Czarownica

0
447

29 marca 1968 roku ukazał się singiel zespołu Fleetwood Mac z piosenką Black Magic Woman. Dwa lata później zespół Carlosa Santany wydał singel i album (Abraxas) z własną wersją tej piosenki. Cover Santany stał się zdecydowanie słynniejszy od oryginału. Dziś jednak o obu wersjach tej klasycznej kompozycji.
Autor utworu – Peter Green przyznawał w wywiadach, że inspiracją do powstania Black Magic Woman była piosenka Otisa Rusha All Your Love, zarejestrowana w 1966 roku przez zespół John Mayall’s Bluesbreakers, w którym Green był gitarzystą prowadzącym. Ekipa Mayalla zrealizowała jednak to nagranie jeszcze z Erikiem Claptonem, czyli bezpośrednim poprzednikiem Greena. Warto tu podkreślić, że Green miał szczególny wkład w powstaniu trzeciej, znakomitej płyty zespołu Mayalla – A Hard Road.
Uważa się, że zalążki zespołu Greena powstały podczas sesji nagraniowej bez udziału Mayalla, której wynikiem był wydany w marcu 1967 roku singel Bleusbreakers – Curly. W maju tamtego roku Green opuścił band i wspólnie z Mickiem Fleetwoodem założył własną grupę, która wkrótce przerodziła się w słynny Fleetwood Mac.

REKLAMA

Jeśli chodzi o piosenkę Black Magic Woman, to w jakiś sposób mogła być odzwierciedleniem stanów Petera Greena, w których wtedy coraz częściej „przebywał”. Mick Fleetwood tak o tym mówił: Pete nigdy nie powinien brać prochów. Potrafił czarować i zabawiać, był po prostu świetnym facetem, ale odleciał i już nigdy nie wrócił.
Tekst piosenki na pierwszy rzut oka może uchodzić za nieco satanistyczny, ale w gruncie rzeczy jest to opowieść o „fatalnym zauroczeniu”. Moja kobieta uprawia czary/Zaślepiła mnie tak bardzo, że już nic nie widzę/Ona uprawia czarną magię/I próbuje mnie uczynić diabłem (….)/Nie odwracaj się ode mnie, kochana./Nie motaj mnie swoimi sztuczkami (…)/Rzuciłaś na mnie urok, kochana/Tak, rzuciłaś na mnie urok/Zmieniłaś moje serce w kamień./Tak bardzo cię potrzebuję,/że nie zostawię cię w spokoju, czarodziejko.
Utwór, wkrótce po wydaniu, stał się dość popularnym bluesowym hitem i osiągnął 37. miejsce na brytyjskiej liście singlowej. Potem pojawiał się dość regularnie podczas koncertów Fleetwood Mac. Działo się tak również po odejściu Petera Greena, a śpiewał go wtedy Danny Kirwan. Na początku lat siedemdziesiątych numer stanowił podstawę dla rozbudowanych improwizacji, pojawiając się mniej więcej w połowie każdego z występów zespołu.
Warto tu wspomnieć, że Black Magic Woman ma tę samą strukturę akordów, a także podobną melodię do innej kompozycji Greena – I Loved Another Woman, która znalazła się na wydanym w lutym 1968 roku, debiutanckim albumie Fleetwood Mac.
Natomiast jeśli chodzi o wersję Santany, to zawierające ją singel i album ukazały się w roku 1970. Santana, nim wziął na warsztat piosenkę Greena, już wcześniej udowodnił, że wraz ze swoimi muzykami znakomicie radzi sobie z kompozycjami innych autorów, przydając im dodatkowego blasku.
W jego wykonaniu piosenka otrzymała tę samą strukturę ogólną, zgodną z pierwowzorem tonację, tę samą melodię i tekst, ale nieco zmieniony układ akordów. Stała się kapitalną mieszanką bluesa, rocka, jazzu oraz klimatów latynoskich, a w jej aranżacji oprócz organów i fortepianu dodano m.in. konga i bongosy. Nathan Brackett w książce Legendarne przeboje rocka ujął to następująco: Black Magic Woman była pierwszą okazją, żeby świat mógł skosztować tej mieszanki. To piosenka, którą zaczęto kojarzyć z Santaną do tego stopnia, że niewiele osób zdawało sobie sprawę, iż jest to cover. Wersja Santany zaśpiewana przez klawiszowca Gregga Roliego (później grał w Journey) była wierna duchowi piosenki Greena, ale zaczynała się od hałaśliwego funkowo‑latynoskiego wstępu, po czym w finale przechodziła w cover jazzowego standardu Gypsy Queen.
Co by nie mówić, powstała wersja tyleż piękna, co porywająca. Znakomicie to oddał Simon Leng w książce Soul Sacrifice: W swoim pierwszym – oszczędnym i zarazem pełnym pasji – wejściu gitarowym Carlos brzmi jak nowo narodzony, zaś w łagodnym śpiewie Roliego usłyszeć można zarówno wielką energię, jak i pewne rozleniwienie. Takimi też właściwościami charakteryzuje się główne solo Carlosa, w którym zamiast powielać bluesowe schematy, akcentuje melodyczny aspekt gry na gitarze. A potem mamy błyskotliwe przejście instrumentalne do nagrania Gypsy Queen, w którym elektrycznej obróbce poddana zostaje bardzo wiernie przez Santanę odegrana kompozycja Gabora Szabo.
Dla mnie Black Magic Woman na zawsze pozostanie znakomitym przykładem tego, jak świetne utwory powstawały pół wieku temu i jak nie mniej świetnie brzmiały ich covery w wykonaniu znakomitych artystów.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o