Jubilat i jego „Dzwony”

0
82
borowiec1220
REKLAMA

Oldfield liczył zaledwie siedemnaście wiosen, kiedy rozpoczął pracę nad dwuczęściową kompozycją zatytułowaną pierwotnie Opus One. Dzieło swoje nagrał przy pomocy wypożyczonego magnetofonu. Zawarł w nim najlepsze z własnych pomysłów muzycznych, samodzielnie zagrał na kilkunastu różnych instrumentach. Prace nad kompozycją ukończył jesienią 1970 roku. Nim jednak do tego doszło, już jako 16‑latek został basistą w zespole Soft Machine Kevina Ayersa, gdzie wkrótce grał na gitarze prowadzącej. Wspólnie z Soft Machine nagrał w 1971 roku album Shooting at the Moon. Wtedy też zaprzyjaźnił się z klawiszowcem Davidem Bedfordem, kompozytorem i pianistą, który wprowadził go w tajniki muzyki symfonicznej.
Opus One był utworem dość prostym pod względem konstrukcyjnym, jednak na tyle rozbudowanym, że autorowi przez długi czas nie udało się nim zainteresować żadnej z brytyjskich firm fonograficznych. Wszędzie, gdzie nastoletni artysta pukał do drzwi, odprawiano go z kwitkiem. Dopiero Richard Branson, właściciel sklepów z płytami oraz studia nagraniowego Virgin‑Manor, zdecydował się na wydanie utworu. Do dziś nie wiadomo, czy Branson był muzyką Oldfielda zauroczony, czy też poszedł po radę do wróżki. Tubular Bells był bowiem pierwszym krążkiem wydanym przez specjalnie do tego celu utworzoną firmę Virgin. Przysporzywszy jej krociowych zysków, sprawił, że rozrosła się do potężnego koncernu.
O Dzwonach można też napisać trochę złośliwości, choć bez wątpienia była to jedna z najważniejszych płyt lat 70. W tamtej dekadzie niektóre pisma muzyczne drukowały kolorowe plakaty przedstawiające mniej lub bardziej udanie sparafrazowane okładki płyt. W przypadku krążka Oldfielda fantazyjnie poskręcany dzwon został zastąpiony podobnie ukształtowanymi, leżącymi w trawie ekskrementami. Podpis brzmiał Tubular smells, czyli… smrody rurowe.
Muzyczno‑brzmieniowe walory Dzwonów rurowych doceniłem dopiero po latach. W 1973 roku, kiedy w radiowej „Trójce” usłyszałem Dzwony po raz pierwszy, byłem smarkaczem zasłuchanym w niezbyt wyrafinowanym łomocie. A jednak muzyka Oldfielda nie była to dla moich nastoletnich uszu przykra. W dziele tym dla mnie wówczas nazbyt rozbudowanym, dziwnie monumentalnym i nudnawym – było mimo wszystko coś frapującego.
Po latach autor Dzwonów mówił: Nagranie Tubular Bells było w 1972 roku ogromnym wyzwaniem. Ówczesna technologia nie ułatwiała tego zadania. Zmiksowanie wszystkich ścieżek było koszmarem. Trzeba to było robić ręcznie. Pomagało mi trzech czy czterech inżynierów, a mimo to męczyłem się z tym całymi dniami. Zaś końcowy wynik był daleki od doskonałości. Usunięcie nawet drobnej usterki było jednak zbyt ryzykowne, groziło bowiem wykasowaniem części nagrania.
O swoistej atrakcyjności dzieła zadecydowała przede wszystkim bogata i – co by nie mówić – pomysłowa instrumentacja. Oldfield zagrał na kilkunastu instrumentach. Samodzielnie wykorzystał gitary i mandoliny o najróżniejszym brzmieniu, skorzystał z najrozmaitszych instrumentów perkusyjnych, w tym z tytułowych dzwonów rurowych. Zagrał z pominięciem syntezatorów na różnego rodzaju instrumentach klawiszowych, takich jak organy Hammonda czy organy Farfisa. W studiu Oldfieldowi towarzyszyli też inni muzycy, głosu w chórkach użyczyła m.in. siostra artysty – Sally, zaś rolę mistrza ceremonii, który zapowiadał poszczególne instrumenty w zakończeniu pierwszej części, objął Viv Stanshall.
Zafascynowany Dzwonami David Bedford przygotował ich symfoniczną wersję. Pod jego batutą nagrała ją w 1974 roku Royal Philharmonic Orchestra z udziałem grającego na gitarze autora kompozycji.
Po latach wielokrotnie nakłaniano artystę, by stworzył drugą część Tubular Bells. Ostatecznie ukazała się ona w 1992 roku. Szkielet pozostał ten sam, zachowano też, mimo pewnych przetworzeń, większość melodii. Całkowicie nowe było jednak brzmienie, które obfitowało w efekty komputerowe i syntezatorowe. Z biegiem lat okazało się, że nie była to ostatnia część Dzwonów. W 1998 roku artysta wydał Tubular Bells III, a pięć lat później Tubular Bells 2003.
Można jednak śmiało twierdzić, że gdyby Oldfield niczego poza debiutanckimi Dzwonami nie stworzył, to i tak zająłby istotne miejsce w historii muzyki.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o