9 marca minie 55 lat od wydania albumu Love It to Death – trzeciego, jaki firmował Alice Cooper. Krążek okazał się ważny nie tylko w dyskografii artysty i jego zespołu, ale też rocka w ogóle.
Alice Cooper czyli Vincent Damon Furnier urodził się w 1948 roku w Detroit. Uważany jest za jednego z pionierów fuzji rocka z elementami teatru, musicalu i… horroru, a co za tym idzie umieszcza się go wśród prekursorów gatunku, który w latach 70. nazwano shock rockiem. Za pseudonim posłużyło Furnierowi imię i nazwisko XVII-wiecznej czarownicy, a zespół, który początkowo działał jako The Spiders, określał jako garażową formację z mnóstwem naprawdę przerażających pomysłów. Określenie to stosownie uzupełniał mówiąc: W naszej twórczości zawsze był obecny pierwiastek teatralności (…).
Wychowywaliśmy się na telewizji i kinie, było więc rzeczą naturalną, że będzie to słychać w naszej muzyce. W tamtych latach było to nowatorskie podejście.
Ciekawe, że za sceniczną prowokacją krył się człowiek o dużej świadomości medialnej i niemałym poczuciu humoru. Furnier rozumiał, że rock to nie tylko dźwięk, ale i przedstawienie. Podczas występów miewał na sobie kostium ze sztucznymi plamami krwi, pojawiał się w kaftanie bezpieczeństwa, rozdzierał laleczki, atakował manekiny, a wśród rekwizytów były: krzesło elektryczne, gilotyna, fotel dentystyczny, a także stół chirurgiczny.
Swoimi show artysta wprawiał w szok stróżów moralności, przez co musiał się mierzyć z zarzutami o deprawowanie młodzieży i praktykowanie satanizmu. Ostrzał dosięgnął nawet jego ojca. Ten jednak stanął po stronie syna twierdząc: Mój syn nie jest satanistą, a w tym co robi jest sporo humoru. Po latach, na łamach miesięcznika Tylko Rock Cooper tłumaczył: Na żadnej z moich najbardziej szokujących płyt nie znajdziesz nic, co byłoby wymierzone przeciwko religii. Nie znajdziesz nic bluźnierczego.
Na przełomie lat 60. i 70. zespół Alice Cooper funkcjonował już na amerykańskiej scenie rockowej, ale wciąż pozostawał formacją bardziej intrygującą niż popularną. Dwa pierwsze albumy – Pretties for You (1969) i Easy Action (1970) – zdradzały fascynacje psychodelią i rockiem eksperymentalnym, jednak dopiero Love It to Death stał się wydawnictwem przełomowym. Tuż wcześniej zaproszono do współpracy młodego producenta Boba Ezrina, który pomógł uporządkować kompozycje, skrócić formy i wydobyć z nich to, co najbardziej komunikatywne.
Najważniejszym utworem okazał się I’m Eighteen trafiający w czuły punkt młodej publiczności. Tekst o niepewności wieku przejściowego i muzyka balansująca między garażową surowością a chwytliwym refrenem sprawiły, że nagranie stało się hymnem amerykańskich nastolatków. Singel wspiął się wysoko na listach przebojów i po raz pierwszy w istotny sposób zwrócił uwagę rynku na zespół.
Cała płyta była zresztą krokiem w stronę bardziej zwartego hard rocka. Utwory takie jak Caught in a Dream czy Long Way to Go łączyły prostotę z energią, a przy tym zachowywały pewien mroczniejszy rys, który z czasem stał się znakiem rozpoznawczym grupy.
Trzeba przyznać, że sukces komercyjny Love It to Death miał dla kariery zespołu znaczenie fundamentalne. Album uzyskał status złotej płyty w USA, a Alice Cooper z formacji, co prawda, w pewnych kręgach kultowej, zaczął przeobrażać się w grupę szeroko rozpoznawalną, która wkrótce weszła do rockowej ekstraklasy. Historia rocka zna wiele albumów przełomowych, lecz nie każdy z nich od razu zmieniał pozycję artysty. Krążek Love It to Death zrobił to – otworzył drzwi do popularności, nie odbierając zespołowi tożsamości. A to w dziejach gatunku wcale nie tak wielu rockmanom się to udało.
![Ostatnie przygotowania do patriotycznych obchodów w Tarnowie [ZDJĘCIA] Obchody patriotyczne](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Obchody-patriotyczne-6-scaled.jpg)






![Sierpniowe wycieczki enomeleksem także do gminy Ryglice [ZDJĘCIA] Enomeleks gmina Ryglice](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/08/Enomeleks-gmina-Ryglice-4-218x150.jpg)













