Franciszek Broda i brodacze

0
60
borowiec2023

11 czerwca 71. urodziny obchodzi Frank Beard, perkusista zespołu ZZ Top. Jest zatem okazja, by do jego postaci, a tym samym do legendarnego trio z Teksasu powrócić.
Zawsze lubiłem ZZ Top, a zatem lubiłem też Franka Bearda za jego pełne poweru, solidne i klarowne łojenie, ale być może również za to, że jego urodziny wypadają w tym samym dniu, kiedy moje.
Frank Beard urodził się w teksańskim mieście Frankston. Również w Teksasie uczęszczał do Irving High School. Na początku swojej kariery był członkiem dziwnego wcielenia brytyjskiego zespołu The Zombies, koncertującego w USA bez zgody oryginalnych członków. Potem grał w The Outlaws, a pod koniec roku 1969 dołączył do The Moving Sidewalks, zespołu, który wkrótce przeistoczył się w ZZ Top. Ważnym pozostaje fakt, że to właśnie Beard przedstawił śpiewającemu gitarzyście Billy’emu Gibbonsowi basistę i wokalistę Dusty’ego Hilla – muzyka, którego poznał podczas wspólnych występów w zespołach American Blues, Warlocks oraz The Cellar Dwellers.

REKLAMA

Ogólnie przyjęte zostało, że ZZ Top założył Billy Gibbons. Facet z pomysłami, dobry gitarzysta, o którym ponoć sam Jimi Hendrix wypowiadał się w superlatywach. Gibbons to gość posiadający stosowne poczucie humoru i pewien dystans zarówno w stosunku do własnej osoby, jak i do samej kapeli. Kiedyś, choć już oczywiście po uzyskaniu statusu gwiazdy, stwierdził na przykład, że muzyka trio to jest ciągle ten sam utwór z różnymi tekstami, grany raz szybciej raz wolniej. Trudno się zatem dziwić, że tego rodzaju wypowiedzi od lat zjednywały mu, a także samemu zespołowi przychylność mediów.
Korzenie ZZ Top sięgają roku 1964 roku. Wtedy to William Frederick Todd Gibbons założył swój pierwszy zespół – The Saints. Potem były różne przetasowania personalne i kolejne kapele, między innymi wspomniana The Moving Sidewalks, która w USA otwierała koncerty The Jimi Hendrix Experience.
Niektóre źródła podają, że dopiero po przekształceniu się The Moving Sidewalks w ZZ Top i nagraniu pierwszego singla Salt Lick, do Gibbonsa dołączyli Dusty Hill i jubilat Frank Beard. Jakby nie było, od tamtego czasu trzech równolatków z rocznika 1949, pod wodzą producenta Billa Hama, zaczęło się piąć na szczyt.
Ham odegrał ważną rolę w historii zespołu, to właśnie on, choć nie od razu, kazał Gibbonsowi i Hillowi zapuścić brody. On też wykreował sceniczny image zespołu, opierający się na dwóch frontmenach – identycznie ubranych i grających na jednakowych kolorystycznie gitarach, wspieranych jednym, schowanym za pokaźnym zestawem perkusyjnym facetem bez brody (skoro już takie nosi nazwisko).
Tu ponownie słowo o jubilacie. Kiedy ZZ Top wystartował, Beard był znany pod pseudonimem „Rube”. Na debiutanckim albumie oraz na Tres Hombres (trzeci krążek) widnieje jako Rube Beard. Pod prawdziwym nazwiskiem, co ciekawe, znalazł się się na drugim albumie Rio Grande Mud. Ostatecznie od czwartego albumu począwszy występuje już jako Frank Beard.
Pierwszy album ZZ Top wydany został w 1971 roku i przysporzył zespołowi lokalnej sławy. Kolejny, wychodząc poza mieszankę boogie i bluesa, przyniósł bardzo udany numer Francine i wprowadził formację na szersze wody. Po latach o tamtym – pierwszym okresie działalności Frank Beard powiedział, że nie brali poważnie tego, co robili. To zapewne lekka kokieteria, bo przecież trio udanie łączyło elementy muzyki Delty z hard rockiem, a po kolejnych płytach, czyli Tres Hombres (1973) oraz Fandango! (1975) – znalazło się na ustach nie tylko wszystkich Teksańczyków, ale niemal wszystkich fanów rocka na świecie.
Pamiętam, że było to bodaj w 1973 roku, w III programie Polskiego Radia (ach, ta Trójka!) usłyszałem po raz pierwszy nagrania kapeli, którą prezenter nazywał z polska: Zet Zet Top. Usłyszałem wówczas La Grange i odleciałem. To był super nośny oryginalny czad, który najzwyczajniej mnie zachwycił. Od tamtej pory starałem się nagrywać wszystko, co było firmowane przez ZZ Top.
Po krążku Tejas z 1977 roku i kolejnych Degüello (1979) oraz El Loco (1981) w 1983 nadszedł czas na wielki Eliminator. Album ten, sprzedany w krótkim czasie w liczbie kilku milionów egzemplarzy, uczynił z ZZ Top megagrupę. Potem, po dwóch latach, był Afterburner – album nieco plastikowy brzmieniowo, ale nawet i on przyniósł wielkie hity w postaci Sleeping Bag i Rough Boy. Dalej było różnie, mijały kolejne dekady, ale fanów nigdy nie zabrakło.
Muzycy ZZ Top twierdzą, że ich formuła boogie-metal-boogie to: nic innego jak polirytmiczna perwersja. Ciekawe, ale czy wobec tego wszyscy ci, którzy lubią ich muzykę, są perwersyjni? Do licha, nigdy tak o sobie nie sądziłem.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o