Gdy pęknie tama

0
48
REKLAMA

Każdy z fanów Led Zeppelin ma swoje ulubione kawałki zespołu, jest jednak pewne, że w szpicy takich prywatnych zestawień muszą się znaleźć numery z czwartego albumu Zeppów i nie myślę tu nawet o Schodach do nieba, bo to rzecz oczywista. Osobiście w ścisłej czołówce dokonań zespołu od zawsze lokuję numer finałowy i wiem, że wiele osób czyni podobnie.
Miłośnicy Led Zeppelin z mojego pokolenia przywykli do polskiego tłumaczenia tytułu: Gdy pęka tama. Tu jednak dwie uwagi, najpierw dotycząca czasu. Otóż, tama w tekście songu jeszcze nie pękła, jest w stanie tuż przed. To po pierwsze. Po drugie, w języku polskim tama to bardziej zapora, a nie wał przeciwpowodziowy, o który (tak naprawdę) tu chodzi. No, ale, co by nie mówić, wał przeciwpowodziowy brzmi zdecydowanie mniej zgrabnie niż właśnie tama. O samym tekście jednak później.
Potężne, transowe brzmienie bębnów When The Levee Breaks powstało w Headley Grange, gdzie muzycy Led Zeppelin pracowali nad jednym z utworów. Jimmy Page w książce Brada Tolinskiego Światło i cień tak o tym opowiadał: Pracę zakłócił dochodzący skądś odgłos drugiego bębna. Zamiast przerwać, zaprosiliśmy tych ludzi do nas. Bęben ustawili w sieni. Było to pokaźne pomieszczenie, z którego centralnej części wychodziła studnia klatki schodowej, sięgająca samego strychu. Przyszedł Bonzo i spróbował zabębnić. Rozległo się głuche dudnienie, niczym w jakiejś pieczarze. Postanowiliśmy, że to właściwe miejsce na perkusję. Andy Johns z wysokości drugiego piętra spuścił parę mikrofonów, M160 podłączył do kompresora, dodał odrobinę echa, które także skompresował. Tyle nam wystarczyło. Akustyka klatki schodowej była tak zrównoważona, że zbędny był mikrofon przy wielkim bębnie. Tak nagraliśmy podkład rytmiczny.
Obecność Johna Bonhama, jego ekscytująca gra na bębnach i brzmienie o sile Niagary stanowiły niezaprzeczalny walor nagrania. Ale w gruncie rzeczy nie tylko Bonham odegrał znaczącą rolę. Wszystko w tym numerze zostało dopracowane i perfekcyjnie zestrojone; dramatyczny wokal Planta, jego harmonijka, gitara Page’a, a nade wszystko akustyka, która wraz z ostatecznym miksem wykreowała niezwykłe brzmienie. Powstał utwór monumentalny, o podniosłym, a nawet patetycznym klimacie. Oto raz jeszcze słowa Jimmy’ego Page’a: Pomysł był taki: ma zabrzmieć jak trans. Jeśli się wsłuchasz, zauważysz, że do każdego wersu coś dodano.Sprawdź – zmienia się frazowanie głosem, wzbogacono tło, a na koniec wszystko zaczyna wirować, poza wokalem, który tkwi nieruchomo w miejscu.
Headley Grange znakomicie sprzyjało bębnieniu, ale już nie zawsze brzmieniu gitary. Jimmy Page użył w elektrycznym dwunastostrunowym fenderze otwartego stroju G. Jednak to, co słychać, jak sam o tym mówił, brzmi niżej, gdyż potem taśmę odtworzono z mniejszą prędkością przesuwu, by wszystkie dźwięki zabrzmiały bardziej emocjonalnie. Dzięki takim zabiegom nagraniowo‑produkcyjnym udało się stworzyć utwór o potężnej sile rażenia, w którym dramatyczna opowieść Roberta Planta została uwypuklona poprzez genialną muzykę.
Czas na tekst zainspirowany wielką powodzią w Mississippi w 1927 roku. Należy jednak zwrócić uwagę, że tytułowo słowo „levee”, w tym kontekście rozumiane jako wał przeciwpowodziowy, posiada też drugie znaczenie, do którego odnosi się aluzja, jest to chicagowska dzielnica spod znaku czerwonych latarni.
Jeśli dalej będzie tak lało, to tama pęknie (x2)./Gdy tama pęknie, nie będę miał się gdzie podziać./Ten nędzny, stary wał uczył mnie płakać i lamentować./Panie, ten nędzny, stary wał uczył mnie płakać i lamentować./Aż tyle potrzeba, by zmusić człowieka gór do opuszczenia domu./Och tak, och tak, och tak./Niech cię nie wpędza to w rozpacz, gdy starasz się odnaleźć drogę do domu./Nie wiesz którędy iść?/Jeśli udasz się na Południe, nie znajdziesz tam żadnej pracy./Jeśli nie wiesz o Chicago,/płacz ci nie pomoże, płacz ci nic nie da./Płacz nie pomoże, a błagania nic nie zmienią./Gdy pęka tama, musisz się przenieść./Całą ostatnią noc siedziałem na wale i lamentowałem (x2)./Myśląc o mojej ukochanej i moim szczęśliwym domu./Jadąc, jadąc, jadąc do Chicago./Przykro mi, lecz nie mogę zabrać cię/Jadąc, jadąc teraz tam.
I jeszcze coś, gwoli ścisłości. When The Levee Breaks – to blues, którego autorami byli małżonkowie Kansas Joe McCoy i Memphis Minnie. Utwór powstał w 1929 roku, a Memphis rozpoczynała wówczas swoją przygodę z bluesem.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o