Jeff Beck i Beck-Ola

0
31

24 czerwca Jeff Beck kończy 76 lat. Tym razem to i owo o jubilacie, ale także o firmowanej jako Jeff Beck Group, wydanej w czerwcu 1969 roku płycie Beck-Ola. Dziś jest to wydawnictwo nieco już zapomniane, należy jednak do tych, które legły u podstaw ciężkiego rocka.
Jeffowi Beckowi od dzieciństwa towarzyszyły klimaty klasyczno-jazzowe. To one ukształtowały jego gust, a – co ważniejsze – jego niezwykłą wyobraźnię muzyczną. Przygotowanie muzyczne jubilat otrzymał bardzo solidne, ukończył bowiem Wimbledon Art College w klasie skrzypiec, pobierając przy tym lekcje gry na fortepianie. Jako dziewiętnastolatek zadebiutował w roli gitarzysty w zespole rhythm’n’bluesowym The Tridents. Dwa lata później trafił na miejsce Erica Claptona do The Yardbirds, prekursorskiego bandu w historii hard rocka. Ciekawe, że jeszcze zanim Clapton opuścił The Yardbirds, Jimmy Page – otrzymawszy od managera propozycję objęcia w zespole funkcji gitarzysty prowadzącego – zrezygnował i polecił w swoje miejsce serdecznego kumpla, czyli właśnie Jeffa Becka. Beck z kolei, może w dowód uznania, ale zapewne i z przyjaźni podarował mu wówczas rzadki egzemplarz gitary Fender Telecaster.

REKLAMA

W następnej dekadzie, u schyłku lat 70. Page wyraził się o jubilacie następująco: Kiedy gra, to chyba nie istnieje nikt lepszy. Ten komplement w ustach, jakby nie było, muzyka najwyższej próby, w pełni odzwierciedla sztukę muzyczną Jeffa. Sztukę, która na oczach świata ewoluuje ponad sześć dekad, nie tracąc przy tym swojego wysokiego poziomu.
W 1966 roku Becka poznali nie tylko fani rocka, ale również kinomani. Stało się to dzięki słynnej scenie z filmu Powiększenie Antonioniego. Legendarny włoski reżyser nakręcił ją w londyńskim klubie podczas występu The Yardbirds i pokazał Becka, gdy próbuje grać typowe dla siebie ekstatyczne solo. Niestety, ma problem ze wzmacniaczem, dlatego wpada w furię i niszczy instrument, a pozostały po akcie destrukcji fragment gryfu rzuca na widownię.
Zapewne nie przez przypadek Michelangelo Antonioni uchwycił cechę gitarzysty, która ostatecznie kosztowała go członkostwo w The Yardbirds. W czasie amerykańskiego tournée Beck za swój wybuchowy charakter został usunięty z zespołu. Trzeba przy tym podkreślić, że eksplozje jego niezadowolenia brały się z perfekcjonizmu. Muzyk chciał być wirtuozem. W tamtych czasach jednak poziom technologii estradowej nie był zaawansowany, powodował jego frustrację, podobnie jak instrumenty, o czym tak się wypowiadał: Wszyscy uważają, że lata 60. to było spełnienie marzeń. Nieprawda! Żaden instrument nie był w stanie zagrać tego, co komponowała moja głowa
Opuszczenie The Yardbirds zaowocowało jednak nie mniej wartościową muzyką. Gitarzysta założył własną formację The Jeff Beck Group, nagrywając znakomite płyty. Krążki te zaprezentowały Becka jako autora świetnych pomysłów formalnych i aranżacyjnych, a przy tym kompozytora utworów o oryginalnej kolorystyce i złożonej strukturze rytmicznej.
Beck-Ola, drugi album The Jeff Beck Group (i pierwszy, który ukazał się pod tym szyldem), został zarejestrowany niespełna rok po bardzo udanym Truth. Rod Stewart pozostał głównym wokalistą, Ronnie Wood basistą. Beck pozbył się jednak perkusisty Micky’ego Wallera. Potrzebował bębniarza, którego gra będzie bliższa muzyce oddalającej się od bluesowych korzeni w stronę hardrocka. Znalazł go w osobie Tony’ego Newmana, późniejszego członka May Blitz oraz współpracownika Davida Bowiego. Do składu w pełnym już wymiarze dołączył także pianista Nicky Hopkins, łagodząc co nieco brzmienie bandu.
Na płycie znalazły się dwa presleyowskie covery All Shook Up oraz Jailhouse Rock. Umieszczono również instrumentalną kompozycję Hopkinsa Girl From Mill Valley. Nawiasem mówiąc, w recenzji dla The Village Voice krytyk Robert Christgau słusznie zauważył, że Rod Stewart i Jeff Beck zachęcali Hopkinsa do mocno eksponowanego grania.
Pomijając jednak łagodny instrumentalny numer Hopkinsa, album serwował bardzo energetyczne granie o ciężkim, surowym brzmieniu, z kapitalną grą Becka, Newmana i Wooda, a do tego z charyzmatycznym śpiewem Stewarta.
Dla mnie osobiście, począwszy od pierwszego spotkania z tym krążkiem do dziś, największe wrażenie robi zamykający całość – różnorodny brzmieniowo i aranżacyjnie, mocarny Rice Pudding.
Niestety, Beck-Ola okazał się ostatnim albumem zarejestrowanym w tak doborowym składzie. Po sesjach nagraniowych grupa Jeffa Becka koncertowała w Stanach Zjednoczonych. Zaplanowano wtedy występ na Woodstock, wymieniając nazwę zespołu na plakatach promujących festiwal. Niestety, do koncertu Jeff Beck Group już nie doszło.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o