Grzmiące gardło metalu

0
65
borowiec1428
REKLAMA

Był przeciwieństwem hałaśliwych i skandalizujących „kumpli po głosie”. Podczas gdy tamci zajmowali się demolowaniem hotelowych pokoi, piciem na umór i narkotycznymi odlotami, Ronnie wiódł spokojne życie. Z pierwszą żoną Lorettą wychowywał adoptowanego syna Dana. Po rozstaniu związał się z menedżerką Wendy Galaxiolą, którą mocno wspierał w prowadzeniu „Children of the Night” – organizacji non profit pomagającej dzieciom zmuszanym do prostytucji.
Ronnie James Dio urodził się jako Ronald James Padavona w Portsmouth w Stanach Zjednoczonych. Muzykował od dziecka. Początkowo grał na trąbce i waltorni. Trąbka, jak sam przyznał po latach, ukształtowała jego głos. Nigdy nie uczyłem się śpiewu i nie ćwiczyłem głosu. Modelowania i artykulacji nauczyłem się podczas lekcji gry na trąbce. Rytmiczne dmuchanie w nią dało mi więcej niż wszelkie zajęcia z modulacji – opowiadał w jednym z wywiadów.
Jako chłopiec występował z zespołami grającymi w stylu rockabilly. Jego pierwszą poważną grupą była The Vegas Kings, do której dołączył w szkole średniej w charakterze basisty. Z czasem zaczął w niej śpiewać i robił to na tyle dobrze, że stał się głównym wokalistą, a zespół został przemianowany na Ronnie & The Rumblers, później na Ronnie And The Red Caps, a wreszcie na Ronnie Dio And The Prophets. Nagrania, co prawda, nie zrobiły furory, ale to w tamtym okresie Ronnie przybrał przydomek Dio.
Ronnie Dio And The Prophets pod koniec lat 60. przemianowali się na Electric Elves. W 1969 roku grupa zmieniła nazwę na Elf. Właśnie w tym zespole rozpoczęła się światowa kariera Ronniego. Elf na początku lat 70. otwierał koncerty Deep Purple, dzięki czemu Ritchie Blackmore mógł zapamiętać niewielkiego wokalistę z głosem o sile wodospadu.
Wydany w 1975 roku debiutancki album zespołu Blackmore’a z Dio w składzie – Ritchie Blackmore’s Rainbow okazał się bestsellerem, a głos Ronniego zdumiał i zachwycił fanów heavy metalu. W 1979 roku artysta rozstał się z Blackmore’em i rozpoczął współpracę z inną legendą – Black Sabbath, gdzie zastąpił Ozzy’ego Osbourne’a.
W czasach tej współpracy Dio spopularyzował „rogi”, którymi podczas koncertów zwykł pozdrawiać fanów. Gest ten tak bardzo spodobał się wielbicielom ciężkiego łojenia, że stał się ich symbolem i znakiem rozpoznawczym. Znakiem, który przez przeciwników został uznany za symbol szatana. Tymczasem owe „diabelskie” różki z księciem ciemności nie miały wiele wspólnego. W wywiadzie udzielonym na planie filmu Metal: A Headbanger’s Journey Dio opowiadał jak gestu nauczył się od swojej babci, bardzo wierzącej, ale przesądnej włoskiej katoliczki. Dzięki takiemu ułożeniu dłoni i placów można było, według babci, odczynić zły urok lub odbić nieprzychylne spojrzenie.
Z Black Sabbath artysta nagrał doskonale przyjęte płyty Heaven And Hell oraz Mob Rules. W roku 1982 przyszedł czas na zespół Dio i jego debiutancki krążek – Holy Diver, klasycznie metalową płytę, która pojawiła się w roku 1983. Została przyjęta znakomicie. Formacja zaproponowała solidny czad z komercyjnym potencjałem i w tym duchu nagrała kolejne uznane albumy. Mimo własnej grupy drogi Ronniego i Black Sabbath krzyżowały się jednak. W latach 90. nagrali wspólnie album Dehumanizer, uznawany za najcięższy w historii zespołu, a w roku 2009 pod szyldem Heaven and Hell zarejestrowali pierwszy duży krążek – The Devil You Know.
Kariera Ronniego to temat na obszerne książkowe opracowanie. Szkoda, że historia jego życia to rozdział od kilku lat zamknięty. 25 listopada 2009 na oficjalnej stronie internetowej żona artysty, Wendy, podała informację, że u Ronniego zdiagnozowano wczesne stadium raka żołądka. W maju 2010 roku w związku z chorobą zostały odwołane wszystkie występy wokalisty. Ronnie James Dio ostatecznie przegrał walkę z nowotworem. Zmarł w Houston rankiem 16 maja 2010 roku.
Artysta kochał muzykę, w jednym z wywiadów tak o tym mówił: muzyka to jedyna rzecz, jaką się zajmowałem przez ostanie pół wieku. To dzięki niej czuję się fantastycznie, a w chwilach zwątpienia odzyskuję wiarę w siebie. Oczywiście od samego początku jedną z moich motywacji była chęć osiągnięcia artystycznego sukcesu, a później jego utrzymania. I chyba mi się udało, bo nigdy nie nagrałem płyty, której musiałbym się wstydzić. Nie pracuję, bo muszę. Pracuję, bo to kocham.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments