Debiut Uriah Heep

0
56

W minioną sobotę minęło pół wieku od dnia, w którym na brytyjskim rynku płytowym ukazał się debiutancki album zespołu Uriah Heep – …Very ‚eavy…Very ‚umble. Płyta, choć taka sobie, to jednak… historyczna.
Uriah Heep, czyli Uriasz Heep to jeden z bardzo wrednych bohaterów powieści Karola Dickensa – David Copperfield. To chciwiec i obłudnik, który – by zdobyć majątek swojego pracodawcy – nieustannie knuje intrygi. Zdemaskowany i skazany za swoje czyny, wciela się w rolę wzorowego więźnia. Jak chcą niektórzy, ta wysoce niesympatyczna postać z fałszywym uśmieszkiem na stałe przyklejonym do twarzy była literacką karykaturą Hansa Christiana Andersena. Ponoć Dickens poznał go, gdy Andersen w 1847 roku bawił w Anglii. W roku 1970 Albion obchodził setną rocznicę śmierci Dickensa i prawdopodobnie dlatego Gerry Bron, późniejszy opiekun bandu, zasugerował taki właśnie szyld.

REKLAMA

Co by jednak nie pisać, trzeba było być mocno odjechanym, żeby Uriah Heep wybrać na nazwę zespołu. Jakby w konsekwencji tego kroku, muzycy zdecydowali też, że tytuł debiutanckiego albumu brzmiał będzie …Very ‚eavy…Very ‚umble, a to w wolnym tłumaczeniu tyle, co pokorny, uniżony sługa. Można przyjąć, że zwrot ten był swoistym znakiem rozpoznawczym dickensowskiego indywiduum.
Pamiętam, że gdy byłem nastolatkiem nieco obciachowe było przyznawanie się (zwłaszcza wśród nieco starszych fanów rocka) do tego, że lubi się Uriah Heep. Tak do końca nie wiem, z czego to wynikało. Być może z pewnej wtórności zespołu wobec Deep Purple, może też z mniejszej wyrazistości w zestawieniu z Led Zeppelin czy Black Sabbath. Najoględniej jednak, było to efektem niezbyt oryginalnego repertuaru. Warto jednak przypomnieć, że około 1973 roku na Wyspach ukuto termin – „heepsteria”. Odzwierciedlał ogromną popularność zespołu i dotyczył reakcji na jego koncertach.
Bez względu jednak na muzyczne upodobania odbiorców, zespół, przynajmniej z kilku powodów, zapisał się w historii rocka, a czy takim powodem był jego debiutancki album? Twierdzę, że nie bardzo, a jeśli nawet, to tylko za przyczyną Gypsy – utworu otwierającego całość.

Nagrania, które wypełniły album zostały zarejestrowane między lipcem 1969 a początkiem roku 1970. Utrzymanie stałego składu zespołu było wówczas problemem i dlatego też utwory nagrano w różnych kombinacjach personalnych. Największy problem tkwił w obsadzeniu stanowiska pałkera. Nigel Olsson, oryginalnie widniejący we wkładce płyty, zagrał zaledwie w dwóch utworach i… poszedł do grupy Eltona Johna. Pozostałe numery zostały zarejestrowane przez Alexa Napiera, będącego w składzie, gdy zespół grał jeszcze jako Spice. W czasie prac nagraniowych doszedł też klawiszowiec Ken Hensley, który, jak się wkrótce okazało, pozbawił gitarzystę Micka Box roli głównego kompozytora bandu.
Twórcami większości materiału wypełniającego płytę stali się: wokalista David Byron i wspomniany Mick Box. Pewną rolę, choć znacznie już mniejszą, spełnił również basista Paul Newton.

Album …Very ‚eavy…Very ‚umble był rejestrowany w Lansdowne Studios, gdzie niejako „za ścianą” zespół Deep Purple nagrywał legendarny krążek In Rock, a to – jak chcą niektórzy – również wpłynęło na brzmienie „jurajowskiego” materiału. Otwierający płytę utwór Gypsy zapowiadał wiele, rzec można, że kompozycja ta zdefiniowała styl zespołu. Ta banalna historia o nieszczęśliwej miłości do cygańskiej kobiety, okraszona została gitarowym riffem Boxa, granym unisono z organami, mocarnym basem i charakterystycznymi chórkami. Gypsy, zwłaszcza dla fanów, stał się pierwszym klasykiem w historii zespołu i z taką muzyką Uriah Heep kojarzy się do dziś.

Materiał na płycie okazał się jednak… bardzo różnorodny, choć dosadniej należałoby go określić jako groch z kapustą. Niemal każdy utwór pochodził z innej muzycznej bajki. Po Gypsy i creamowskim Walking In Your Shadow, z riffem przypominającym cokolwiek White Room, następowała ballada Come Away Melinda (z repertuaru Judy Collins), zaaranżowana w sposób przywołujący Epitaph King Crimson.
W całym zestawie znalazł się również blues w postaci Lucy Blues, sytuujący się gdzieś pomiędzy Cream, Led Zeppelin, a… knajpą. Ponadto dwa typowe dla stylu zespołu hardrockowe utwory, czyli Dreammare oraz I’ll Keep On Trying. Całość kończył Wake Up (Set Your Sights) – jazzujący protest song, przypominający nieco (mimo braku dęciaków) Blood Sweat & Tears.
Album …Very ‚eavy…Very ‚umble można uznać za kompletny misz-masz stylistyczny. Nie mniej jednak, krążek ten zawierał wszystkie najważniejsze elementy całej późniejszej twórczości Uriah Heep.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o