Koncert dla Bangladeszu

0
223
borowiec1351
REKLAMA

W rzeczywistości były to dwa koncerty, które zagrano 1 sierpnia 1971 roku. Cztery dni przed tym szczytnym przedsięwzięciem George Harrison poinformował dziennikarzy, że wydawnictwo z koncertowymi nagraniami ukaże się dziesięć dni po zarejestrowaniu. Była to jednak wizja nazbyt optymistyczna, mimo że słynny producent Phil Spector zabrał się do pracy nazajutrz po koncercie.
Przyszedł do mnie przyjaciel/Miał w oczach smutek/Prosił o pomoc/Bo jego kraj umiera/I choć nie potrafiłem dzielić jego bólu/Wiedziałem, że muszę spróbować/A teraz proszę was wszystkich/Pomóżcie uratować tym ludziom życie. Takimi słowami zaczyna się utwór Bangla Desh – przebój, który zarówno w wersji płytowej, jak i filmowej zamyka ten niezwykły projekt. Niezwykły, bo Harrisonowi przejętemu tragedią mieszkańców ówczesnego Pakistanu Wschodniego (tak nazywano wtedy Bangladesz) udało się pozyskać same sławy ówczesnej sceny rockowej.
W nowojorskich koncertach, obok Harrisona wystąpili: Eric Clapton, Bob Dylan, śpiewający klawiszowcy Billy Preston i Leon Russell, perkusiści Ringo Starr i Jim Keltner, zespół Badfinger – wówczas najlepsza kapela nagrywająca dla beatlesowskiej wytwórni Apple, gitarzyści Jesse Ed Davis, Don Preston, saksofonista Jim Hom oraz uznani basiści Carle Radle i Klaus Voorman (zespól Manfreda Manna i The Plastic Ono Band). Niektórzy z tych muzyków pracowali wcześniej z Harrisonem przy rejestracji materiału do płyty All Things Must Pass. Egzotyczną ozdobą koncertów stały się występy grupy Ravi’ego Shankara, hinduskiego muzyka, mistrza gry na sitarze. Występy te rozpoczynają zarówno film, jak i wydawnictwo płytowe.
Zespól gwiazd może i nie stanowił muzycznego monolitu, ale każdy z muzyków doskonale wiedział, co do kogo należy. To rzeczywiście dało się słyszeć. Nawet ówczesny heroinista Clapton, który momentami sprawiał wrażenie, jakby trzymał się swojej gitary (zresztą zasłabł na scenie), radził sobie bardzo przyzwoicie.
Na początek rockowego występu (na płytach otwierał drugą stronę pierwszego krążka) zabrzmiał mocny, dynamiczny numer Harrisona Wah Wah, gdzie gitary (w tym fender George’a) i dwie perkusje zostały świetnie wsparte dęciakami z saksofonem tenorowym Jima Homa w roli głównej. Zresztą trzeba przyznać, że to pełne, bogate brzmienie, podobnie jak na płycie All Things Must Pass, także i tutaj zawdzięczać należy znakomitemu Philowi Spectorowi. Słyszy się to również dzisiaj.
Gdy ogląda się zapis DVD tego koncertu, można stwierdzić, że Harrison, który publicznie wystąpił po raz pierwszy od koncertu z Beatlesami w 1966 roku, w Madison Square Garden był w szczytowej formie. Po Wah Wah z sobie właściwym wdziękiem, zagrał My Sweet Lord, a potem dynamiczny kawałek Awaiting On You All. Podczas koncertu Harrison zagrał bodaj wszystkie swoje najlepsze kompozycje, zarówno te z okresu Beatlesów (Something, While My Guitar Gently Wheeps), jak i te z wydanego rok wcześniej albumu All Things Must Pass.
Swoje pięć minut mieli także inni muzycy, oczywiście poza Bobem Dylanem, który zagrał tu zdecydowanie więcej. Na płytach wydano w jego wykonaniu pięć numerów. Wśród nich znalazły się tak legendarne kawałki jak: Blowin’ The Wind, A Hard Rain’s A Gonna Fall, czy Just Like A Woman.
Interesująco zabrzmiała mieszanka utworów Jumping Jack Flash oraz Young Blood, w której główną role odegrał Leon Russell. Ringo Starr całkiem zgrabnie wybębnił i nieźle zaśpiewał swój przebój It Don’t Come Easy. Zresztą każda z gwiazd była wówczas pełnowartościowym członkiem dobrze i równo grającego bandu.
Magazyn Rolling Stone tuż po koncertach nazwał projekt Harrisona błyskotliwym przypomnieniem tego, co było najlepsze w latach sześćdziesiątych. Być może właśnie ta nostalgia za minioną epoką pozwoliła Harrisonowi i organizatorom dopiąć celu, jaki przed sobą postawili. Przeszło 20 tysięcy widzów zapewniło 250 tysięcy dolarów dochodu ze sprzedaży biletów. Sumę tę wielokrotnie powiększyły wpływy ze sprzedaży albumu i filmu dokumentującego wydarzenie. Kasę zasiliły także pieniądze pochodzące ze sprzedaży singla z piosenką Bangla Desh. W sumie zebrano ponad 15 milionów dolarów, a sam pomysłodawca i organizator całego przedsięwzięcia otrzymał medal ONZ.
Po latach, na wzór nowojorskich koncertów Harrisona, zrodziły się przedsięwzięcia takie jak Live Aid, a także nasza rodzima Orkiestra Świątecznej Pomocy.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments