Królowa big‑beatu

0
81
REKLAMA

Dobrze, że córka Ady – Ania, potrafi dziś, i to z sukcesem, przywołać muzyczny klimat czasów, w których jej słynna mama święciła triumfy. Choć wszystko już było, zgrabna i powabna Ania Rusowicz robi to bardzo dobrze, a w dodatku dysponuje głosem nie gorszym niż śp. Adriana. To jednak jest inna, całkiem współczesna historia.
Franciszek Walicki – założyciel Niebiesko‑Czarnych, zespołu, z którym Ada Rusowicz przez lata była związana – pisał: Z zakamarków wspomnień wydobywam obraz młodej, przystojnej dziewczyny o wyrazistych oczach, pogodnym usposobieniu i ciekawym głosie. Była obdarzona wyjątkowym talentem. Nigdy jednak nie zabiegała o popularność, nie pozowała na gwiazdę i nie rozpychała się łokciami w drodze do sławy.
Urodzona w Wilnie w 1944 roku artystka miała dziewiętnaście lat, gdy została odkryta przez Niemena. Niemen napisał dla niej kilka wczesnych przebojów, takich jak Duży błąd i Hej, dziewczyno, hej. Skomponował także i te późniejsze, jak choćby najbardziej znany Za daleko mieszkasz miły oraz Nie pukaj do moich drzwi.
Jako wokalistka Adriana Rusowicz zadebiutowała jesienią 1963 roku w trio Niebieskie Pończochy, które zostało utworzone na wzór amerykańskich żeńskich grup wokalnych. Właśnie w Niebieskich Pończochach towarzyszyła Niemenowi w jego pierwszych nagraniach. Wkrótce jednak została solistką Niebiesko‑Czarnych. Współpraca z tą słynną formacją trwała aż do jej rozwiązania w 1976 roku i zaowocowała wieloma przebojami. Z grupą artystka wystąpiła w programach telewizyjnych, w filmie fabularnym Jerzego Passendorfera Mocne uderzenie, w filmie muzycznym Kulig oraz w filmach krótkometrażowych Przekładaniec i Mogło być inaczej. Koncertowała w wielu krajach zachodniej Europy, a także w USA i Kanadzie.
Adriana Rusowicz z powodzeniem śpiewała zarówno nieskomplikowane, łatwo wpadające w ucho piosenki, jak też „poważne kawałki” z repertuaru Arethy Franklin i Janis Joplin (Respect, Me And Bobby McGee) oraz – jak to się wtedy określało – ambitne songi. To ostanie zostało przez nią udowodnione podczas występów w gdyńskim Teatrze Muzycznym w legendarnej polskiej rock‑operze Naga, utrwalonej w nagraniach Niebiesko‑Czarnych w roku 1972. Z dwudziestu dwóch utworów wydanych na dwóch winylowych krążkach Ada zaśpiewała trzynaście.
Witold Filler, wytrawny znawca polskiej estrady, w końcu lat 90. tak m.in. opisywał artystkę: Swoją młodzieżową urodą zdobiła estradowe popisy Niebiesko‑Czarnych. A przypomnieć by należało, że scenariusz koncertu big‑beatowego wyznaczał soliście o wiele bardziej odpowiedzialną funkcję, niż dzieje się to dziś. Koncert był w gruncie rzeczy rewią numerów solowych, grupa zabezpieczała głównie akompaniament.
Filler – odnosząc się do rywalizacji w latach 60. Niebiesko‑Czarnych z Czerwono‑Czarnymi – pisał, że ci drudzy postawili na powaby swoich solistek w osobach Kasi Sobczyk i Karin Stanek – obie utalentowane, ale obie, choć w różny sposób dziewczyńskie. Niebiescy nastawili się, dla kontrastu, na solistki sexy. I takimi były Helena Majdaniec oraz Ada Rusowicz – jasna, wysoka, roztańczona, o silnym głosie. Jej piosenki odwoływały się do radości życia, kokietowały publiczność swym – niezbyt zresztą perwersyjnym – erotyzmem.
Po rozpadzie Niebiesko‑Czarnych Rusowicz występowała z mężem, wcześniejszym solistą i kompozytorem tej formacji – Wojciechem Kordą, tworząc duet Ada i Korda. W roku 1977 wylansowała z nim przebój Masz u mnie plus. W duecie śpiewała do roku 1980. Potem wycofała się z estrady.
Niewątpliwym sukcesem okazały się jej występy w sopockiej Operze Leśnej (w latach 1986 i1987) podczas koncertów dinozaurów Old Rock Meeting. Rusowicz udowodniła, że jeśli artysta ma prawdziwy talent, to estradowe powroty są możliwe. Niestety, późnym wieczorem 1 stycznia 1991 roku rozpędzony fiat uno turbo gti najpierw ściął trzy stalowe słupki, dzielące ulicę Dąbrowskiego w Poznaniu na dwa pasma, potem uderzył w betonową podstawę latarni i ostatecznie roztrzaskał się na drzewie. Spośród czterech osób jadących samochodem jedna zginęła na miejscu, dwie zmarły w szpitalu, jedynie Wojciech Korda, siedzący obok kierowcy, cudem uniknął śmierci. Kierowca fiata i Adriana Rusowicz zmarli, nie odzyskując przytomności. W tydzień później na poznańskim cmentarzu tysiące oddanych sympatyków pożegnało Adę.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o