Jubilat Peter Frampton

0
117
borowiec2016

Od ponad pół wieku należy do grona najlepszych gitarzystów świata. Jest jednym z tych muzyków, którym udało się wypracować własny, rozpoznawalny styl. Nazywa się Peter Kenneth Frampton i 22 kwietnia kończy 70 lat.
Wydana w ubiegłym roku płyta All Blues firmowana jako Peter Frampton Band udowodniła, że jubilat, mimo upływającego czasu, wciąż gra z pasją i energią. O genezie albumu artysta na swojej stronie internetowej tak napisał: Latem ubiegłego roku oraz dwa lata temu grałem bluesowe numery każdej nocy na scenie ze Steve Miller Band. To była dla mnie wielka frajda i wtedy zrodził się w mojej głowie pomysł nagrania płyty z własnymi wersjami bluesowych standardów. Pomysł został zrealizowany nader udanie. Powstał szlachetny zestaw utworów nierzadko wiekowych, jednak brzmiących jak najbardziej współcześnie.

Albumem tym Frampton pokłonił się mistrzom gatunku, a uczynił to w doborowym towarzystwie zaproszonych gości, m.in. Steve’a Morse’a, Larry’ego Carltona oraz Sonny’ego Landretha. Muszę przyznać, że w minionym roku muzyka z tego krążka bardzo często towarzyszyła mi w samochodzie, co więcej, wciąż chętnie do niej wracam.
Czas jednak na szczyptę historii. Jubilat zainteresował się muzyką jako siedmioletni chłopiec. Pewnego dnia szukając skarbów na strychu domostwa swojej ciotki odkrył banjolele. Zafascynowany instrumentem, będącym skrzyżowaniem banjo i ukulele, samodzielnie nauczył się na nim grać i w niedługim czasie otrzymał od rodziców swoją pierwszą gitarę. Będąc bardzo uzdolnionym smarkaczem zaledwie po skończeniu dziesięciu lat grał już w szkolnym bandzie The Little Reavens. Wówczas też zaprzyjaźnił się z Davidem Bowiem i wkrótce potem grywał z nim w kapeli George And The Dragons.
Jak szesnastolatek Frampton został wokalistą i gitarzystą prowadzącym The Herd – formacji, która zdobyła popularność kilkoma bezpretensjonalnymi przebojami spółki Howard-Blaikley oraz wydanym w 1967 roku albumem Paradise Lost. Rok później zdobył – przyznawany przez brytyjską prasę – tytuł „Twarz roku 1968”. Uzyskał go nie tylko w uznaniu dla jego niewątpliwego talentu, ale również dzięki dziecięco-anielskiej twarzy. Ładniusie oblicze przeszkadzało mu nieco w stworzeniu solidnego image’u prawdziwego rockmana. Z czasem jednak zapuścił włosy i wraz ze Stevem Marriottem założył formację Humble Pie. Ten blues-rockowy band był solidną kapelą, która w początkowym okresie miała również inklinacje ku muzyce akustycznej.
Po podpisaniu kontraktu z firmą A & M i zwróceniu się wyraźnie w stronę hard rocka zespół odniósł wielki sukces w Stanach Zjednoczonych.
Pierwszą płytą, którą przed laty usłyszałem w wykonaniu tej formacji był jej trzeci album. Obok takich utworów jak I’m Ready Dixona, znalazły się tam kompozycje zespołowe, które do dziś zachowały swój żar. Ze swojej mocy nic nie straciły hardrockowe One Eyed Trouser-Snake Rumba, czy Red Light Mamma, Red Hot. Największe wrażenie jednak wywiera niezmiennie (nie tylko na mnie) znakomity, pełen ognia i bluesowego dramatyzmu, otwierający płytę utwór Live With Me.
Wkrótce potem formacja nagrała równie udany krążek Rock On. Kiedy jednak bardzo dobry, piąty w dyskografii, nagrany na żywo podwójny album formacji Performance – Rockin’ The Fillmore z 1971 roku wchodził na listę amerykańskich bestsellerów, Framptona już nie było w kapeli. Rozpoczął karierę solową. Nagrał płytę Wind Of Change i – by wypełnić zobowiązania koncertowe – założył własny zespół Frampton’s Camel.
W 1975 roku ukazała się jego płyta Frampton, która mimo że ulokowała się dopiero na 32. pozycji amerykańskiego zestawienia, zdobyła miano złotej. Rok później wydano album Frampton Comes Alive ze znakomitymi koncertowymi wersjami takich utworów, jak: Show Me The Way, Baby I Love Your Way oraz Do You Feel Like We Do?
Wraz z płytą nastąpiło apogeum popularności Framptona. Album wskoczył na czoło listy amerykańskich bestsellerów, przewodził stawce przez dziesięć tygodni i pozostawał w zestawieniu przez dwa lata. W Wielkiej Brytanii dotarł do pozycji szóstej. Ogółem sprzedał się w liczbie ponad 19 milionów egzemplarzy, co – zważywszy, że była to płyta podwójna – pozostaje wynikiem rewelacyjnym.
Dzięki takim osiągnięciom pismo Rolling Stone uznało Framptona artystą roku 1976. W swojej długoletniej karierze jubilat współpracował z takimi znakomitościami jak: David Bowie, Crosby Stills & Nash, George Harrison, Ringo Starr, John Entwistle, Stevie Wonder, Roger Daltrey, Jack Bruce, Gary Brooker, Simon Kirke, Mick Jagger, Bill Wyman, czy Stevie Nicks. Od dziewięciu lat Peter Frampton jest posiadaczem własnej gwiazdy w Parku Sław w Nashville.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o