sprawą Glenna Hughesa pojawiły się elementy muzyki funk i soul. Połączenie tych gatunków z hard rockiem poczynione zostało w oryginalnym stylu, ale skrystalizowaną formą takiej fuzji stał się właśnie Come Taste the Band. Wpływy czarnej muzyki okazały się tu zdecydowanie najsilniejsze, a Bolin z Coverdalem solidnie wszystko scalili.

Znamiennymi przykładami tego stylu stały się utwory: Gettin’ Tighter, Dealer oraz I Need Love, które łączyły drapieżne brzmienia gitary i organów z funkowymi rytmami oraz ekspresyjnymi, soulującymi wokalami Glena Hughesa, Davida Coverdale’a i, oczywiście, Tommy’ego Bolina. Ten ostatni jednak, błyszczał przede wszystkim jako autor porywających solówek gitarowych.
Ukoronowaniem fuzji gatunków stała się finałowa kompozycja You Keep on Moving, która uchodzi nie tylko za perłę albumu, ale sytuuje się w gronie najwartościowszych w całej dyskografii zespołu. Klimatycznemu intro utworu, zbudowanemu na świetnym motywie basu, towarzyszyło nastrojowe tło organowe. Wszystko świetnie się rozwijało, dając pole do popisu każdemu instrumentaliście. Udanie wypadł tu wokalny duet Coverdale’a i Hughesa, ale imponowały zwielokrotnione solówki Bolina.

REKLAMA (2)

Interesującym eksperymentem pozostała kompozycja This Time Around/Owed to ‚G’, w której pierwszą część stanowiła soulowa ballada, z uduchowionym śpiewem Hughesa. Druga natomiast, instrumentalna, dedykowana George’owi Gershwinowi, przynosiła popis Tommy’ego Bolina, ocierającego się o jazz-funk, kojarzący się z dokonaniami Mahavishnu Orchestra. To zresztą nie powinno dziwić, bo przecież wcześniej gitarzysta wziął udział w rejestracji albumu Spectrum Billy’ego Cobhama.
Reszta Come Taste the Band pozostała bliższa hard rockowi. Dobrym przykładem był tu rozpoczynający album ciężki, rozpędzony numer Comin’ Home. Całkiem przyjemnie słuchało się melodyjnych Lady Luck i Drifter, a do wcześniejszych dokonań Deep Purple nawiązywał Love Child – zadziorny, chwytliwy kawałek, oparty na zgrabnych gitarowych riffach z potężnym głosem Coverdale’a.

REKLAMA (3)

Na łamach miesięcznika Teraz Rock Paweł Brzykcy, w nawiązaniu do dwóch wcześniejszych płyt Deep Purple, stwierdził: Mimo że nie ma tu wzlotów na miarę „Mistreated” i „Burn”, nie ma też ani jednej nieudanej kompozycji.
Z perspektywy czasu przyjęło się uważać, że pod względem komercyjnym Come Taste the Band okazał się porażką. Na brytyjskiej liście bestsellerów uplasował się zaledwie na 19 miejscu. Mimo to, po trzech tygodniach od wydania, za sprzedaż 60 tysięcy sztuk, zdobył status Srebrnej Płyty. Po latach pojawiły się opinie, że wyprzedził swoją epokę, bo dopiero w ostatniej dekadzie minionego wieku zaczęto grać podobnie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze