Letnie hity lat 70.

0
73
Zespół Dwa Plus Jeden
Zespół Dwa Plus Jeden

Na początku lipca było o letnich przebojach lat sześćdziesiątych.
Dziś dekada następna. Czasy, kiedy w gierkowskim PRL-u żyło się ciut dostatniej i jakby odrobinę „zachodnio”.
Lata siedemdziesiąte minionego stulecia przyniosły w dziejach polskiej muzyki popularnej wiele wartościowych, ponadczasowych nagrań. Dotyczyło to zarówno rocka, jak i jazzu, ale również piosenki.
W maju 1971 roku Radiową Piosenką Miesiąca został przebój Alibabek – o frywolnym i odważnym zarazem tytule – Tango zalotne przeleć mnie. Numer był bardzo popularny i był szlagierem wielu kurortowych dancingów tamtego lata, a to, że w ustach wczasowiczek słowa piosenki brzmiały, jak na tamte czasy, nader prowokująco, było już inną sprawą.
W tym samym roku w Kołobrzegu, na kolejnym Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, mimo że Złoty Pierścień zdobyli Trubadurzy (za piosenkę Nie ma taty, nie ma mamy), to furorę zrobiła piosenka Maryli Rodowicz – Powołanie. Nasza eksportowa gwiazda śpiewała w niej o tym, że gdy piosenka szła do wojska to śpiewała cała Polska, ba, nawet w czołgu śpiewał motor. Maryla śpiewała, Polska śpiewała, a kołobrzeska widownia bujała się raz w lewo, raz w prawo.

W sierpniu tego samego roku ciągle wtedy młode Czerwone Gitary piosenką W drogę zdobyły tytuł Radiowej Piosenki Miesiąca.
W 1972 roku, na szóstym z kolei festiwalu w Kołobrzegu, Złoty Pierścień wyśpiewał sobie zespół Dwa Plus Jeden z przyciągającą męskie spojrzenia Elżbietą Dmoch w roli głównej. Nagrodzone Czerwone słoneczko Polacy śpiewali wkrótce zarówno na zakrapianych imprezach, jak i w piaskownicach. I tu coś a propos tamtego lata. W lipcu 1972 roku pojawił się pierwszy numer miesięcznika Non Stop, który mimo fatalnej szaty graficznej spełniał ważną rolę na skrajnie ubogim peerelowskim rynku prasowo-muzycznym.
Latem roku 1973 śpiewało się w Polsce przynajmniej kilka piosenek. Jedną z najbardziej popularnych była Diabeł i raj – hit Maryli Rodowicz, którym zdobyła Grand Prix du Disque podczas XIII Festiwalu Piosenki w Sopocie, festiwalu rzecz jasna – międzynarodowego – co wówczas zawsze było podkreślane.

W Kołobrzegu natomiast podobało się Bractwo Kurkowe Piotra Janczerskiego. Kapela wywalczyła Srebrny Pierścień koniunkturalną – i w gruncie rzeczy – piosenką z nieprawdziwym tekstem W wojsku nie jest źle. Gdzie, jak gdzie, ale – mimo olbrzymich środków (na propagandę zwłaszcza) – w ówczesnym wojsku nie było dobrze.
Kolejny rok przyniósł nagrodzony w Opolu przebój Radość o poranku. Jak dobrze wstać skoro świt, jutrzenki blask duszkiem pić – śpiewała Marlena Wiśniewska z Grupą I. Z perspektywy czasu wypada stwierdzić, że był to bodaj najbardziej optymistyczny szlagier tamtej dekady i rzeczywiście potrafił wzbudzić pozytywne wibracje. Tego samego roku bardzo popularny już wówczas zespół Dwa Plus Jeden odebrał w Sopocie Złotą Płytę za krążek zatytułowany Nowy, wspaniały świat.
Latem 1974 sporą popularnością cieszyła się także piosenka Haliny Frąckowiak – Panna pszeniczna, która w lipcu i sierpniu plasowała się w czołówce Listy Przebojów Rozgłośni Harcerskiej, ważnej niemal tak, jak w latach osiemdziesiątych Lista Przebojów Programu Trzeciego.

W czerwcu 1976 roku podczas XIV Festiwalu Piosenki w Opolu Nagroda Główna przypadła Józefowi Skrzekowi i Julianowi Matejowi za piosenkę Pieśń Gejry w wykonaniu Haliny Frąckowiak i grupy Hokus. To oczywiście nie był jakiś wielki hit, ale była to kompozycja ze wszech miar szlachetna.
Wróćmy jednak do Sopotu. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych festiwal sopocki zmienił się, w ślad za konkursem Eurowizji, w konkurs Interwizji. Imponujące rozmachem scenicznym przedsięwzięcie miało pokazać potęgę socjalistycznej telewizji. Ale pal licho politykę. W 1977 roku, właśnie podczas takiej międzynarodowej imprezy, drugą nagrodę wyśpiewały Czerwone Gitary piosenką Nie spoczniemy. W tym wróżbiarsko-osobistym numerze można było usłyszeć:

Za pikowym czarnym królem drugi król./Nie pocieszony mija czas,
Bo za jednym czarnym asem drugi as./Czy warto było wierzyć w nas,
Może warto, lecz tą kartą źle grał czas./Nie spoczniemy, nim dojdziemy,
Nim zajdziemy w siódmy las.

Dekada lat siedemdziesiątych kończyła się bardzo sympatycznym letnim hitem, autorstwa Andrzeja Sikorowskiego. W 1979 roku Sikorowski i Grupa Pod Budą zdobyli za Bardzo smutną piosenkę retro wyjątkowe uznanie opolskiej publiczności.
Natomiast w sierpniu 1979 roku na XIX Festiwalu w Sopocie Nagroda Główna została przyznana Czesławowi Niemenowi za piosenkę Nim przyjdzie wiosna. To, podobnie jak w przypadku Pieśni Gejry, nie był hit w tradycyjnym rozumieniu, ale na pewno jedna z wartościowszych kompozycji tamtej dekady.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o