Odejście legendy

0
82
borowiec1712

Ze smutkiem potwierdzamy, że Charles Edward Anderson Berry, lepiej znany jako legendarny muzyk Chuck Berry, nie żyje – podała policja stanu Missouri. Poinformowała także, że nieprzytomnego Berry’ego znaleziono w sobotę wczesnym popołudniem czasu lokalnego. Próba reanimacji niestety nie powiodła się.
Chuck Berry urodził się 18 października 1926 roku w afroamerykańskiej rodzinie „middle class” w San Jose w Kalifornii, on sam jednak podawał w autobiografii, że przyszedł na świat w St. Louis. Jako sześciolatek śpiewał w chórze kościelnym. Jako nastolatek stanął na czele kwartetu wykonującego pieśni gospel. Wtedy też posiadł umiejętność rzetelnego posługiwania się gitarą. Niestety, ten zadziorny smarkacz za napad rabunkowy z bronią w ręku wylądował na trzyletniej odsiadce. To zresztą nie był, jak się później okazało, jedyny jego konflikt z prawem. Po skończeniu szkoły Berry miał zamiar zostać fryzjerem. Na szczęście dla rock’n’rolla jego plany nie ziściły się.
W 1952 roku wspólnie z pianistą Johnnym Johnsonem oraz perkusistą Ebbym Hardingiem założył trio Cosmpolitan Club, grające mieszankę rhythm and bluesa, hillbilly, country oraz standardów, pochodzących zwłaszcza z repertuaru Nat „King” Cole’a.
W 1955 roku dzięki Muddy’emu Watersowi taśma z jego próbnymi nagraniami trafiła do wytwórni Chess Records. Za sprawą piosenki Ida Mae podpisano z nim kontrakt. Kompozycja ta, pod zmienionym tytułem Maybellene, znalazła się wkrótce na debiutanckim singlu. W przeciągu kilku tygodni została sprzedana w ponadmilionowym nakładzie, przynosząc Chuckowi olbrzymią popularność oraz nagrodę magazynu Billboard.
Od tamtej pory niemal każda następna kompozycja sprzedawała się w podobnych ilościach. W roku 1956 wydano m.in.: Roll Over Beethoven, Too Much Monkey Business, Thirty Days oraz Brown‑Eyed Handsome Man. W roku 1957: School Days, Reeling And Rockin, Rock And Roll Music, rok później: Sweet Little Sixteen, Johnny B. Good, Carol, Sweet Little Rock And Roller, u schyłku dekady: Back In The USA, Anthony Boy, Little Queenie, Let It Rock, potem następne, aż po My Ding‑A‑Ling w 1972.
Na koncertach Chuck zadziwiał wulkaniczną energią, a prezentował przy tym, przejęty później przez Angusa Younga z AC/DC, duck walk (kaczy chód), który obok gitary Gibson ES‑335 stał się jego znakiem rozpoznawczym.
Do muzycznego długu wobec Berry’ego przyznawali się zarówno Beatlesi, jak i Rolling Stonesi. „Czwórka z Liverpoolu” nagrała jego kompozycje Rock And Roll Music oraz Roll Over Beethoven. Tę drugą wprowadziła na amerykańską listę przebojów. W latach 70. sięgnęła po nią Electric Light Orchestra. Stonesi natomiast nagrali aż kilkanaście jego kompozycji, a w wielu ich własnych kawałkach figury rytmiczne Keitha Richardsa czerpały wprost ze stylu mistrza. Niezwykle popularny niegdyś w USA zespół The Beach Boys wykorzystał wspomnianą Sweet Little Sixteen w swoim pierwszym megahicie – Surfin’USA. Przykłady sięgania do kompozycji Berry’ego przez innych, uznanych wykonawców (z Presleyem na czele) można oczywiście mnożyć.
Mister Berry był jednak nie tylko twórcą muzyki, był także świetnym tekściarzem. W okresie rockandrollowego boomu uchodził za pierwszego poetę rocka. Co więcej, jego teksty w pełni aprobowała biała publiczność, a to w latach pięćdziesiątych było ewenementem. W kolejnej dekadzie jego nazwisko (jako autora tekstów) było wymieniane obok Boba Dylana.
W czasach, kiedy piosenki nie trwały dłużej niż trzy minuty, ten rockandrollowy mistrz słowa potrafił zawrzeć w nich całe opowieści. Dziennikarz Joe Perry (Rolling Stone), nazywając go Ernestem Hemingwayem rock and rolla, twierdził, że – podobnie jak Hemingway – Berry potrafił pisać krótkie, zwarte i trafiające w sedno teksty.
Chuck jako autor piosenek trafił do Panteonu Sław w roku 1986, wtedy też zaistniał w bluesowym Hall of Fame, rok wcześniej otworzył grono największych sław rock and rolla, a w 2003 został umieszczony na 6. miejscu listy 100 największych gitarzystów wszech czasów magazynu Rolling Stone.
W bieżącym roku ma się ukazać album Chuck. To pierwszy studyjny materiał artysty od blisko czterech dekad. Płyta została zadedykowana żonie, Themetcie Berry, będącej z nim przez 68 lat.
Mister Berry był jedną z największych legend rock’n’rolla, a choć odszedł, to jego utwory, będące skarbami rockandrollowego sezamu, zarówno w historii muzyki, jak i w pamięci fanów pozostaną na zawsze.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o