Nowy rekord świata

0
50
borowiec1738

To była pierwsza płyta „elektryków”, którą przyswoiłem w całości. Nagrałem ją z „trójkowego” programu Kiermasz płyt Piotra Kaczkowskiego. Wcześniej z mojej ZT‑ki rozbrzmiewały tylko pojedyncze utwory zespołu, takie jak: In Old England Town, Ma‑Ma‑Ma‑Belle, czy pełen wigoru stary rock and roll Chucka Berry’ego Roll Over Beethoven z intro zaczerpniętym z V Symfonii Ludwiga Van Beethovena.
Nagrana na magnetofonowej taśmie płyta A New World Record przez wiele tygodni brzmiała w moim domu w całości. Od tamtych lat minęło kilka muzycznych epok, a utwory zaprezentowane wtedy przez zespół Lynne’a pozostały przyjemnymi i wysmakowanymi, dzięki czemu krążek wciąż jest jednym z moich ulubionych w dyskografii formacji.
Nagrywany w lipcu 1976 roku A New World Record był drugim albumem zarejestrowanym w studio Musicland, o którym Jeff Lynne tak się wypowiadał: Uwielbiałem jeździć do Musicland w Monachium. Bardziej pociągały mnie tylko ogródki piwne. Kto wie, może właśnie klimat studia w połączeniu z niemieckim piwem, które zwłaszcza w lipcu musiało smakować wybornie, zaowocował tak dobrą płytą.
Album przyniósł Orkiestrze wielką popularność, zwłaszcza w rodzimej Wielkiej Brytanii, gdzie wcześniejsze wydawnictwa przechodziły właściwie bez echa. Tym razem na brytyjskiej liście bestsellerów płyta dotarła do pozycji 6, w USA zameldowała się na miejscu 5, ale już w Australii, Kanadzie i Szwecji uplasowała się na szczycie. W kilku europejskich krajach zdobyła status Złotej Płyty, natomiast w USA, Kanadzie i na Wyspach pokryła się platyną.
Z drugiej jednak strony, patrząc poprzez pryzmat wcześniejszych dokonań Orkiestry, trudno stwierdzić, co tak naprawdę było powodem takiego sukcesu. Jeff Lynne nie dokonał tu jakiegoś stylistycznego zwrotu, można jedynie uznać, że aranżacyjnie płyta była bardziej „wyszlifowaną” wersją tego, co zespół nagrał w poprzednich latach, stając się z czasem jedną z najlepiej brzmiących w historii bandu.
Cztery z zamieszczonych nań piosenek zostały wydane na singlach. Były to Do Ya, Rockaria oraz Livin’ Thing i Telephone Line. Zwłaszcza dwie ostatnie bardzo dobrze radziły sobie na listach przebojów. Telephone Line uplasowała się na szczycie zestawień w Kanadzie i Nowej Zelandii, a Livin’ Thing odnotowana została w Top 10 bestsellerowych zestawień w wielu krajach świata, docierając do pierwszego miejsca w Republice Południowej Afryki.
A New World Record to płyta, na której Jeff Lynne bodaj najbardziej w całym dorobku Orkiestry dał wyraz swej miłości do Beatlesów. Otwierał ja numer Tightrope – bardzo lennonowski w klimacie, z orkiestrową introdukcją, ozdobiony żeńskimi chórkami, a przy tym nie pozbawiony zadziorności.
Potem Lynne skorzystał z innego źródła inspiracji, bo tyleż piękna, co smutna ballada Telephone Line mogła się kojarzyć z piosenką The Long And Winding Road Paula McCartneya. Ten barokowo zaaranżowany utwór oferował beatlesowskie, wielogłosowe partie wokalne, bogate aranżacje smyczkowe oraz elektroniczne dodatki, z których telefon we wstępie był efektem odpowiednio ustawionego syntezatora Mooga.
Następnie brzmiała Rockaria!, otwierana przez operową wokalizę w wykonaniu Mary Thomas. Zgodnie z treścią piosenki główna bohaterka to miłośniczka opery, a pewien pan postanawia ją zmienić w amatorkę muzyki rockowej.
Skłonność Lynne’a do bardziej rozbudowanych aranżacji znalazła swój najkunsztowniejszy efekt w zamykającym pierwszą stronę longplaya utworze Mission.
Stronę B otwierał melodyjny i przebojowy So Fine, w którym smyczki „szły” równo z gitarami akustycznymi, a Bev Bevan podpiąwszy bębny do syntezatora Mooga, uzyskał ciekawe i nietypowe brzmienie.
Zaraz potem smyczkowy riff napędzał wspomniany Livin’ Thing, kolejny kawałek o beatlesowskiej proweniencji, z nieco lennonowskim śpiewem Lynne’a, w którym smyczki przeplatały się z gitarą i elektronicznymi uzupełnieniami (niby‑trąbki). Na płycie znalazł się także rozbudowany utwór Do Ya z rasowym hardrockowym riffem. Całość wieńczyła urzekająca, subtelna ballada Shangri‑La, stanowiąca piękną kodę z partią smyczków i operowymi wstawkami w finale.
Zatem czy była to płyta wybitna? Bez przesady. Pozostała jednak dowodem tego, jak wysoki poziom kompozytorsko–brzmieniowy osiągały albumy w latach siedemdziesiątych.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o