Czterdzieści lat temu…

0
121
borowiec1405
REKLAMA

Rok 1974 był dla mnie pierwszym w całości podporządkowanym mojej muzycznej szajbie. Muzyczne łowiectwo, bo tak to należało nazwać, stało się wtedy ważniejsze niż dziewczyny i kopanie piłki. Ale, ale… Nie idzie tu o osobiste wspomnienia. To był naprawdę interesujący czas. Glam rock, mimo ciągłych sukcesów, miał wkrótce zejść ze sceny, punk błąkał się jeszcze w muzycznych podziemiach, a disco przygotowywało się do ogólnoświatowego szturmu.
Niewątpliwie ważnym zdarzeniem było pojawienie się szwedzkiego zespołu ABBA. Po zwycięstwie na festiwalu Eurowizji piosenki Waterloo Skandynawowie rozpoczęli triumfalny marsz, stając się z czasem najlepszym szwedzkim towarem eksportowym.
Pierwszego stycznia brytyjski przemysł fonograficzny przyznał krążkowi Mike’a Oldfielda Tubular Bells status pierwszej złotej płyty w historii. Pierwszym platynowym singlem stała się wtedy płytka niekoronowanego króla glam rocka – Gary’ego Glittera – I Love You, Love Me, Love. W czerwcu w zestawieniach angielskich Glitter odnotował swój kolejny numer jeden – Always Yours.
Glam rock, choć był to jego ostatni rok dobrej kondycji, uplasował na czele zestawień singlowych także inne przeboje. Formacja Mud miała ich dwa: Tiger Feet oraz Lonely This Christmas, dynamiczna Suzi Quatro: Devil Gate Drive, zespół Paper Lace: Billy Don’t Be A Hero i wreszcie The Rubettes: Sugar Baby Love.
W USA pełnym blaskiem zaświeciła gwiazda piosenkarza, kompozytora, producenta i aranżera – Barry’ego White’a. W lutym White został uhonorowany czterema złotymi płytami, dwoma za dokonania solowe i dwoma za krążki wydane wspólnie z jego 40‑osobową orkiestrą – Love Unlimited. Inny ciemnoskóry artysta – Stevie Wonder – zdobył aż pięć statuetek Grammy.
Tamtego roku „czarna muzyka” z sukcesami zaatakowała listy przebojów na całym świecie. Gloria Gaynor została pierwszą diwą disco, zespoły Kool And The Gang (Jungle Boogie), MFSB (The Sound Of Philadelphia), a także George McCrae (Rock You Baby) swoimi tanecznymi numerami plasowali się na szczytach zestawień nie tylko w Ameryce.
W 1974 trzy amerykańskie numery jeden odnotowali na swoim koncie Beatlesi. Ściślej trzech z nich i – co oczywiste – każdy z osobna. W styczniu zestawieniu singlowemu tygodnika Billboard przewodził Ringo Starr z piosenką You’re Sixteen, w czerwcu Paul McCartney z utworem Band On The Run i wreszcie w listopadzie John Lennon i Whatever Gets You Thru The Night. A propos tego ostatniego, 28 listopada – w Święto Dziękczynienia – podczas koncertu w Madison Square Garden dołączył on w trzech piosenkach do Eltona Johna. Jak się potem okazało, był to jego ostatni występ na żywo.
Jednym z najciekawszych zjawisk roku 1974 był kalifornijski zespół Sparks. Sytuowano go w obrębie glam rocka, było to jednak sporym uproszczeniem. Ten niezwykły band, dowodzony przez braci Mael: Rona – keybordzistę oraz Russella – wokalistę, w roku 1973 przeniósł się do Anglii i wkrótce został tam okrzyknięty następcą The Beatles.
W 1974 roku Sparks wydał dwie popularne płyty, w maju była to Kimono My House, a pół roku później Propaganda. Ten pierwszy krążek wylądował w czołówce brytyjskich bestsellerów i przyniósł wielki singlowy hicior This Town Ain’t Big Enough For Both Of Us. Piosenka znalazła się na 2. miejscu w Wielkiej Brytanii, natomiast u nas na Liście Przebojów Rozgłośni Harcerskiej (najważniejszy muzyczny ranking tamtego czasu) dotarła na szczyt.
Sparks zdumiewał swoimi aranżacjami, efektownym balansowaniem na granicy rocka i wodewilu oraz iście „operową ornamentyką”. Warto z nim porównać ówczesne muzyczne dokonania podążającej równoległym torem grupy Queen i dojrzewającego do roli wielkiej gwiazdy Freddiego Mercury’ego. W późniejszych latach na Sparks powoływało się wielu uznanych artystów. Legendarny wokalista Nirvany – Kurt Cobain, uważał płytę Kimono My House za jeden z najważniejszych albumów wszech czasów.
Do worka z napisem glam‑rock wrzucono wtedy również – bliższy art‑rockowym brzmieniom – zespół Roxy Music. Jego czwarty album wydany w listopadzie, a zatytułowany Country Life jest do dziś traktowany z należnym mu szacunkiem. Rok 1974 przyniósł też mocny start występującego w glam‑rockowej poetyce amerykańskiego zespołu Kiss, który w lutym wydał swój debiutancki krążek, a osiem miesięcy później album Hotter Than Hell.
Za tydzień ciąg dalszy o płytach i wydarzeniach sprzed czterdziestu lat.
Krzysztof Borowiec

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments