11 stycznia smutne wieści napłynęły z Walii. W wieku 71 lat zmarł wokalista, basista i zarazem lider legendarnego zespołu Budgie, Burke Shelley.
Dwa lata temu muzyk wyznał, że wykryto u niego tętniaka aorty. W tamtym też czasie, w wywiadzie dla Wales Online, wyjawił również, że cierpi na zespół Sticklera – zaburzenie genetyczne, które –jeśli nie zostanie usunięte operacyjnie, może spowodować poważne problemy ze wzrokiem, słuchem i stawami. Shelley, w obawie przed możliwymi a nieodwracalnymi uszkodzeniami kręgosłupa, nie poddał się operacji. Chcę żyć tym, co mi pozostało i nie być kaleką. Mam wiarę w Boga i nie martwię się o to, dokąd pójdę. Pójdę tam, gdzie On zdecyduje się mnie zabrać, a w międzyczasie będę robił to, co chcę robić. To proste – mówił wtedy pełen optymizmu.
Gdy w latach osiemdziesiątych Burke Shelley grywał za grosze w klubach swojego rodzinnego Cardiff, jego dawne kompozycje przeżywały prawdziwy renesans. Zespół Iron Maiden sięgnął po I Can’t See My Feelings (z płyty Bandolier). Dwie inne kompozycje: Breadfan (krążek Never Turn Your Back On A Friend) oraz Crash Course In Brain Surgery (płyta In For The Kill) nagrała Metallica. Natomiast Van Halen podczas swoich koncertów z powodzeniem wykonywał numer In For The Kill. Muzycy wielu zespołów, takich jak choćby Soundgarden, zaczęli się wypowiadać o Budgie jako o jednej z najbardziej inspirujących grup w historii metalu. Lepiej późno niż wcale. Jednak my w Polsce doceniliśmy Shelleya i jego Budgie dużo, dużo wcześniej. Shelley miał też za co doceniać Polaków. W listopadzie 2010 roku miał koncertować u nas, a potem w Czechach. Poczuł się jednak bardzo źle, wtedy zaprzyjaźniony zielonogórski lekarz Marek Chlamtacz zdiagnozował u niego tętniaka. Shelley przeszedł błyskawiczną operację w szpitalu specjalistycznym w Wejherowie, po czym stopniowo wracał do zdrowia. Za to wydarzenie podziękował na swojej stronie internetowej fanom oraz Bogu, pisząc: thanks to God the Father and Jesus Christ my saviour and the Holy Spirit.
Rok wcześniej widziałem Shelleya na scenie dwukrotnie. Pamiętam, że podczas koncertu w krakowskim klubie Loch Ness, gdy miała zabrzmieć klasyczna kompozycja – Parents, muzyk, patrząc na mnie, zwrócił się słowami: a teraz coś dla rodziców, takich jak ty. Nie było w tym nic dziwnego, bo z osób stojących tuż pod sceną byłem najstarszy, mimo że wtedy nie miałem jeszcze pięćdziesiątki. Po raz wtóry zobaczyłem go podczas sierpniowej odsłony Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty. Wraz ze swoim Budgie dał tam znakomity koncert. Występ pozostawił na tyle świetne wrażanie, że można było sądzić, iż wkrótce Shelley, przy wsparciu Craiga Goldy’ego na gitarze oraz Steve’a Willimasa na bębnach, wyda solidny album. Tak się jednak nie stało.



![Alarm pożarowy na budowie przy ul. bł. Karoliny. Na miejscu straż pożarna i policja [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/IMG_20260413_085024-218x150.jpg)
![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)
















