Jethro Tull i konie

0
73
borowiec1315
REKLAMA

W końcu lat dziewięćdziesiątych w jednym z wywiadów Ian Anderson – lider i założyciel zespołu – stwierdził: Nie chciałbym, aby ktokolwiek porównywał mnie z dzieciakami, które piszą piosenki. Najnudniejsze, najbardziej wtórne piosenki w historii tej planety (…) Oczywiście znajdą się zawsze jakieś wyjątki. Jest paru artystów, którzy wnoszą coś ciekawego. Ale to naprawdę rzadkość. Gdy oglądam MTV, z reguły nie mogę uwierzyć w to, jak głupie i prymitywne są emitowane tam piosenki. Dlatego nie chcę być stawiany w jednym rzędzie ze współczesnymi wykonawcami muzyki pop.
Zarozumiały zgred? Nie, to artysta, któremu dobra piosenka i jej efektowna, a nie efekciarska aranżacja są szczególnie bliskie. Na ile jego artystyczne ambicje znajdują pokrycie w płytowych produkcjach można się przekonać, słuchając Heavy Horses, gdzie szlachetne utwory nic nie straciły ze swojego pierwotnego blasku.
Witraż okienny w taniec zmienił płomień świec/by pierwsze letnie ćmy przybyły po swą śmierć/Nowy wiatru powiew/W majowych pąkach drzew/Pochwycił lilie wodne w długi, morski rejs. Tymi słowami rozpoczyna się jeden z najbardziej znanych utworów zespołu, czwarty na płycie – Moths. Piękna, niespełna trzy i półminutowa kompozycja to po prostu perełka. Cudne, fletowe „trele” Andersona, mimo upływu lat wciąż chwytają za serce i przywołują miniony świat. Jednak rzecz nie tyle w sentymentach postarzałego fana, ile w bardziej obiektywnych odczuciach.
Płyta Heavy Horses była drugą w cyklu, który określono folk‑rockową trylogią, co zresztą pozostało sformułowaniem dość umownym, bo każdy miłośnik dokonań Andersona i jego zespołu trafnie stwierdzi, że folkowe wpływy przejawiają się w całej twórczości Jethro Tull.    
W przeciwieństwie do otwierającego cykl Songs from the Wood, album ten porzucił większość ludowej, magicznej zarazem warstwy lirycznej na rzecz realistycznej perspektywy zmieniającego się świata. Stąd zresztą jego tytuł dotyczący ciężko pracujących gospodarskich koni, zwierząt od zawsze obecnych w historii Albionu, a które – wypierane przez stechnicyzowaną cywilizację – zaczęły zanikać w wyspiarskim krajobrazie. Ktoś zapyta, jak można napisać piosenkę o perszeronach? Można, tyle tylko że trzeba być Andersonem.
Teksty, muzyka, aranżacje to silne strony tego wydawnictwa. Jednak brzmienie to już zasługa nie tylko lidera i producenta płyty, ale też świetnych instrumentalistów.
Gitarzysta Martin Barre, gdy trzeba, jest rockowo drapieżny (No Lullabay), ale też, kiedy utwór tego wymaga, potrafi być wspaniale akustyczny, subtelny, wręcz ulotny (Weathercock). Basista – jak zawsze bezbłędny. Ogromna szkoda, że Heavy Horses był ostatnim albumem Jethro Tull, w którym – zmarły rok później – John Glascock nagrał partie muzyczne do wszystkich utworów. Konie to zarazem jeden z ostatnich krążków, na którym zagrał związany z zespołem od 1971 roku perkusista Barrie „Barriemore” Barlow. Stałego składu dopełnili klawiszowcy – odpowiedzialny za orkiestrowe aranżacje David Palmer oraz John Evan.
Nie bez znaczenia było pojawienie się w roli muzyka towarzyszącego – Darryla Waya. Ten klasycznie wykształcony muzyk, znany z bardzo szanowanej formacji Curved Air, ozdobił brzmieniem swoich skrzypiec najdłuższy na płycie (niemal dziewięciominutowy) utwór tytułowy oraz energetyczną kompozycję Acres Wild.
Płyta nie odniosła jakiegoś oszałamiającego sukcesu komercyjnego, ale sprzedawała się całkiem dobrze. W USA w zestawieniu albumów Billboard 200 osiągnęła pozycję 19. natomiast w rodzimej Anglii na podobnej liście zajęła pozycję 20. Na płytach z kolejnej dekady zespół, mimo zachowania cech swojego oryginalnego stylu, nie serwował już kompozycji o takiej sile wyrazu. No cóż, trudno regularnie tworzyć płyty znakomite.
Heavy Horses jest dowodem na to, że czerpiąc ze szkockich ballad i tańców, zespół potrafił tworzyć utwory o wyrafinowanej formie, frapującej melodyce, nierzadko wymyślnej fakturze rytmicznej, zawsze jednak o urzekającym brzmieniu i z zachowaniem rockowej ekspresji.
Gdybym miał polecać komuś, kto zaczyna swoją podróż po krainie rocka, płyty Jethro Tull, to oczywiście, że poleciłbym Aqualung, czy Thick As A Trick, ale też z całą pewnością Heavy Horses, która dla mnie pozostaje … tą najbardziej przebojową.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o