Festiwalowa wyspa

0
42
borowiec1435
REKLAMA

Dziś festiwale na wyspie Wight popadły trochę w zapomnienie. Niesłusznie. Po raz pierwszy impreza z tego cyklu zaistniała w 1968 roku. Osiągnięcie organizatorów, tak pod względem frekwencyjnym, jak i muzycznym, stanowiła trzecia z kolei. Należy uznać, że w tamtych czasach było to najważniejsze rockowe przedsięwzięcie „pod gołym niebem” na starym kontynencie. Ale po kolei.
Historia festiwali zaczęła się całkiem prozaicznie. Kilku młodych członków Swimming Pool Association, zastanawiając się jak zdobyć fundusze dla swojego stowarzyszenia, wpadło na pomysł zrobienia koncertów typu open air. Wyspa Wight dysponowała znakomitymi walorami krajobrazowymi. Tym samym, w czasie, kiedy ruch flower power jednoznacznie opowiadał się za powrotem do natury, należało ją uznać za miejsce idealne.
Ron Smith oraz trzej bracia Foulk zdecydowali, że najlepsza do tego celu będzie otoczona malowniczymi, zielonymi wzgórzami, położona nieopodal Godshill – farma Hells Field. Na termin imprezy wybrano przełom sierpnia i września 1968 roku. Ustalono, że bilety będą kosztowały 25 szylingów, co stanowiło cenę zbliżoną do jednego dolara. W sobotę 31 sierpnia oraz niedzielę 1 września wystąpili między innymi: legendarny (już wówczas) kalifornijski zespół Jefferson Airplane, grupa The Move z Royem Woodem – późniejszym założycielem Electric Light Orchestra, formacja Crazy World Of Arthur Brown (przebój Fire) oraz Marc Bolan i Tyrannosaurus Rex – czyli późniejszy T.Rex. Festiwal udał się i stał się swoistą forpocztą kolejnego.
Ten drugi był już imprezą trzydniową i odbył się w dniach od piątku 29 sierpnia do niedzieli 31 sierpnia 1969 roku. Tym razem gwiazd było już znacznie więcej, między innymi: Blodwyn Pig, Family, Free, Joe Cocker, Moody Blues, ale nade wszystko – występujący z zespołem The Band – Bob Dylan. Roy Faulk, aby go ściągnąć, wiosną 1969 roku poleciał osobiście do USA. Nie było to łatwe, bo młodzi organizatorzy mieli problemy z wysupłaniem pieniędzy na bilet. Jednak opłaciło się. Roy namówił barda, który za stosunkowo niewielkie honorarium zgodził się wystąpić przed europejskimi fanami. Na niedzielny koncert Dylana przybyło aż 150 tysięcy młodych ludzi, a cena biletów skoczyła z 25 szylingów do dwóch funtów. Koncert będącego u szczytu popularności Dylana był niewątpliwym wydarzeniem tej imprezy. Po festiwalu Record Mirror pisał: Dzięki Ci Dylan za to, że byłeś, dzięki organizatorom za organizację, dzięki muzykom za muzykę, a przede wszystkim dzięki wszystkim uczestnikom za spokój i wspaniałe zachowanie. Tym samym festiwal zdobył rangę, dzięki której w roku następnym ściągnęli najwięksi.
W tej odsłonie impreza trwała aż cztery dni, od czwartku 26 sierpnia do niedzieli 30 sierpnia. Zagrała cała plejada gwiazd, a na wyspę ściągnęło aż 400 tysięcy fanów muzyki. Na miejsce festiwalu wybrano 100‑akrową farmę East Afton, nieopodal Freshwater. Bilety kosztowały już znacznie więcej, bo 3 funty. Ale trzeba było przecież zapłacić 100 tysięcy funtów honorariów, a drugie tyle wydać na przygotowanie scen i całej potrzebnej infrastruktury. Dziś, kiedy czyta się listę artystów obecnych na tym festiwalu, to trzeba przyznać, że jest imponująca. Oto tylko wybrani wykonawcy, których można było podziwiać w magicznych plenerach wyspy: Kris Kristofferson, Supertramp, Rory Galagher z zespołem Taste, Chicago, Procol Harum, Cactus, Joni Mitchel, Miles Davis, Ten Years After, Emerson Lake & Palmer, The Who, Free, Melanie, Sly Ane The Family Stone, Leonard Cohen, Jethro Tull, Joan Baez, Ralph McTell, Donovan, Moody Blues, Hawkwind i wreszcie Doors oraz Jimi Hendrix, którego występ okazał się jednym z ostatnich w jego życiu.
Całe to niezwykłe koncertowanie zakończyła wspólna kąpiel fanów w Compton Beach w strojach zgodnych z duchem czasu, czyli… Adama i Ewy. O wydarzeniu z 1970 roku Brian Hinton, angielski poeta i muzykolog (wówczas 20‑letni), napisał: Byłem dumny z tego, że stanowiłem cząstkę tego Festiwalu i festiwalowego społeczeństwa alternatywnego. Społeczeństwa, w którym zapomniano o podziałach społecznych, rasowych czy religijnych, a które potrafiło żyć razem w prosty i przyjazny sposób. Coś w tym było. Jestem o tym przekonany.
Po latach dzięki filmowi Murraya Lernera można poczuć atmosferę tej imprezy, a zarazem zobaczyć i usłyszeć, jak prezentowali się wielcy tamtych czasów. W roku 2002 powrócono do festiwalu, ale już bez ducha minionych lat. Niestety.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments