Legenda southern rocka

0
63
borowiec1449
REKLAMA

Zalążków grupy – jednej z najbardziej zasłużonych w historii amerykańskiego rocka – należy szukać w połowie lat 60. Wówczas to Gary Rossington i jego dwóch szkolnych kumpli – Ronnie Van Zant oraz Allen Collins, zaczęli wspólne muzykowanie. Chłopcy grali pod różnymi szyldami na szkolnych potańcówkach i w lokalnych pubach. Na początku lat 70. zespół występował już pod nazwą Lynyrd Skynyrd, która powstała jako zniekształcone imię i nazwisko nauczyciela Leonarda Skinnera – szkolnego prześladowcy uczniów z długimi włosami.
W 1972 roku band został zauważony przez znanego muzyka i producenta Ala Koopera, który niemal natychmiast podpisał z nim kontrakt. Rok później powstał świetny debiutancki album Pronounced Leh‑nerd Skin‑nerd, na którym znalazła się kompozycja Free Bird poświęcona legendarnemu gitarzyście z Południa – Duane’owi Allmanowi. Według Rossingtona było z nią tak: Allen miał ułożone akordy już od pół roku, ale Ronniemu nie pasowały. Pewnego dnia kręciliśmy się po domu, no i Allen, i ja zaczęliśmy znów grać ten temat. Nagle Ronnie krzyknął: Hej! Wspaniale! W ciągu następnych dwudziestu minut mieliśmy już całą melodię, oprócz finałowego jamu, który narodził się dopiero podczas nocnego grania w klubach.
Ronnie Van Zant był prawdziwym rockandrollowcem, nie tylko jako twórca, ale także jako człowiek. Jak twierdzi Rossington: Większość swoich tekstów ułożył albo jeżdżąc samochodem po okolicy Jacksonville, albo pod prysznicem. Tworzył tak wszystko: melodię, teksty, wersy, zwrotki.
Druga płyta zespołu Second Helping szybko zdobyła status złotej. Na krążku znalazły się takie kawałki jak otwierający koncerty Working For MCA, znakomita wersja kompozycji J.J. Cale’a – Call Me The Breeze, a przede wszystkim legendarny hit Sweet Home Alabama, z czasem sztandarowy utwór zespołu. Kawałek ten, co warto wiedzieć, powstał jako riposta na ośmieszające Południowców piosenki Neila Younga – Southern Man i Alabama. Zresztą mentalna „południowość”, a wizualnie sztandar Konfederatów skutecznie współtworzyły legendę Lynyrd Skynyrd. Przy tym wszystkim Skynerdzi pozostawali bezkompromisowi, w wypowiadaniu swoich poglądów ostrzy byli nie tylko na scenie, ale także poza nią. Celował w tym zwłaszcza Ronnie, który często na poparcie swoich argumentów używał najzwyczajniej pięści.
Steve Gaines z kolei, który znalazł się w zespole już po nagraniu płyty Gimme Back My Bullets, był przede wszystkim świetnym muzykiem. Był naprawdę dobry, inspirował nas – tak twierdzi Gary Rossington. Kiedy przyłączył się do zespołu, tkwiliśmy w miejscu. Potrzebowaliśmy jakiegoś nowego źródła inspiracji (…) Gitara była jak jego trzecia ręka. Za każdym razem, kiedy wchodziliśmy do jego domu lub pokoju hotelowego, trzymał przy sobie swojego czarnego Les Paula. Potrafił jeść posiłek z gitarą przewieszoną przez ramię. Mógł też oglądać z nią telewizję, grając podczas reklam.
20 października 1977 roku Lynyrd Skynyrd koncertował w Greenville Memorial Auditorium. Po koncercie członkowie zespołu wraz z ekipą towarzyszącą udali się na lotnisko, skąd samolotem z Greenville (Południowa Karolina) mieli udać się do Baton Rouge w Luizjanie. Na tę okoliczność został wyczarterowany czterdziestoosobowy, turbośmigłowy samolot Convair CV‑240. Podczas lotu doszło do awarii. Pilot postanowił wylądować awaryjne na małym lotnisku. Niestety, zaledwie 200 jardów od pasa startowego, w lesie, niedaleko Gillsburga w Missisipi, doszło do katastrofy. W jej wyniku zginął Ronnie, obok niego gitarzysta Steve Gaines, jego – śpiewająca w chórkach – siostra Cassie, menedżer zespołu Dean Kilpatrick, pilot Walter McCreary oraz drugi pilot William Gray.
Trzynaście lat po śmierci Ronnie’go i Steve’a odszedł również Allen Collins, który ostatnie cztery lata życia spędził na wózku inwalidzkim. We wrześniu 1987 roku pojawił się „nowy” Lynyrd Skynyrd z wokalistą Johnnym Van Zantem – młodszym bratem Ronniego.
Niestety, w lipcu 2001 roku zmarł grający od początku w zespole basista Leon Wilkeson. Ean Evens, który go zastąpił, odszedł osiem lat później, a przed nim, w styczniu 2009 roku, atak serca przeniósł w zaświaty Billy’ego Powella, klawiszowca grającego w zespole od 1972 roku.
Tragiczne koleje losu nie zniszczyły jednak kapeli, formacja wciąż istnieje i, co więcej, jest ponoć w dobrej formie.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments