Mister Rodgers

0
77
REKLAMA

Zobaczyć Paula Rodgersa na żywo, w akcji podczas koncertu, było moim marzeniem od kilkudziesięciu lat. To marzenie spełniło się dopiero w tym roku. Jego pierwszy w Polsce koncert – podczas Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty – pozostawił ogromne wrażenie.
Kiedy, bodaj jako trzynastolatek, po raz pierwszy usłyszałem, jak Rodgers śpiewa All Right Now, od razu zaliczyłem go do grona moich ulubionych wokalistów, a zespół Free, co oczywiste, do moich pierwszoligowych kapel.
Paul przyszedł na świat w Middlesborough jako czwarte dziecko i zarazem pierwszy syn w rodzinie robotnika portowego. Według rodzinnych opowieści prapradziadek Paula był hiszpańskim piratem, który osiedlił się w Anglii i poślubił pewną Irlandkę. Kiedy Paul skończył 12 lat, ojciec – w ramach prezentu urodzinowego – kupił mu sześciostrunową gitarę akustyczną. Ciekawostką pozostaje fakt, że w swoich pierwszych szkolnych zespołach Paul wcale nie był wokalistą, grywał raczej na basie.
W 1968 roku przyszedł czas na założenie zespołu Free i wydanie pierwszej jego płyty Tons Of Sobs. Trzeci z kolei krążek formacji – Fire And Water, uważany przez wielu za opus magnum grupy – ukazał się w czerwcu 1970 roku. Otwierała go kompozycja tytułowa, będąca, tak jak większość na płycie, dziełem spółki Fraser‑Rodgers, poza nią znalazły się tu między innymi tak znakomite numery jak Heavy Load, Mr. Big czy hiciorski All Right Now.
Potem były kolejne krążki (Highway, Heartbreaker, Free Live), kolejne trasy koncertowe. Rodgers potrafił trzymać zespół w ryzach i dawał sobie radę nawet wówczas, gdy przyszło mu zastępować na gitarze naćpanego i niezdolnego do gry, znakomitego skądinąd Paula Kossoffa. Kiedy zespół Free, pozostawiwszy po sobie przynajmniej trzy krążki należące do kanonu rocka, musiał się rozpaść – Rodgers nie złożył broni. Założył Bad Company.
W tamtych latach mianem supergrupy określano zespoły, które zostały utworzone przez eksczłonków innych cenionych bandów. Tak było w przypadku Bad Company. Do składu tej superformacji Rodgers pozyskał najpierw gitarzystę Micka Ralphsa – grającego wcześniej w popularnej grupie Mott The Hoople. Potem do muzyków dołączył dobry, sprawdzony kumpel Rodgersa z Free – perkusista Simon Kirke, a po nim basista zespołu King Crimson – Boz Burrell. Rodgers w dość krótkim czasie udowodnił z kolegami, że Bad Company jest w stanie dorzucić do kanonu rocka kolejne krążki. Z całą pewnością są to dwie pierwsze płyty formacji (Bad Company, Straight Shooter), a – po namyśle – należałoby dorzucić jeszcze trzecią (Run With The Pack) i czwartą (Burnin’ Sky).
Gdy na jakiś czas Rodgers zostawił Bad Company, jego kariera wcale nie przygasła. Płyty solowe jubilata ukazywały się od roku 1983. Wśród nich są takie krążki jak Muddy Water Blues, Now czy Electric. Jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych artysta stworzył wspólnie z Jimmym Pagem (Led Zeppelin) ciekawy projekt pod nazwą The Firm.
W 2005 roku jubilat zaskoczył świat występami z Brianem Mayem i Rogerem Taylorem, które firmowano jako Queen + Paul Rodgers. Jednak nie próbował śpiewać tak, jak to robił Mercury. Dowiódł, że wokalne popisy w soulowo‑rhythmandbluesowych klimatach są mu zdecydowanie bliższe. Przygoda z zespołem Queen pokazała dobitnie, jak świetną formą dysponuje, jak jest przygotowany do koncertów kondycyjnie i na ile głosowo góruje nad innymi wokalistami‑dinozaurami. Oczywiście znaleźli się malkontenci, i to nawet bardzo poważni, którzy, będąc wielbicielami Mercury’ego, nie za bardzo mogli uznać to, że Rodgers – mimo wszystko – wcale nie mierzy się z „Fredkiem” i po prostu interpretuje numery po swojemu. Nie chcieli też chyba dostrzec tego, że jego „czarniawy” głos to klasa sama w sobie. Klasa bez względu na to, czy śpiewa All Right Now, kawałki Bad Company, czy piosenki Freddie’go.
Jimmy Page powiedział o Rodgersie: to najznakomitszy talent w naszej muzycznej kategorii, Brain May stwierdził, że jest to po prostu najwspanialszy występujący na żywo bluesrockowy wokalista.
Czekam na kolejne występy artysty w Polsce, ot, choćby z zespołem Bad Company. Chętnie posłuchałbym też jego nowych nagrań, bo singel With Our Love, z którego dochód ze sprzedaży artysta przeznaczył na cele charytatywne, tylko zaostrzył apetyt. Jedno jednak jest pewne. Otóż, Mr. Rodgers, polscy fani z okazji urodzin życzą stu lat w zdrowiu oraz pełnych poweru występów w niezmiennie znakomitej dyspozycji głosowej.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o