Houses Of The Holy

0
304

28 marca 1973 roku wytwórnia Atlantic wydała piąty album zespołu Led Zeppelin – Houses Of The Holy. Był to pierwszy duży krążek Zeppów, który posiadał tytuł.
Spotkałem już różne tłumaczenia tego tytułu, ot, jak choćby „gmachy sacrum”, „domy święte” czy niedawno – na łamach specjalnego wydania magazynu Teraz Rock – „domy Ducha Świętego”. W chwili wydania płyty niełatwo było wywnioskować, o co muzykom chodziło, bo zarejestrowana podczas sesji nagraniowych piosenka o tym właśnie tytule trafiła dopiero na płytę Phisical Graffiti. Interpretację jej tekstu pozostawiam zatem na boku, ale, co jest istotne, Jimmy Page, gdy mówił o tytule albumu twierdził, że każdy z nas jest „house of the Holy”.
Tuż po wydaniu płyta trafiła na top list bestsellerów po obu stronach Atlantyku. Do dziś sprzedała się w liczbie blisko 18 milionów egzemplarzy, pominąwszy „Dwójkę” i „Czwórkę”, najlepiej w całej dyskografii zespołu.

Houses Of The Holy ukazała się ze sporym opóźnieniem. Powodem tego były kłopoty z okładką, a ściślej z separacją barw w fazie przygotowania do druku. Efekt finalny był ciągle niezadowalający. Wreszcie udało się. Okładka przedstawiała nagie jasnowłose dzieci, wspinające się na Groblę Olbrzyma, czyli formację skalną w kształcie ściętych słupów na północnym wybrzeżu Irlandii. Na wewnętrznej stronie okładki znalazła się postać nagiego człowieka przed zrujnowaną fortecą. Mężczyzna w geście poddania i poświęcenia unosił nad głową jedno z jasnowłosych dzieci.
W chwili rozpoczęcia prac nad płytą, muzycy – według Jimmy’ego Page’a – nie mieli jasno sprecyzowanej koncepcji: Po prostu nagrywaliśmy to, co wymyślił każdy z nas. Płytę otwierała kompozycja The Song Remains The Same – swoisty hołd dla światowej muzyki, z żywą i gęstą fakturą gitarową, którą Page osiągnął metodą kilkakrotnych nakładek.
Drugą kompozycją na płycie była The Rain Song utrzymana w balladowym klimacie, starannie skonstruowana bluesowa pieśń z quasi orkiestrową (osiągniętą przy pomocy melotronu) aranżacją Johna Paula Jonesa. Przyznam, że lubię ten numer, pewnie za charakterystyczny zeppelinowy liryzm, ale może też za swoiste progresywne brzmienia.
Kolejny kawałek to będący pomysłem Page’a Over The Hills And Far Away, zawierający akustyczne folkowe riffy i nagłe, typowe dla zespołu, „dywanowe bombardowanie”. Potem następował The Crunge – numer, który irytował mnie kiedyś szczególnie. W zamyśle był to pastisz muzyki soul spod znaku Jamesa Browna, o którym Plant powiedział: To coś naprawdę zabawnego. Nigdy nie myślałem, że zrobimy coś takiego.
Następną w kolejności była piosenka z łagodnie hardrockowym riffem i tematem podobnym do indyjskich melodii ludowych – Dancing Days. Potem brzmiał mało poważny numer, który irytował krytyków, a który ja szybko polubiłem, mimo że był taki… reggae. Tytuł kawałka – D’yer Mak’er – ponoć zaczerpnięty został z dowcipu, w którym słowo „Jamaica” brzmiało jak „did ya make’er”.
Całość zamykał utwór The Ocean pełen gitarowych wybuchów i chórów budujących dźwiękową siłę. Przed nim brzmiał jednak, bodaj najważniejszy na płycie, No Ouarter, za który odpowiedzialny był przede wszystkim John Paul Jones. To jego mroczny, a przy tym piękny temat zainspirował Planta do napisania tekstu, obrazującego Led Zeppelin jako śmiercionośny oddział Wikingów. Świetny numer, w którym zeppelinowe riffy gitary przeplecione zostały kosmicznymi, syntezatorowymi dźwiękami.
Co jednak o Houses Of The Holy sądziła ówczesna prasa? W Melody Maker znalazła się uwaga, że muzycy Led Zeppelin obawiają się grać to, co wychodzi im najlepiej. Roy Carr z New Musical Express zarzucił grupie muzyczny masochizm i podkpiwał jednocześnie z nowych aranżacji. Pismo Rolling Stone nazwało krążek porcją papki i nudziarstwa.
Robert Plant zareagował na te opinie ostro i zjadliwie, stwierdzając: Jest kilku pedałów, którym nie podoba się ta płyta. Cóż, ja ją lubię i jest kilka tysięcy pedałów, którzy też ją lubią. Pal licho jednak tę mało subtelną wypowiedź Planta. Fakty były niepodważalne. Płyta Zeppów na liście najlepiej sprzedających się albumów w USA szybko zdetronizowała krążek Presleya Aloha From Hawaii Via Satelite. W zestawieniach Billboardu utrzymała się o tydzień dłużej niż fundamentalny dla rocka – drugi krążek zespołu.
Trafiającą w sedno opinię na temat Houses Of The Holy sformułował przed laty znawca tematu – Wiesław Królikowski: Można powiedzieć, że „Houses of The Holy” to lustro, w którym rock z początku lat siedemdziesiątych często odbija się wyraźniej, niż sam Led Zeppelin. Zdecydowanie tak. Tyle tylko, że trzeba było być mistrzowskim bandem, by takie lustro wyprodukować.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o