Niech krwawi

0
89
REKLAMA

album Let It Bleed zespołu The Rolling StonesW minioną sobotę minęło 51 lat od dnia, w którym ukazał się album Let It Bleed zespołu The Rolling Stones. W dyskografii bandu krążek zalicza się do najlepszych.
W czasach mojej nastoletniej, ale i tej bardziej dojrzałej młodości płyta Led It Bleed (Niech krwawi) docierała do mnie kawałek po kawałku. Zapewne dlatego przez lata nie umiałem w pełni docenić jej wartości. Cóż… lepiej późno.

W historii fonograficznych dokonań Stonesów na rynku brytyjskim płyta uważana jest za ósmą lub (jeśli liczyć dodatkowe wydawnictwa) za dziewiątą, a nawet dziesiątą.
Materiał, który ją wypełnił był rejestrowany od listopada 1968 roku przez dwanaście kolejnych miesięcy. Prace toczyły się w studiach nagraniowych Olympic w Londynie oraz Elektra i Sunset Sound w Los Angeles.
Longplay z jednej strony stanowił swoiste zwieńczenie lat 60., z drugiej zaś odzwierciedlał transformację bandu śmiało wkraczającego w kolejną mocno rockową dekadę.
Największy wkład w powstanie płyty wniósł kwartet Mick Jagger – Keith Richards – Bill Wyman – Charlie Watts, bardzo niewielki nieżyjący od lipca 1969 roku (wcześniej wydalony z zespołu) Brian Jones i tylko trochę większy Mick Taylor, który po dokooptowaniu do składu powiedział: Po prostu przyjmuję, że byłem najlepszym dostępnym gitarzystą w danej chwili.

REKLAMA

Led It Bleed, gdy wchodził na rynek, był wydawnictwem bardzo oczekiwanym. W Stanach Zjednoczonych, gdzie ukazał się w trakcie tournée Stonesów, zamówienia jeszcze przed rozpoczęciem trasy wynosiły milion egzemplarzy. Zanim zespół wrócił do Anglii po milionie nie było już śladu.
Tuż po ukazaniu się albumu Greil Marcus na łamach prestiżowego amerykańskiego magazynu Rolling Stone napisał: Powalająca płyta. The Stones nigdy nie nagrali niczego lepszego.
Jakość płyty zapowiadał otwierający, apokaliptyczny w tonie Gimmie Shelter, zaliczany do grona najznakomitszych utworów w historii grupy. Robert Filipowski na łamach Teraz Rock tak go opisał: Niepokojąco wyłaniająca się gitara, atmosfera nadciagającej burzy i Mick Jagger śpiewający w duecie z Merry Clayton tak, jakby miało nie być jutra. Słowa Wojna! Dzieci! Już słychać strzały mówiły wiele. Ćwierć wieku później Jagger, osadzając płytę w kontekście tamtych czasów, mówił: To surowa, pełna przemocy era. Wojna w Wietnamie. Przemoc na ekranach, grabieże i podpalenia.

Groźną i mroczną atmosferę krążka podsycał rozbudowany, dynamiczny bluesrockowy Midnight Rambler, będący swoistym monologiem seryjnego gwałciciela i zabójcy, opartym na historii „dusiciela z Bostonu” – Alberta DeSalvo.
Mocnym rockowym akcentem na płycie był numer Live With Me z kapitalną partią basu Keitha Richardsa i świetnym saksofonem Bobby’ego Keysa.
Ciężką atmosferę łagodziła w pewien sposób przeróbka bluesowej ballady Roberta Johnsona. Czyniła to tylko muzycznie, bo tekst opowiadał o legendarnym pakcie pomiędzy bluesmanem a Mefistofelesem i fatalnych tegoż skutkach.
Spokojnie, w dość stonowany sposób brzmiał ascetyczny, zaśpiewany przez Keitha Richardsa utwór You Got The Silver, „nie krwawiły” również klimatem nieco mniej rockowe – tytułowy oraz Country Honk.

Za to przedostatni na płycie Monkey Man z subtelnym, fortepianowym intro okazywał się drapieżnym kawałkiem o narkotykach („monkey” w jazzowym slangu to nałóg heroinowy). Jagger śpiewał w nim: Wszyscy moi przyjaciele to ćpuny.
Na finał następował jeden z moich ulubionych numerów zespołu w ogóle – You Can’t Always Get What You Want, do wykonania którego muzycy zaprosili m.in. London Bach Choir, Ala Koopera oraz kilka innych osób. Ten, jak czas pokazał, koncertowy pewniak zawierał w tekście scenki z życia Jaggera, a w fazie refleksyjnej przybierał formę kazania, najpierw wygłaszanego do kobiety, a potem do niejakiego „Mr. Jimmy’ego” (producent Jimmy Miller). Utwór był płynącym z serca bluesem, bodaj najżarliwszym zarejestrowanym przez Stonesów w tamtej dekadzie.

W 1997 roku The Guardian sklasyfikował Let It Bleed na 27. miejscu rankingu Najlepszych albumów wszech czasów. W 2000 roku magazyn Q na liście 100 największych brytyjskich albumów wszech czasów przyznał wydawnictwu 28. miejsce. Rok później sieć telewizyjna VH1 umieściła krążek na 24. miejscu zestawienia 100 największych albumów rockandrollowych. Natomiast w 2003 roku dwutygodnik Rolling Stone w gronie 500 największych albumów wszechczasów przyznał płycie miejsce 32.
Zachwycona Let It Bleed Sheryl Crow stwierdziła niegdyś: To jest jedyna płyta, którą ocaliłabym w razie pożaru. Jagger natomiast, podchodzący z dystansem, a czasem nawet z lekceważeniem do swojej twórczości, przyznał, że to dobra płyta i wybrałby ją jako jedną z ulubionych.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments