Era glam rocka

0
93

Marc-BolanW historii zjawisk muzyczno-kulturowych niektóre daty umownie przyjmuje się za ich początek. W opracowaniach angielskich za zwiastun ery glam rocka uważa się debiut w tamtejszej Top 10 piosenki Ride A White Swan zespołu T.Rex. Było to w listopadzie 1970 roku.

Marc Bolan, lider T.Rex, dając początek tej muzyce, twierdził, że gatunek ten choć zrodził się jako żart, to jednak chwycił. Rzec można, że chwycił bardzo.
Rok 1971 przyniósł trzy numery jeden glamowych wykonawców, były to Hot Love i Get It On zespołu T.Rex oraz Cuz I Luv You grupy Slade. Rok następny obrodził sześcioma numerami jeden, po dwa znalazły się na koncie T.Rex (Telegram Sam, Metal Guru) oraz Slade (Mama Weer All Crazee Now, Take Me Bak ‘Ome), a po jednym zaliczyli: Chicory Tip (Son Of My Father) i klasyfikowany wtedy jako wykonawca tego gatunku Alice Cooper (Schools Out). Rok 1973 przyniósł apogeum. Stricte glam rockowe hity okupowały szczyt brytyjskiej listy singlowej przez blisko pół roku, trzy numery jeden zaliczył Slade, po dwa Gary Glitter i grupa Roya Wooda – Wizzard, a także zespół Sweet oraz Suzi Quatro, zaliczana wówczas (podobnie jak Alice Cooper) do grona artystów spod tego znaku.
Nazwę „glam”, która wówczas w Polsce w ogóle nie funkcjonowała, zaczerpnięto od angielskiego terminu „glamour”. Termin ten, nie posiadając jednoznacznego odnośnika w języku polskim, znaczy tyle co przepych, czar, urok i splendor razem wzięte. Glam rock zmykający się w kalendarium kultury rokiem 1974 (ewentualnie 1975) był odpowiedzią artystów na zmierzch epoki dzieci-kwiatów. Hipisowskie postulaty naturalności i autentyzmu zastąpiono sceniczną sztucznością, afektacją, teatralnością i swoistą formą programowego kiczu.

REKLAMA

Buty na olbrzymiej platformie, długi boa, ekscentryczny kapelusz, welwetowy garnitur, złożony z wąskich spodni oraz dopasowanej w talii marynarki z rozłożystym kołnierzem i wyłogami obszytymi świetlistą satyną. Złoto, srebro, cekiny i brokat wykorzystywane albo jako dodatki, albo też jako podstawa całego stroju. To były elementy glamowego image’u. Eklektyzm tegoż trendu nakazywał łączyć opalizujące tkaniny, takie jak: jedwab, tafta, nylon i lurex. One bowiem nadawały całości migotliwego lśnienia i scenicznego blasku.
Dlaczego takie przebieranki? Otóż glam świadomie starał się zacierać granice między jedną a drugą płcią. Twórcy glamu za punkt wyjścia uznali manipulację stereotypowymi wyobrażeniami dotyczącymi ludzkiej seksualności. Androgyniczne postaci tworzyły barwną menażerię ówczesnej sceny pop-rockowej, a niewątpliwie szczytowymi osiągnięciami w tej dziedzinie były kreacje Dawida Bowie, który w swoich estetycznych poszukiwaniach czerpał inspirację z image’u Lou Reeda (Velvet Underground), dla którego pracował sam Andy Warhol.

A muzyka? No cóż, osobiście wracam do niej z sentymentem, a gwiazd i gwiazdeczek związanych ze sceną glam rockową było wówczas naprawdę dużo. Niewątpliwie najważniejsze, a nie wspomniane tu jeszcze to David Bowie (głównie za przyczyną swoich wymyślnych przebieranek), Bryan Ferry i Roxy Music, Steve Harley z zespołem Cockney Rebel, a także Sparks, Rubettes, Mud, Hello, czy bardziej rockowy band – Mott The Hoople, którego gitarzysta Mick Ralphs współtworzył potem supergrupę Bad Company.
Przez jakiś czas pisało się, że niekoronowanym królem glam rocka jest Gary Glitter. Dziś wypada jednak stwierdzić, że jego hity, takie jak: Rock And Roll (Part 1 & Part 2), Do You Wanna Touch Me, I’m The Leader Of The Gang czy Hello, Hello I’m Back Again – nie wytrzymały najlepiej próby czasu.

Tym samym królewskie berło, nie tylko zresztą moim zdaniem, należy do Marca Bolana i jego T.Rexu. Osobiście, gdybym miał wybrać najbardziej znaczący glamowy album, postawiłbym na Electric Warrior tego zespołu. Muzycznie Bolan nie był wirtuozem gitary, ale jego charakterystyczne riffy i przemyślane wyważone partie solowe miały często więcej wyrazu niż popisy mistrzów. Trudno byłoby go nazwać wybitnym wokalistą, ale w jego „rozchybotanym” głosie była pasja i żar. W tekstach swoich piosenek stworzył własny świat, pełen baśniowych stworów i wyśnionych przyjemności. W czasach triumfu Led Zeppelin, Deep Purple i Black Sabbath mógł irytować zwolenników mocnego hard rocka. Trzeba jednak przyznać, że jego glam ujmował chwytliwością melodii i urodą brzmień.
Na koniec ciekawostka, którą już kiedyś opisywałem. Do glam rockowych kapel zaliczano też szkocki zespół Geordie (przeboje Don’t Do That, Electric Lady, Can You Do It i najsłynniejszy All Because Of You). W roku 1980, trzy lata po zakończeniu działalności, wokalista Geordie – Brian Johnson trafił do AC/DC.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o