Mroczny rockman z Nowego Jorku

0
63
borowiec1909
REKLAMA

Miałem jakieś 14 lat, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z nagraniami Reeda. To nie był przebojowy twórca, a jednak jego piosenki w rodzaju Sweet Jane, Sally Can’t Dance czy Walk On The Wild Side potrafiły zaintrygować nastolatka specyficznym, surowym brzmieniem. Wtedy kompletnie nie wiedziałem, że artysta był pionierem amerykańskiego undergroundu. Nie mogłem też mieć pojęcia o tym, że wkrótce zostanie uznany ojcem chrzestnym punkrocka.
Lou Reed miał zostać artystą parającym się muzyką poważną. Stało się jednak inaczej. Kiedy w drugiej połowie lat sześćdziesiątych wraz z grupą The Velvet Underground pojawił się kręgach nowojorskiej bohemy, wyprzedził swoją epokę. Zdeformowane brzmienia gitar, jednostajny rytm, zaskakujące garażowe melodie i cyniczne, prowokacyjne teksty intrygowały. Jego muzyczne opowieści odsłaniały mroki życia wielkiego miasta, mówiły o ludziach z marginesu i outsiderach wiodących żywot w samotności.
Artysta urodził się na nowojorskim Brooklynie w dobrze sytuowanej rodzinie. Jako nastolatek pobierał lekcje gry na fortepianie i gitarze. Od połowy lat pięćdziesiątych występował z amatorskimi kapelami rockandrollowymi, debiutując w 1957 roku w studio, gdzie z zespołem The Jades nagrał singla z utworami So Blue i Leave Her For Me. Swoje nastoletnie muzykowania wspominał tak: od czternastego roku życia grałem rock and rolla z zespołami, które występowały w knajpach. To fakt, który wiele o mnie mówi. Gdy ktoś pyta o moje dzieciństwo, odpowiadam: dorastałem w knajpie. Każdego dnia, gdy tylko wyszedłem ze szkoły, szedłem do knajpy, w której grałem z kolegami rock and rolla.
Miłość do muzyki nie przeszkodziła mu jednak w nauce. Na Syracuse University studiował na wydziałach filmowym i teatralnym, a potem w Nowym Jorku ukończył kurs dziennikarski. Jak się po latach okazało, jego ciągoty literackie zaowocowały dobrymi, często drapieżnymi tekstami piosenek.
Przez pewien czas, już po edukacji na uniwersytecie, Reed podjął pracę kompozytora w wytwórni Picwick Records. Temat The Ostrich z roku 1965, będący ironicznym pastiszem ówczesnych tanecznych przebojów, zainteresował szefów wytwórni. Reed stworzył grupę The Primitives i nagrał kawałek na singlu. W kapeli grał już wówczas John Cale, który po latach, podobnie jak Reed, stał się legendą nowojorskiej bohemy.
W 1965 roku Reed przemianował The Primitives na The Velvet Underground, zespół, który do dzisiaj uchodzi za czołowy band w historii rockowej awangardy. Warto podkreślić, że Andy Warhol na tyle zafascynował się jego muzyką, że objął nad nim patronat i zaprosił go do udziału w cyklu multi‑media show zatytułowanym The Exploding Plastic Inevitable. Pierwsza płyta formacji, ozdobiona przez Warhola wizerunkiem banana na okładce, sporo zawdzięczała Reedowi. Był kompozytorem lub współkompozytorem zawartych na niej utworów i autorem wszystkich tekstów.
W 1970 roku Reed odszedł z Velvet Underground, dwa lata później ukazała się jego płyta zatytułowana po prostu Lou Reed, nagrana w Londynie z udziałem Steve’a Howe i Ricka Wakemana (muzycy zespołu Yes).
Nad nagraniem kolejnego longplaya – Transformer, czuwał już Dawid Bowie. Utrzymany w dekadenckim nastroju album zaowocował m.in. utworem Walk On The Wilde Side. Ten drastyczny w wymowie kawałek zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Stanach Zjednoczonych osiągnął w 1973 roku miejsce w Top Twenty.
W latach siedemdziesiątych Reed wydawał płyty zróżnicowane stylistycznie. Jego zwarte, muzycznie oszczędne płyty koncertowe, jak Rock And Roll Animal, sąsiadowały z płytami takimi jak Berlin czy Metal Machine Music. Ta pierwsza była w zamyśle rockową operą, która wg Reeda: gdy trafiła na rynek, została uznana za najgorszy album w dziejach. Obiektywnie jednak robiła wrażenie podniosłym nastrojem oraz wysmakowanymi aranżacjami. Niestety tworzący jej cykl songów obracających się wokół narkotyków, seksu, perwersji i śmierci nie przysporzył Reedowi szerszego uznania.
Po latach krytyka bardzo przychylnie podeszła do kolejnych płyt artysty, takich jak: New York, Set The Twilight Reeling czy Ecstasy.
Na koniec jeszcze jedno, Reed nigdy nie uchodził za gitarowego wirtuoza, a jednak w 2003 roku magazyn Rolling Stone sklasyfikował go na 52. miejscu listy 100 najlepszych gitarzystów wszech czasów.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o