Czarny Anioł odszedł

0
213
REKLAMA

Nie pozostawiła po sobie zbyt wielu nagrań, jednak każda z jej piosenek jest jak brylant oprawiony w szlachetny kruszec. Ewa Demarczyk 16 stycznia skończyłaby 80 lat, niestety, w miniony piątek odeszła na zawsze.

Śpiewała nie tylko w Polsce, ale też na tak prestiżowych scenach jak nowojorska Carnegie Hall, czy paryska Olympia. Miała 22 lata, kiedy przyszła sława, 23 – gdy została okrzyknięta Czarnym Aniołem polskiej estrady. Metaforę z wiersza Wiesława Dymnego podchwycili dziennikarze, a Pagart uczynił zeń dewizowy slogan. „Der schwarze EngeI”, „Black Angel”, „El Angel Negro”, „l’Ange Noir” – wołały obcojęzyczne afisze z jej wizerunkiem.
Sztuka wokalna Ewy Demarczyk nie była łatwa w odbiorze, a o jej wartości stanowił starannie dobierany, szlachetny repertuar (wiersze Juliana Tuwima, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Bolesława Leśmiana, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Mirona Białoszewsklego – głównie z muzyką Zygmunta Koniecznego i Andrzeja Zaryckiego). Artystka, jak pisał niegdyś Witold Filler: zawsze poraża wibracją ciemnego głosu, z którego emanuje dziwna, niekiedy posępna siła.

REKLAMA

Przed laty tygodnik Przekrój z okazji 15-lecia powstania Piwnicy Pod Baranami tak charakteryzował artystkę: Urodzona podczas wojny, krakowianka, aktorka, która mimo wielu propozycji nie zagrała żadnej roli, poza rolą Rzeki Łaby („Pod drzwiami” – Borcherta), w dyplomowym przedstawieniu PWST w Krakowie. Znakomita piosenkarka, bardzo silnie związana z Piwnicą. Występowała w paryskiej Olympii, ma na koncie dziesiątki wyjazdów na festiwale i występy zagraniczne.
Pierwszy występ Ewy Demarczyk w Piwnicy miał miejsce 24 czerwca 1962 roku. Odbył się bez zapowiedzi. Tym większym zaskoczeniem okazał się dla publiczności utwór Karuzela z Madonnami, który zainaugurował dziesięcioletnią współpracę artystki z krakowskim kabaretem. Od kolejnego wieczoru Piotr Skrzynecki tak zapowiadał artystkę: Proszę państwa! Miałem powiedzieć dobry wieczór, ale nie mogę. Nie mogę, bo już czekam na to, co się zaraz wydarzy. Proszę państwa, przed wami wspaniała młoda śpiewaczka, która was zachwyci – Ewa Demarczyk.

Henryk Cyganik w swojej pracy poświęconej Piwnicy tak pisał: Od 1962 notuje się w Piwnicy prymat dobrej, artystycznej piosenki. Dzięki znakomitemu duetowi – Konieczny jako kompozytor i Ewa Demarczyk jako pieśniarka – możliwe było w kabarecie śpiewanie dobrej poezji. Już wtedy popularne były – trudne ale piękne, śpiewane wiersze – takie jak wspomniana Karuzela z madonnami, Pejzaż, czy Czarne Anioły. Spośród piwnicznych artystów, ba, spośród artystów w całej Polsce, Ewie Demarczyk nie dorównywał nikt.
Kilka miesięcy po krakowskim debiucie nastąpił debiut ogólnopolski, było to na Pierwszym Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Byli tacy, którzy twierdzili, że cała impreza opolska została zorganizowana wyłącznie po to, by Demarczyk mogła zabłysnąć talentem i po prostu wygrać. Za wykonanie kompozycji Czarne Anioły otrzymała wtedy pierwszą nagrodę. Główną nagrodę „Opola 63” otrzymał też cały zespół Piwnicy pod Baranami.
Następnie przyszedł sukces w Sopocie (ten sam rok) i… „droga do sławy stanęła otworem”. Ten wyświechtany zwrot nabrał zupełnie nowej treści w przypadku Demarczyk, która śpiewając po polsku (sic!) swoje ulubione wiersze widowni w Szwecji, Belgii, Szwajcarii, NRD, Republice Federalnej Niemiec i Stanach Zjednoczonych – w opinii wielu osób przypominała wielką Helenę Modrzejewską, która kiedyś licząc głośno od jednego do stu wyciskała łzy wzruszenia z oczu amerykańskiej publiczności. Tak sugestywna potrafiła być tylko Wielka Artystka!

Było to w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Mimo iż byłem nastolatkiem zakochanym w hard rocku, z największą przyjemnością oklaskiwałem Ewę Demarczyk podczas jej koncertów w tarnowskim teatrze. Pamiętam, jak niezwykłe, absolutnie niezatarte wrażenie wywierało na mnie wykonanie każdej piosenki, choć szczególnie upodobałem sobie Taki pejzaż, kompozycję Zygmunta Koniecznego do słów Andrzeja Schmidta. To brzmi jak truizm, ale estradowa sztuka Demarczyk była sztuką przez duże „S”. Dramaturgia melodii, sugestywne słowo i arcysugestywne wykonanie czarowały i zniewalały.
Dziś myślę sobie, że jeżeli inne koncerty z tamtych lat niosły w sobie magię o proweniencji rytmiczno-melodycznej, to w przypadku koncertów Ewy Demarczyk była to „magia totalna” – zespalająca w sobie i muzykę i słowo, i ciszę i nastrój, i absolutnie niepowtarzalną ekspresję przekazu scenicznego. Dlatego też od tamtej pory zawsze żywe są we mnie doznania, którymi Artystka tak szczodrze mnie obdarowała. Jestem Jej za to niezmiernie wdzięczny.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments