Herold rock and rolla

0
86
borowiec1442
REKLAMA

Charles Edward Anderson Berry urodził się w murzyńskiej rodzinie „middle class”
w San Jose w Kalifornii, choć on sam w swojej autobiografii podaje, że przyszedł na świat w St. Louis. Jako sześciolatek zaczął śpiewać w chórze kościelnym. Jako nastolatek stanął na czele kwartetu wykonującego pieśni gospel. W tym też czasie posiadł umiejętność rzetelnego posługiwania się gitarą.
W 1955 roku poznał legendarnego bluesmana Muddy’ego Watersa, za którego przyczyną taśma z jego próbnymi nagraniami trafiła do wytwórni Chess Records. Dzięki piosence Ida Mae został podpisany kontrakt. Ta sama kompozycja, pod zmienionym tytułem Maybellene, znalazła się wkrótce na debiutanckim singlu. Krążek został sprzedany w ponad­milionowym nakładzie, przynosząc Chuckowi olbrzymią popularność oraz nagrodę tygodnika Billboard. Od tego czasu niemal każdy następny singel sprzedawał się w podobnych ilościach.
W 1956 wydane zostały m.in.: Roll Over Beethoven, Too Much Monkey Business, Thirty Days oraz Brown‑Eyed Handsome Man. Potem ukazały się kolejne, tworzące dziś spore fragmenty rockandrollowych leksykonów. Wsród nich znalazły się: School Days, Reeling And Rockin, Rock And Roll Music (z roku 1957), Sweet Little Sixteen, Johnny B. Goode, Carol, Sweet Little Rock And Roller (z 1958 roku), potem: Back In The USA, Anthony Boy, Little Queenie, Let It Rock (z 1959), aż wreszcie My Ding‑A‑Ling z roku 1972.
Chuck na koncertach nie tylko tryskał wulkaniczną energią, ale także prezentował swój specjalny „kaczy chód” (po latach przejęty przez Angusa Younga z AC/DC), który stał się, obok gitary Gibson ES‑335, jego znakiem rozpoznawczym.
Mister Berry to jednak nie tylko twórca znakomitych kawałków pod względem muzycznym, to także świetny tekściarz. W okresie rockandrollowego boomu uchodził za pierwszego poetę rocka. W czasach, kiedy piosenki nie mogły trwać dłużej niż trzy minuty, jako rockandrollowy mistrz słowa potrafił w nich zawrzeć całe opowieści. Jego teksty w pełni aprobowała biała publiczność, a to w latach pięćdziesiątych było ewenementem. W następnej dekadzie jego nazwisko jako tekściarza było wymieniane obok Boba Dylana. Joe Perry – dziennikarz pisma Rolling Stone – nazwał go nawet Ernestem Hemingwayem rock and rolla. Twierdził bowiem, że – podobnie jak Hemingway – Berry potrafił pisać krótkie, zwarte, trafiające w sedno, jędrne teksty.
Niewątpliwie talent kompozytorski oraz umiejętność pisania tekstów wyróżniały Berry’ego, ale nie mniej istotne jest to, że zasłynął on też jako świetny gitarzysta. W 2003 roku pojawił się na 6. miejscu listy 100 największych gitarzystów wszech czasów magazynu Rolling Stone.
Czas na to i owo o jego sztandarowym utworze Johnny B. Goode – będącym w dziejach rock and rolla megastandardem.
Utwór powstał w 1955 roku, na singlu wydano go trzy lata później. To rockandrollowy song o „amerykańskim śnie”, w którym biedny chłopiec ze wsi (country boy) staje się gwiazdą dzięki ciężkiej pracy i umiejętności gry na gitarze. Ten legendarny kawałek jest częściowo autobiograficzny, jednak postacią inspirującą był pianista oraz współtwórca piosenek Berry’ego – Johnnie Johnson. Berry, w nawiązaniu do miejsca urodzenia, nazwał bohatera piosenki „Goode”. Johnnie Johnson urodził się bowiem na Goode Avenue w St. Louis. We wcześniejszych wersjach piosenki Chuck śpiewał „colored boy” zamiast „country boy”, jednak szefowie wytwórni Chess Records stwierdzili, że taka wersja zrazi białych Amerykanów i w konsekwencji się nie sprzeda. Fonetycznie „Johnny B. Goode” odpowiada zwrotowi „Johnny, be good”, czyli „Johnny, bądź dobry” – „dobry” zarówno w znaczeniu „miły, grzeczny, kulturalny”, jak i „świetny, posiadający duże umiejętności”.
Magazyn Rolling Stone napisał o tym utworze tak: Co czyni gitarową piosenkę niezwykłą? Niesamowity riff, solo, tudzież jam, który porywa cię za każdym razem, kiedy go słyszysz. To, co kryje się za nutami rock and rolla, to pragnienie, wściekłość, rozpacz, a także radość czy euforia. Rock już od pół wieku jest głosem wolności i niezależności. Dźwięk gitary wciąż potrafi nas wyzwalać.
W 2004 roku utwór został sklasyfikowany na 7. miejscu listy 500 utworów wszech czasów magazynu Rolling Stone. Cztery lata później w tym samym prestiżowym piśmie ogłoszono ranking 100 najlepszych gitarowych utworów wszech czasów. Johnny B. Goode stanął na czele tego zestawienia.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments