Głośny i dumny

0
17
borowiec1745

To był czwarty longplay w fonograficznym dorobku tego szkockiego kwartetu, założonego w Dunfermline w grudniu 1968 roku. Dwudziestokilkulatkowie tworzący zespół, a mianowicie: basista Pete Agnew, wokalista dysponujący charakterystycznym głosem Dan McCafferty, perkusista Darrell Sweet oraz najstarszy z nich, solidny gitarzysta Manny Charlton nie od razu byli rozpoznawalni na Wyspach. Sławę, w pewnym stopniu, zyskali dzięki supportowaniu zespołu Deep Purple, co nastąpiło w 1972 roku, po nagraniu krążka Exercises. Można sądzić, że musieli spodobać się muzykom „Purpury”, a zwłaszcza już basiście Rogerowi Gloverowi, który postanowił zostać ich producentem. Wydana na początku 1973 roku płyta Razamanaz, skutecznie powiększająca grono fanów grupy, była jego produkcją.
Podobnie stało się w przypadku kolejnego albumu – Loud’N’Proud.
Nad krążkiem „głośnym i dumnym” pracowano w iście imponującym tempie. Nagrania dokonane w studiu Gang Hut w szkockim Jamestown, podobnie jak w przypadku Razamanaz, trwały zaledwie dwa tygodnie. Tyle samo czasu zajęło miksowanie zarejestrowanego materiału. Trzeba jednak pamiętać, że płyta nie była długa i zawierała około 37 minut muzyki.
Loud’N’Proud otwierał kawałek Go Down Fighting o zadziornym, rockandrollowym podłożu i wchodzącym w wysokie rejestry wokalu McCafferty’ego. To było obiecujące intro, które potwierdzał następny, podobny stylistycznie, energetyczny rocker Not Faking It. Co prawda, zaczynał się od skocznej gitarowej melodyjki, ale – dzięki sekcji zaciekle nabijającej rytm – szybko przechodził w numer o iście purplowskiej motoryce.
Kolejny utwór Turn On Your Receiver brzmiał nieco łagodniej, a kończący pierwszą stronę winylowego krążka Free Wheeler intrygował sekcją, która stawała się tłem dla długiej gitarowej solówki Charltona. Na drugiej stronie znalazł się łagodny i uspokajający, zahaczający o gospel Child In The Sun.
Album zawierał też, co warto podkreślić, zaskakujące wersje utworów cudzych, a mianowicie Teenage Nervous Breakdown Lowella George’a z zespołu Little Feat oraz kluczowe dla popularności płyty opracowanie This Flight Tonight Joni Mitchell. Ten drugi numer (ocierający się o heavy metal) został wydany na singlu i dotarł do 11. miejsca brytyjskiej listy przebojów. Ponoć zachwycona rockową wersją swojej piosenki autorka, kiedy przyjechała z koncertami do Wielkiej Brytanii, podczas londyńskiego występu powiedziała: a teraz zaśpiewam piosenkę Nazareth i wykonała właśnie This Flight Tonight.
Z zamieszczonych na płycie coverów największe jednak wrażenie robiła kompozycja Boba Dylana The Ballad Of Hollis Brown. Muzycy Nazareth zafundowali w tym przypadku totalnie zmienioną wersję o progresywnych klimatach. Hipnotyczna monotonia, osaczający dźwiękowy mrok ze zfuzzowanym basem czyniły zeń rzecz nieprzeciętną, a kiedy na podkładzie potężnie brzmiącej perkusji McCafferty wykrzykiwał seven people dead, to aż ciarki szły po plecach. To był podniosły ponaddziewięciominutowy, surowo piękny i, rzec można, monumentalny finał albumu.
Tu mała uwaga. Czerpanie przez zespół z cudzego repertuaru mogło na znawcach tematu robić wrażenie epigoństwa, a nawet jego wtórności. Tak jednak nie było, bo w opracowaniu Nazarethu kompozycje innych autorów brzmiały na tyle intrygująco, że można było sądzić, iż są to zupełnie inne utwory.
Album Loud’N’Proud okazał się komercyjnym sukcesem. Dobrze sprzedawał się w USA, a już znakomicie w Europie. Dla przykładu, na niemieckiej liście bestsellerów osiągnął miejsce 2, natomiast w Finlandii, Szwecji i Szwajcarii uplasował się na szczycie.
Po Loud’N’Proud szkocki band wydał dwie kolejne świetne płyty: Rampant oraz Hair Of The Dog – uważaną za jego opus magnum. Krążki te ugruntowały pozycję zespołu, przysparzając mu oddanych fanów również w Polsce. Tu, aby uzmysłowić, na ile Nazareth był wtedy u nas popularny, przytoczę pewną anegdotkę. Otóż, wśród słuchających rocka moich nastoletnich kumpli, podobnie jak ja uczestniczących regularnie w pozaszkolnych zajęciach z religii, krążyło pytanie: czy wiesz, na którym z instrumentów gra Jezus z Nazaretu?
Tu jednak, gwoli wyjaśnienia, szyld bandu nie został zaczerpnięty z Ewangelii, odnosi się do amerykańskiego miasta w Pensylwanii, które pojawiło się w pierwszym wersie klasycznego utworu The Weight zespołu The Band. I jeszcze jedno, gdy Nazareth pojechał po raz pierwszy w trasę po Stanach Zjednoczonych, Amerykanie myśleli, że wykonuje muzykę gospel.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o