Debiut Breakoutu

0
68
borowiec1911
REKLAMA

Nawet jeśli przyjmuje się, że pierwsza płyta Breakoutu, jak pisał o niej Jan Skaradziński, zawierała piosenki obciążone naiwnością big beatu, to nie sposób odmówić jej psychodelicznego nowatorstwa i tytułu dzieła prekursorskiego w historii polskiej muzyki rockowej. Gdy się ukazała przyjęto ją z entuzjazmem. W plebiscycie pisma Musicorama zwyciężyła w kategorii album roku 1969. 25 lat później czytelnicy pisma Tylko Rock uznali ją za najważniejszy krążek lat sześćdziesiątych. Na liście100 albumów wszech czasów opublikowanej w 2011 roku przez magazyn Teraz Rock, gdzie znalazły się głównie płyty anglosaskie, Na drugim brzegu tęczy uplasowała się na pozycji 53 i wyprzedziły ją tylko cztery polskie krążki (Niemen Enigmatic, Blues Breakoutu, Nowe sytuacje Republiki, „Jedynka” SBB).
Zanim jednak doszło do rejestracji pierwszego longplaya zespołu Tadeusza Nalepy, muzycy musieli sporo się napracować. Rok wcześniej (w końcu lutego 1968) podczas warszawskiej Musicoramy odbył się sceniczny debiut Breakoutu. Zespół nie dysponował wtedy sprzętem, który w pełni pozwoliłby wydobyć walory prezentowanej przez niego muzyki. Jednak dzięki Franciszkowi Walickiemu jesienią 1968 roku band wyjechał do Holandii, skąd przywiózł gitarę Rickenbaker, bębny Ludwiga, potężne (jak na owe czasy) cztery 100-watowe kolumny Marshalla i dwa wzmacniacze po 200 watów każdy. Takiego sprzętu nie miał wówczas żaden zespół w Polsce. Na zakończenie swojej trasy koncertowej kapela wystąpiła w Sali „De Doelen” w Rotterdamie, obok bardzo popularnej brytyjskiej grupy Small Faces oraz dwóch zespołów holenderskich. Materiał prasowy, który ukazał się po koncercie w gazecie Nieuwe Amsterdamsche Courant kończył się słowami: Polacy byli najlepsi. Wypadli lepiej od Anglików. Byli rewelacją wieczoru.
Po powrocie do Polski zespół przypomniał się publiczności w listopadzie 1968 roku. Miesiąc później podczas Telewizyjnej Giełdy Piosenki zaprezentował kompozycję Tadeusza Nalepy do słów Jacka Grania (Franciszka Walickiego) Gdybyś kochał, hej! Przyjęta entuzjastycznie piosenka została wydana na singlu i pilotowała Na drugim brzegu tęczy.
Na płycie, co trudno uznać za zarzut, można było usłyszeć wpływ wykonawców ze światowej czołówki, takich jak John Mayall, Jimi Hendrix, Jefferson Airpalne, Jethro Tull czy Vanilla Fudge. Współpraca ze znakomitym saksofonistą jazzowym Włodzimierzem Nahornym nadała wydawnictwu wyjątkowego klimatu. Jego gra, brzmienie, znakomite wyczucie i – co ważne – muzyczna wyobraźnia okazały się bezcenne.
Płytę, zaśpiewaną niemal w całości przez Mirę Kubasińską, otwierała piosenka Poszłabym za tobą, z jakby andersonowskim (Jethro Tull) fletem Nahornego. Po Nie ukrywaj – wszystko wiem następował znakomity, tytułowy utwór, będący jednocześnie jednym z najbardziej psychodelicznych numerów w historii polskiego rocka.
Czwarta piosenką była interesująca wersja przeboju Czesława Niemena Czy mnie jeszcze pamiętasz? zaczynająca się od zaimprowizowanej wstawki z saksofonem w roli głównej. Wołanie przez Dunajec z kolei to obok Gdybyś kochał, hej! ukłon w stronę polskiego big beatu. W numerze Masz na to czas można było się przekonać, że Nalepa miał nie tylko Rickenabakera, ale dysponował też stosownym gitarowym sprzętem typu wah-wah i fuzz. Na zasadzie cytatu pojawił się tu riff z Satisfaction Stonesów.
Po Gdybyś kochał, hej! następowała kompozycja Powiedzieliśmy już wszystko, z wstawkami chóralnymi, „pląsającym” fletem Nahornego i mocno brzmiącą perkusją Józefa Hajdasza. To była muzyka spod znaku Vanilla Fudge. Ten utwór, jak i kolejny Gdzie chcesz iść, zostały skomponowane do tekstu Bogdana Loebla, z którym od tamtej pory Breakout stale już współpracował.
Longplay kończył Po ten księżyc złoty – króciutki, muzyczny żart, jakby żywcem wzięty z dancingowych numerów tamtego okresu. Późniejsza, wydana na płycie CD wersja została wzbogacona o utwór w całości zaśpiewany przez Tadeusza Nalepę – Za siódmą rzeką, w którym gościnnie zgrał na fortepianie Józef Skrzek. Obok wspomnianych muzyków należy pamiętać o basiście Michale Muzolfie, którego gitara wraz z bębnami Hajdasza stanowiła bardzo solidną sekcję rytmiczną.
Minęły lata, a wraz z nimi różne trendy muzyczne, pozostały jednak płyty, które oparły się upływowi czasu, debiutancki album Breakoutu do takich właśnie należy.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments