Czwarty z „Zeppów”

0
54
borowiec1201
REKLAMA

Kiedy w 2009 roku przeczytałem gdzieś, że John Paul Jones wraz z Davem Grohlem (Foo Fighters) i Joshem Homme (Queens Of The Stone Age) sfinalizował debiutancki krążek bandu pod nazwą Them Crooked Vultures, czułem, że płytę tej supergrupy mogę kupić w ciemno. Nie myliłem się. Wydawnictwo to, wliczając okres amatorskiego muzykowania jubilata, stało się znakomitym wprowadzeniem w drugie półwiecze jego muzycznej pracy.
John Paul Jones to pseudonim artystyczny. Właściwie nazywa się John Baldwin, urodził się w hrabstwie Kent w Wielkiej Brytanii jako syn pianisty i aranżera oraz tancerki i wokalistki. Przy takich rodzicach nie dziwi fakt, że z muzyką miał do czynienia od kołyski. W wieku sześciu lat znał już tajniki gry na fortepianie. Od 13. roku życia zaczął grać na gitarze basowej, a wkrótce potem wspomagał instrumentalnie zespół swojego ojca.
Zaledwie jako piętnastolatek założył własną grupę, która grywała dla amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Anglii. W tamtych latach, jak twierdzi, był pod silnym wpływem basistów jazzowych – Charlesa Mingusa i Scotta La Faro z zespołu Billa Evansa. Ponoć pewnego dnia usłyszał w radiu solo basowe Phila Upchurcha i doznał olśnienia, że bas w muzyce rockowej może być instrumentem prowadzącym i solowym, podobnie jak dzięki Mingusowi spełniał tę rolę w jazzie.
Kiedy szkolne lata dobiegły końca, John Paul rozpoczął profesjonalną karierę muzyczną. Zaczynał od występów w grupie Jeta Harrisa i Tony’ego Meehana, którzy po odejściu z The Shadows wydali przebojowy singel Diamonds. W wieku siedemnastu lat John dostał pracę basisty w zespole, gdzie na gitarze akustycznej grał John McLaughlin, już wtedy uznawany za najlepszego gitarzystę jazzowego w Anglii. Z McLaughlinem pracował przez półtora roku, potem postanowił pójść w inną stronę. Został producentem płyt i muzykiem sesyjnym, szybko wyrabiając sobie opinię jednego z najlepszych w branży.
W latach sześćdziesiątych współpracował między innymi z The Rolling Stones, Jeffem Beckiem, Dusty Springfieldem, The Supremes, Donovanem, The Everly Brothers, Herman’s Hermits, Shirley Bassey, Catem Stevensem, Lulu czy wreszcie z The Yardbirds. Znany producent Mick Most twierdził, że płyty Herman’s Hermits, które aranżował Jones, sprzedawały się w 1965 roku lepiej niż krążki Beatlesów.
W 1967 roku John wziął udział w swojej najbardziej prestiżowej sesji. Andrew Oldham zatrudnił go do aranżacji instrumentów smyczkowych w She’s A Rainbow – kawałku z płyty Stonesów Their Satanic Majesties Request. Nic dziwnego, bo John był już wtedy cenionym artystą w branży. To bycie cenionym wymagało jednak sporego wysiłku. Kiedyś powiedział, że w 1968 roku poczuł się wypalony. Aranżował wówczas 40 do 50 kawałków w miesiącu i to zaczęło go zabijać.
Legendarny gitarzysta Led Zeppelin – Jimmy Page, z którym John Paul grał w The Yardbirds, wspominał o spotkaniu przy okazji sesji nagraniowej Hurdy Gurdy Man Donovana. John Paul Jones zajmował się tam aranżacjami. W czasie przerwy spytał mnie, czy przypadkiem nie szukam basisty do nowego zespołu. John, bezdyskusyjnie wspaniały aranżer i muzyk, nie musiał mnie wcale prosić o pracę. Szukał sposobu samorealizacji i pomyślał, że mógłbym mu w tym pomóc. Miał porządne wykształcenie muzyczne i niezłe pomysły. Natychmiast skorzystałem z okazji, żeby włączyć go do grupy.
Potem przyszedł czas na wielki Led Zeppelin. Jone Paul Jones był dla Page’a pewniakiem, trzeba jednak było znaleźć wokalistę i pałkera. Gdy już pojawili się Robert Plant i John Bonham można było ruszyć na podbój świata.
Chris Dreja – legendarny gitarzysta The Yardbirds, uważa Johna Paula za najlepszego basistę w Europie. O wpływie jego stylu gry otwarcie mówili tak znani (i różni zarazem) muzycy, jak: John Deacon z Queen, Geddy Lee z Rush, Steve Harris z Iron Maiden, Flea z Red Hot Chili Peppers czy Gene Simmons z Kiss.
Dla jubilata zawsze ważna była muzyka. Był czwartym z Zeppów, bo unikał „pozamuzycznego” rozgłosu, towarzyskich skandali i hotelowych burd. To, w gruncie rzeczy, spokojny facet. Od 1965 roku jest żonaty z tą samą kobietą (Maureen), co jak na rockandrollowca jest interesującym, a zarazem godnym podkreślenia faktem.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o