Kajetan Drozd Acoustic Trio

0
34
borowiec13
REKLAMA

Przyznam, że Kajetana Drozda nigdy wcześniej nie słyszałem na żywo. Mocno mi wstyd. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie tyle, że kiedy w sierpniu Wojtek Klich organizuje na Rynku bluesowy festiwal, to albo jestem w drodze do Ustki, albo już tam siedzę i w Dolinie Charlotty oglądam Festiwal Legend Rocka. Pobyt nad morzem pozbawia mnie dwóch z tarnowskich wieczorów. Wiem, żałuję. I właśnie, a propos żalu. Otóż, co jak co, ale na pewno ani przez moment nie żałowałem, że wybrałem się do restauracji Bombay Music na koncert Akustycznego Trio Drozda. Było smacznie (wszak to restauracja), ale też i bardzo radośnie muzycznie, było fajnie brzmieniowo oraz – kiedy należało – rasowo bluesowo. Ale po kolei.
Zanim muzycy pojawili się na bombajowej scenie, poświęcili mi kilka minut na rozmowę. Czasu było niewiele, więc zapytałem ich o muzyczne inspiracje. Pytanie z gatunku mocno wyświechtanych, ale przecież istotne.
Dla Kajetana – „zakręconego” gitarzysty, harmonijkarza, wokalisty, kompozytora i autora tekstów – gatunkiem najważniejszym jest zdecydowanie blues. Oprócz bluesa, tego „wilka estrady” (tak mówią o nim koledzy) mocno kręci rockabilly. Wśród najbardziej wpływowych twórców Kajetan wymienia Stevie’go Ray’a Vaughana, B.B. Kinga, Buddy’ego Guya oraz Louisa Armstronga.
Piotr Rożankowski – basista, a od pewnego czasu bardzo solidny, ba, znakomity kontrabasista wykorzystujący technikę gry „slap” – ma szerokie spektrum muzycznych upodobań, choć, jak mi powiedział, oprócz bluesa bardzo blisko mu do jazzu tradycyjnego.
Wreszcie perkusista – Paweł Rozkrut, instrumentalista zaczynający niegdyś od gry na akordeonie, absolwent szkoły muzycznej drugiego stopnia w klasie perkusji – opowiedział się zdecydowanie za jazzem i to tym – zwanym jeszcze parę dekad temu – nowoczesnym.
Ciekawe jednak, że wszystkich trzech muzyków zbliżyła, a nawet zaraziła fascynacja bluesem i, co by nie mówić, atencja dla rockabilly, jaką ma Kajetan. Zresztą w tym, co grupa gra (z rzadko dziś spotykaną pasją), są też – i to wcale nie małe – wpływy muzyki country. To wszystko razem tworzy brzmieniową mieszankę niespotykaną na polskich scenach muzycznych, mieszankę, która najzwyczajniej porywa publiczność. Warto przy tym wspomnieć, że nie bez przyczyny formacja triumfowała w Polish Blues Challange, dzięki czemu z powodzeniem reprezentowała Polskę podczas prestiżowego konkursu International Blues Challange 2011 w Memphis.
Teraz co nieco o koncercie w „Bombay’u”. Występ zaczął się od bardzo energetycznego Pride And Joy Stevie’go Raya Vaughana. Kawałek podany akustycznie, ale power, że ho, ho. Bodaj jako trzeci zabrzmiał Folsom Prison Blues – legendarny numer Johnny’ego Casha. Dalej nastąpiły dwa pochodzące ze wspomnianego krążka kawałki: Blues Hat i tytułowy Bourbon And The Blues. Przy tym pierwszym uświadomiłem sobie, że ów „hat” (w stylu Stevie’go Raya Vaughana) to ważny element scenicznego image’u Kajetana.
Wracam jednak do grania. Kiedy muzycznie zrobiło się gorąco, „poszedł” Me And Bobby McGee. Wprost „rozpajęczyli” mnie tą swoją wersją tego numeru. Finał, podany w sosie rockabilly, był tyleż radosny, ile zdumiewający. Potem nastąpił autorski ukłon w stronę challange’u w Memphis – Once I Was In Memphis. Beztroskie, ale jakże wysmakowane granie. Dalej – ponownie zabrzmiały standardy Sweet Georgia Brown i Caledonia.
Sądzę, że tego wieczoru nie tylko ja miałem sporą frajdę, słysząc doorsowkie numery, jak Love Me Two Times, a już zwłaszcza zagrany w finale Raiders On The Storm. Zresztą sam nie wiem, co w tym kameralnym koncercie było lepsze, czy Truck My Blues Away z cytatem z Satisfaction Stonesów, czy moje ulubione Green Onions – Booker T. And The MG’s, a może niewymienione wcześniej kompozycje Kajetana, ot, jak choćby My Girl Hates Rockabilly czy świetna Hell Ain’t Hot Enough.
W każdym razie, proszę Państwa, czapki z głów. Było to wyborne granie i była przednia zabawa, był frontman – „wilk estrady”, był kręcący instrumentem kontrabasista, był wymiatający miotełkami pałker. Ot, po prostu, bardzo radosny, a zarazem supersolidny show.
I jeszcze coś na koniec. Kajetan i jego koledzy to naprawdę świetni muzycy, co więcej, to muzycy, których szalenie cieszy wspólne granie. W dzisiejszym, tak szybko zmieniającym się świecie ich projekt może nie przetrwać długo, ja jednak życzyłbym sobie cieszyć się ich wspólnym graniem jeszcze przez długi czas.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o