Dyskoteki lat 70.

0
443

Dziś, bo ciągle trwa karnawał, o popularnej rozrywce tanecznej sprzed ponad czterech dekad, zwanej dyskoteką. Przy tej okazji słów więcej niż kilka poświęcam tarnowskim klimatom.

W roku 1974 dyskotek zarejestrowanych w Polsce było ponad tysiąc. Obliczono, że rocznie przez tego rodzaju lokale przewijało się wówczas ponad trzydzieści milionów osób. Pierwszą „rasową” dyskoteką był w naszym kraju słynny sopocki Non Stop. Wkrótce po jego otwarciu nastąpił u nas czas dyskotekowego boomu. Potrzeba tego rodzaju imprez była w tamtych latach przeogromna, dlatego też powszechnie stosowano rozwiązania zastępcze, czyli: byle jak, byle gdzie, byle by coś grało przy byle jakich światłach. Owszem, w dużych miastach były lokale z prawdziwego zdarzenia, z dobrym didżejem (nazywanym wtedy disc-jockeyem) i dobrą aparaturą, stanowiły jednak ilościowy ułamek.
W Tarnowie solidna dyskoteka mieściła się w klubie Syrena. Pamiętam, a były to lata 1973‒74, kiedy obsługiwał ją profesjonalny muzyk – Jan Ożga. Jako smarkacz, dzięki rodzinnym koneksjom, podpatrywałem ten disco-świat z wypasioną zachodnią konsoletą, z profesjonalnymi gramofonami firmy Gerhard. Całość, jak pamiętam, obita była beżowym skóropodobnym materiałem, a do tego w rytm muzyki pulsowały kolorowe światła. Dla małolata była to magia.
Inne dyskoteki nie były tak wyposażone. Korzystało się w nich rzadziej z płyt, a częściej z taśm magnetofonowych. Używało się marnych wzmacniaczy i często rzężących kolumn głośnikowych. Nie zmienia to jednak faktu, że Starówka, tarnowski amfiteatr (zwany wtedy „Amfikiem”), tarnowskie domy kultury (DK FSE Tamel, DK Zakładów Mechanicznych), a nawet mieszcząca się w Parku Strzeleckim Harcówka wabiły dyskotekowymi klimatami.
W tamtej Polsce, a co za tym idzie i w tamtym Tarnowie, dyskoteka była dla nastolatków bodaj najatrakcyjniejszą formą rozrywki, z którą konkurować mogło jedynie kino. Obie te formy proponowały świat barwniejszy od tego na co dzień.
W 1976 roku na łamach tarnowskiej prasy można było przeczytać: Na polu zimno, mgła, pogoda nastrajająca raczej do jesiennej melancholii. Inna atmosfera panuje w ten październikowy wieczór w Zakładowym Domu Kultury. Grupki młodych zbierają się w hallu (…). Nic dziwnego, to przecież sobota, za chwilę rozpocznie się kolejny „Cocktail płytowy” lub inaczej „Dyskoteka”. W kawiarni gasną białe światła, zapalają się kolorowe reflektory, wytwarzające potrzebny nastrój. Rozlega się głos wąsatego „dysko-dżokeja” (pisownia oryginalna) rozpoczynającego to odbywające się dwa razy w tygodniu „misterium”. Potem z artykułu można było się dowiedzieć, że w dyskotekowym tańcu figury są różne, czasem bardziej przypominające ring niż parkiet… Następnie autor nawiązywał do zdecydowanie wytworniejszej przeszłości: Dawniej zabawy stwarzały możliwość nawiązywania nowych znajomości. Tu odbywa się to inaczej. Wystarczy, że przy stoliku siedzi kumpel, można wówczas podejść, powiedzieć „cześć” i już wszyscy się doskonale znają. Stroje są dowolne, mogą to być drelichowe czy sztruksowe spodnie, flanelowa koszula. Chciałoby się w tym miejscu zapytać, gdzie te czasy moja pani, gdzie te suknie z kilkunastoma halkami z koronek. Wszystko idzie z postępem, dziś można tańczyć nawet z rękami w kieszeniach. (…) Z upływem czasu zabawa się „rozkręca”. Myliłby się ten, kto by myślał, że tańczy się tu tylko tańce nowoczesne. Choć „tradycjonalistów” jest na pewno mniej i to nie to, co dawne tango lub walc. Ale w takim tańcu można odpocząć opierając się na partnerze czy partnerce. Mimo lekko ironicznego tonu, artykuł W. Kamińskiego w Tarnowskich Azotach kończyły słowa: Na dyskotece jest fajnie, a chodzenie na te imprezy do Domu Kultury „Azotów”, jest naprawdę w dobrym tonie.
Oprócz bywalców ówczesnych dyskotek, byli też starsi od nich bywalcy dancingów. W tamtych latach w tej formie taneczno-muzycznej rozrywki bodaj najpopularniejsze były restauracje Bristol i U Spicymira, i – o ile mi wiadomo – kawiarnia Tatrzańska. Jednak choć tzw. dancingi były wówczas w Tarnowie dość powszechnym zjawiskiem, to jednak w 1977 roku, w jednym z październikowych numerów Tarnowskich Azotów można było przeczytać: Dyskoteka – dyskoteką, niech ją młodzież sobie ma. Ale czy rzeczywiście nie dało by się choć jednej „niedzieli w mieście” poświęcić dorosłym? (…) Z przebojami czterdziestolatków, z „pierwszym siwym włosem”, z „cichą wodą”. I dla młodzieży byłoby trochę egzotyki. Zobaczyliby po prostu, jak „drzewiej” ich starzy się bawili. Czas płynie nieubłaganie i ci starsi obecnie chcieliby wrócić do swoich dyskotek.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o