Heros gitary

1
232
Fonograf JimmyPage
REKLAMA

Jimmy Page to nie tylko założyciel i filar Led Zeppelin, to także wybitny muzyk sesyjny, który wziął udział w nagraniu setek utworów. W minioną sobotę ten legendarny gitarzysta skończył 77 lat.

W listopadzie 1990 roku, w wywiadzie dla miesięcznika Musician Page powiedział: Zawsze byłem niedbałym gitarzystą. Nigdy nie miałem takiej techniki, jak John McLaughlin. Przypuszczam, że brak techniki wymusza poszukiwania własnego stylu, zmusza do oryginalności. Dwa miesiące później, jakby w nawiązaniu do tej wypowiedzi, Carlos Santana na łamach magazynu Guitar Player tak się wyraził: Solówki Page’a są fantastyczne, ale to jego talent kompozytorski sprawia, że góruje nad innymi. Według mnie to on właśnie przejął na siebie to, co robił Hendrix.
Page odegrał w historii rocka jedną z kluczowych ról. Jego pozycja wśród najlepszych gitarzystów zawsze była bardzo wysoka. Zdobył ją jeszcze zanim powstał hard rockowy band wszechczasów – Led Zeppelin, ale gdy na rockowym firmamencie zespół wzniósł się wyżej od innych, gwiazda gitarzysty zajaśniała pełnym blaskiem.
Urodzony 9 stycznia 1944 roku w Heston, w hrabstwie Middlesex, James Patrick Page był wychowywany w dzieciństwie z dala od rówieśników. Po latach twierdził więc, że jest samotnikiem, któremu izolacja nie przeszkadza w żadnym stopniu, wręcz przeciwnie daje mu poczucie pewności.

REKLAMA

Pierwszym profesjonalnym zespołem, z którym się związał, była grupa Neil Christians And The Crusaders, grająca pionierską (jak na Anglię) muzykę Chucka Berry’ego i Bo Diddleya. Page, wtedy siedemnastolatek, szybko zapracował sobie na opinię asa gitary. Dzięki solidnym zarobkom, już wtedy dysponował nowoczesnym, „wypasionym” sprzętem. Jako pierwszy gitarzysta w Londynie stosował nożne przyciski. Wtedy też, w stolicy Albionu w dobrym tonie było zobaczyć i usłyszeć to, co demonstruje podczas koncertów.
Zostając studentem sztuk pięknych, Page nie przerwał swoich gitarowych poszukiwań. Ponoć, co niedzielę pod okiem mamy, która szykowała herbatki, jamował w swoim domowym studio ze swoim bliskim kumplem, Jeffem Beckiem oraz innymi młodymi adeptami rhythm and bluesa.
Po jednym z jamów w Marquee, brzmienia gratulował mu Eric Clapton. Dzięki regularnym występom w tym słynnym klubie, szybko wypracował sobie pozycję lidera wśród brytyjskich gitarzystów sesyjnych. Miał wtedy niespełna dwadzieścia lat, a jego talent pozwalał mu na dostosowanie się do wszelkich stylów gitarowych. Dzięki temu zagrał we wczesnych nagraniach tak znaczących kapel, jak The Who, Kinks czy Them.

Najmodniejszym jednak bandem w połowie lat sześćdziesiątych był w Londynie The Yardbirds z Erikiem Claptonem. Ciekawe, że jeszcze zanim Clapton opuścił tę grupę, Page otrzymawszy od managera propozycję objęcia w zespole funkcji gitarzysty prowadzącego, polecił w swoje miejsce Jeffa Becka. Ten, w dowód uznania, ale zapewne i z przyjaźni podarował mu rzadki egzemplarz gitary Fender Telecaster.
Page, jak sam twierdzi, zawsze lubił dźwiękowe eksperymenty. W 1966 roku do gry na gitarze po raz pierwszy użył smyczka. Był sam zaskoczony, jakie dźwięki wydobyły się z Gibsona Black Beauty. Od tamtej pory opanowywał tę technikę dążąc do perfekcji. Latem wspomnianego roku, za namową Jeffa Becka, przyjął posadę gitarzysty basowego w The Yardbirds, stając się z czasem pełnoprawnym gitarzystą.
W 1966 roku jego umiejętności mogli podziwiać Amerykanie, a potem w latach 1967-1968 miłośnicy rocka w całym cywilizowanym świecie. Potem założył Led Zeppelin, po którego rozpadzie rozpoczął karierę solową. Stworzył ścieżkę dźwiękową do drugiej części filmu Death Wish. W 1984 roku wraz z Paulem Rodgersem założył grupę The Firm, z którą zarejestrował dwa albumy. W 1988 roku wydał jedyny, jak dotąd, solowy album Outrider.
W 1993 wraz z Davidem Coverdale’em nagrał solidny album Coverdale – Page, a rok później wydał płytę No Quarter: Jimmy Page and Robert Plant Unledded, będącą efektem wspólnego występu w Robertem Plantem dla MTV Unplugged. Z Plantem wydał również album Walking into Clarksdale.

Kolejnymi projektami Page’a były (między innymi) eksperyment z raperem Puff Daddym i współpraca koncertowa z zespołem The Black Crowes.
W sierpniu 2008 roku artysta wraz z Leoną Lewis wystąpił podczas ceremonii zakończenia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, gdzie wykonał wielki hicior Led Zeppelin – Whole Lotta Love.
W grudniu 2005 roku, w uznaniu zasług, na mocy decyzji królowej Elżbiety II został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego.
Na koniec jeszcze coś pół żartem, pół serio. Mówi się u nas, że kiedy ktoś przeżywa 77 lat, czyli tzw. dwie kosy, to jeszcze sporo pożyje. Niech tak będzie. Długo i twórczo.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze