Debiutancki album

0
57

13 sierpnia 1973 roku ukazał się duży krążek Lynyrd Skynyrd (Pronounced ‚Lĕh-’nérd ‚Skin-’nérd) – jeden z najważniejszych debiutów fonograficznych tak w historii southern rocka, jak i całego gatunku.

W połowie lat 60. w Jacksonville na Florydzie trzech szkolnych kumpli – Ronnie Van Zant, Allen Collins i Gary Rossington podjęło wspólne muzykowanie. Na początku następnej dekady ich zespół występował już pod nazwą Lynyrd Skynyrd, która powstała jako zniekształcone imię i nazwisko nauczyciela Leonarda Skinnera – szkolnego prześladowcy uczniów z długimi włosami.
W 1972 roku zespół został zauważony przez znanego muzyka i producenta Ala Koopera, który szybko podpisał z nim kontrakt. To dzięki niemu, pod skrzydłami firmy MCA, powstał ten debiutancki album.

REKLAMA

Przestrzeń do pracy nad utworami, które miały wypełnić płytę, „Skynerdzi” znaleźli w wiejskiej scenerii, w pobliżu Jacksonville. Ze względu na spędzone tam w upale godziny, nazwali ją „Hell House”. Mimo uciążliwych warunków, skomponowali i wyszlifowali w posiadłości niemal wszystkie utwory. Al Kooper był zdumiony faktem, że po wejściu do studia zespół był aż tak perfekcyjnie przygotowany. Każda nuta była niezmienna, a ewentualna improwizacja w żadnym wypadku nie wchodziła w grę.
Po wydaniu albumu, dziennikarz i znawca rocka Robert Christgau, docenił jakość utworów i przyznał płycie ocenę „A”. Wspomniany Al Kooper, zarazem bliski znajomy Pete’a Townshenda (gitarzysta The Who), zapewnił zespołowi rolę supportu podczas amerykańskiej trasy The Who. Fakt ten przysporzył popularności zarówno zespołowi, jak i utworom pochodzącym z tego albumu.
Płyta Pronounced… była po części bluesowa, trochę w stylu countrty, trochę jak dokonania The Who. Pokazywała to, co najlepsze w rockowych riffach już od otwierającego płytę numeru I Ain’t That One, a także w ostrzegawczym Poison Whiskey.
Gdy konkurenci, czyli The Allman Brothers Band, sięgnęli po jazz i inspiracje hipisowskie, Lynyrd Skynyrd zaprezentował podobną wirtuozerię, ale osadzoną głębiej w bluesie. Przypominała o tym akustyczna piosenka Mississippi Kid, brzmiąca jak boogie z delty tytułowej rzeki oraz utwór Thing’s Goin On, przywodzący na myśl zespoły grające w lokalnych knajpach.

Tu słów kilka o zamykającej pierwszą stronę winylowego krążka kompozycji Simple Man. Gdy zespół wziął ją na warsztat, Al Kooper wyraził przekonanie, że piosenka jest słaba i nie powinna znaleźć się na płycie. Muzycy uważali inaczej. Ostatecznie Van Zant wyprowadził producenta do samochodu i nakazał mu pozostać tam do czasu zarejestrowania piosenki. Czas pokazał, że kawałek został jednym z najpopularniejszych w historii bandu.
Całość płyty zamykała niezwykła kompozycja Collinsa i Van Zanta – Freebird. W dużym stopniu to ona uczyniła zespół sławnym i wprowadziła album na listy bestsellerów. Po latach stała się, obok Sweet Home Alabama, najbardziej rozpoznawalną kompozycją bandu. Ta poświęcona legendarnemu gitarzyście – Duane’owi Allmanowi – ballada, zwieńczona porywającym gitarowym epilogiem, miała jednak niełatwy poród. Według Gary’ego Rossingtona było z nią tak: Allen miał ułożone akordy już od pół roku, ale Ronniemu nie pasowały. Pewnego dnia kręciliśmy się po domu, no i Allen i ja zaczęliśmy znów grać ten temat. Nagle Ronnie krzyknął: Hej! Wspaniale! W ciągu następnych dwudziestu minut mieliśmy już całą melodię, oprócz finałowego jamu, który narodził się dopiero podczas nocnego grania w klubach. Matthew Oshinsky w recenzji zamieszczonej w książce 1001 albumów muzycznych tak ujął znaczenie kompozycji: Ta melancholijna, krzykliwa, podnosząca na duchu i rozdzierająca serce piosenka to dziewięciominutowa lekcja rocka. Należy tu dodać, że żołnierze amerykańscy wracający z wojny w Wietnamie samolotem znanym jako Freebird Express, gdy wchodzili na pokład, byli witani odtwarzaną na ich cześć tą właśnie balladą.

Album Pronounced ‚Lĕh-’nérd ‚Skin-’nérd zadebiutował na 27. miejscu listy bestsellerów magazynu Billboard. Status Złotej Płyty uzyskał w grudniu 1974 roku, a niespełna trzynaście lat później pokrył się podwójną platyną. W 2012 roku magazyn Rolling Stone umieścił to wydawnictwo na 403. pozycji prestiżowej listy 500 największych albumów wszech czasów.
P.S.
Zdjęcie na okładce, zrobione przy Main Street w Jonesboro w stanie Georgia, przedstawia (od lewej do prawej) siedzących Leona Wilkesona i Billy’ego Powella, stojącego Ronniego Van Zanta, siedzącego Gary’ego Rossingtona oraz stojących Boba Burnsa, Allena Collinsa i Eda Kinga. Z całej siódemki jedynym żyjącym muzykiem pozostał już tylko Rossington.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o