Dylan w jesieni życia

0
REKLAMA

fonograf - Bob DylanBob Dylan, jeden z najbardziej poważanych artystów w historii współczesnej Ameryki, 24 maja skończył 81 lat. Dziewiąta dekada na karku to niewątpliwie jesień życia. Życia barwnego, pełnego świetnych płyt, pamiętnych koncertów, kilku skandali i niebanalnej twórczości literackiej uhonorowanej nagrodą Nobla.
Artysta w encyklopediach dotyczących muzyki pop i rock zajmuje więcej miejsca niż ktokolwiek inny. Jest postacią niezwykłą, wymykającą się jakiemukolwiek zaszeregowaniu. W ubiegłym roku od nagrania jego pierwszej płyty minęło 60 lat. To szmat czasu. Nic zatem dziwnego, że jako twórca poszukujący przeszedł w tym okresie poprzez najróżniejsze fascynacje – zarówno muzyczne, jak i światopoglądowe.
Na początku kariery Dylan jawił się jako zaciekły bojownik o sprawiedliwość społeczną, jako buntownik walczący z amerykańskim establishmentem, ale też – jak choćby w sztandarowym Blowin’ In The Wind – jako poeta stawiający pytania o miarę człowieczeństwa w świecie zobojętniałym na zło. W latach 60. młodzi ludzie widzieli w nim swojego guru. Po latach artysta stwierdził jednak, że nigdy nie czuł się rzecznikiem swojego pokolenia.

Różne koleje losu Dylana, jego wielkie sukcesy, ale też i osobiste dramaty zaprowadziły go ku duchowej przemianie, mającej swoje korzenie w Ewangelii.
Niemal od początku swojej kariery Dylan zadziwiał, ba, pozostając wierny swojemu widzeniu sztuki, potrafił zirytować do cna swoich najbardziej oddanych fanów. Tak było podczas festiwalu w Newport, kiedy, będąc uznawanym za największego folkowego barda, dał po prostu elektryczny koncert. W tamtych latach dla ortodoksyjnych zwolenników tego gatunku było to obrazoburstwo. Legenda głosi, że guru muzyki folk – Pete Seeger wtargnął podczas występu na scenę z siekierą, usiłując poprzecinać kable od gitar. Dylan jednak tym wszystkim się nie przejął. Co więcej, od tamtej pory amerykański folk zaczął podążać jego „elektryczną drogą”. Wkrótce stwierdzono, że artysta odegrał olbrzymią rolę w powstaniu nowoczesnego folk-rocka i mocno wpłynął na rozwój rocka w ogóle.

Dylan nie tylko zaskakiwał świat muzycznie. Potrafił zdumiewać również ideowymi deklaracjami. Ten uwielbiający wysokoprocentowe trunki niepoprawny kobieciarz potrafił też jawić się jako misjonarz. To nie przesada i – jak czas pokazał – też nie sztuczna, wymyślona dla mediów poza artysty. Ot, po prostu, jak chciał, tak robił. W końcu lat 70. zaszokował świat swoją przemianą w duchu Ewangelii, a wielu zarzucało mu, że – jako Żyd z dziada pradziada – kombinuje wyłącznie na użytek mediów.

REKLAMA (2)

W 1978 roku artysta w towarzystwie swoje ówczesnej dziewczyny, Mary Alice Artel, odwiedził niewielką wspólnotę Vineyard Fellowship w Hollywood. Mary poprosiła dwóch duchownych tego Kościoła o spotkanie z Dylanem. Rezultat tego spotkania wprawił w osłupienie całe środowisko rockandrollowe. Jezus jest rzeczywisty – stwierdzał Dylan i dodawał: Chciałem tego, pogłębiało się to we mnie, aż wreszcie doznałem tego uczucia, tej wizji, że narodziłem się powtórnie (…) Narodzić się pierwszy raz, czyli kiedy człowiek przychodzi na świat, to narodzić się z ducha, który jest z dołu. Jest to duch, z którym się rodzimy. Narodzić się powtórnie to narodzić się z ducha, który jest z góry, a to trochę co innego. Efektem tej przemiany stały się trzy płyty: Slow Train Coming, Saved i Shot Of Love, które nazwano „trylogią powtórnie narodzonego”.

REKLAMA (3)

Dylan, mimo duchowych inspiracji zawartych na późniejszych albumach (w tym na moim ulubionym Oh Mercy), nie lubi mówić o swojej twórczości w kontekście religijnym. Uważa, że Chrystus nie przybył na świat po to, by zakładać religię, lecz by ludzie poznali Boga i mogli go czcić w swoim codziennym życiu.
We wrześniu 1997 roku podczas Kongresu Eucharystycznego w Bolonii artysta zagrał dla Jana Pawła II swoje dwa słynne utwory: wspomniany Blowin In The Wind oraz Knocking On Heavens Door.
Wcześniej w 1988 roku został wprowadzony do Rockandrollowej Galerii Sław. W swojej karierze był wielokrotnie nominowany do Literackiej Nagrody Nobla, którą otrzymał w 2016 roku.

Przez lata zajmował się również rysunkiem. Dla przykładu, w 1994 roku opublikował serię szkiców węglem i ołówkiem (pt. Drawn Blank), powstałych podczas tras koncertowych w latach 1989–1992.
Piosenki artysty śpiewali niemal wszyscy ważniejsi twórcy muzyki rockowej, a ich lista wypełniłaby cały dzisiejszy felieton. Co by jednak nie pisać, życie Boba Dylana, jak każdego z nas, przemija. Śmiem jednak twierdzić, że jego twórczość pozostanie ponadczasowa, będąc nieprzemijającym elementem światowej kultury, nie tylko tej popowej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE