Ostatni walc

0
60
REKLAMA

Fonograf - The Last WaltzTo było w kwietniu 1978 roku. Siódmego dnia tamtego miesiąca ukazała się płyta, 19 dni później odbyła się premiera filmu w reżyserii Martina Scorsese. Płyta i film zatytułowane – The Last Waltz dotyczyły pożegnalnego koncertu legendarnego zespołu The Band.
Pomysł, żeby zorganizować ostatni występ na żywo The Band powstał na początku 1976 roku, gdy Richard Manuel, członek zespołu, uległ poważnemu wypadkowi na łodzi. Robbie Robertson, lider The Band, chciał, aby odtąd grupa, na wzór Beatlesów, pracowała tylko w studiu. Mimo że pozostali muzycy nie zgadzali się z nim, koncert został zorganizowany, a obserwowało go 5 tysięcy fanów.

REKLAMA

Stosownie wcześniej wybrano salę. Stała się nią należąca do Billa Grahama – Winterland Ballroom w San Francisco, czyli to samo miejsce, gdzie w 1969 roku The Band wystąpił samodzielnie po raz pierwszy. Jako datę tego niezwykłego przedsięwzięcia (połączonego z kolacją dla publiczności) wybrano 25 listopada 1976 roku – Święto Dziękczynienia.
Tytułem przypomnienia jednak, słów kilka o samym The Band. Zespół powstał w Toronto w 1960 roku jako The Hawks – kwintet akompaniujący amerykańskiemu wokaliście Ronniemu Hawkinsowi. W roku 1963 usamodzielnił się i działał jako Levon And The Helms. W 1965 roku nawiązał ścisłą współpracę z Bobem Dylanem, co przysporzyło mu międzynarodowej sławy. W tamtym okresie przyjął nazwę The Band, nagrywając i koncertując ze słynnym bardem do roku 1974.

W 1968 roku kwintet zarejestrował debiutancki album Music From Big Pink, który można zaliczyć do najlepszych wydawnictw fonograficznych tamtej dekady. Kompozycje członków The Band pochodzące z tego albumu, a także z kolejnych krążków zachwycały – jak ujął to Wiesław Weiss – szlachetną prostotą, aranżacje – pomysłowością (efektowne grupowe partie wokalne, wykorzystywanie współbrzmienia fortepianu i organów oraz stosowanie tak różnych instrumentów, jak tuba i akordeon), a wykonanie – finezją. Grupie udało się uniknąć efekciarstwa, charakterystycznego dla wielu zespołów z tamtych lat. W tekstach piosenek muzycy głosili powrót do odwiecznych wartości i norm moralnych. Afirmowali życie zwykłych ludzi, wypełnione pracą i troską o rodzinę.

Wróćmy do koncertu. The Last Waltz był reklamowany jako „pożegnalny występ” zespołu. Kwintet wystąpił tamtego wieczoru w stałym składzie: Rick Danko (gitara basowa, skrzypce, wokal), Levon Helm (bębny, mandolina, wokal), Garth Hudson (organy, akordeon, syntezator), Richard Manuel (fortepian, bębny, instrumenty klawiszowe, gitara, wokal) i oczywiście Robbie Robertson (gitara, fortepian, wokal). Rangę przedsięwzięcia podnieśli niewątpliwie goście w osobach takich jak: Bob Dylan, Joni Mitchell, Neil Diamond, Van Morrison, Emmylou Harris, Ringo Starr, Neil Young, Eric Clapton, Muddy Waters, The Staple Singers, Dr. John, Bobby Charles, Ronnie Hawkins i Paul Butterfield.
Czas pokazał, że rejestracja tego show stała się cennym przedsięwzięciem, o niebagatelnym znaczeniu dla historii muzyki. Nim do niej doszło, Jonathan Taplin , który był menadżerem trasy The Band w latach 1969-1972, a w 1973 roku wyprodukował film Martina Scorsese Mean Streets, zasugerował, że właśnie Scorsese będzie najodpowiedniejszym reżyserem projektu i tym samym przedstawił go Robbiemu Robertsonowi. Opromieniony tuż wcześniej sławą filmu Taksówkarz reżyser zaimponował liderowi The Band recytując słowo w słowo piosenkę Daniel and the Sacred Harp, pochodzącą z trzeciej płyty zespołu – Stage Fright. To były pierwsze koty za płoty, a potem sprawy potoczyły się wartko.

Ostatni walc do dziś pozostaje jednym z najważniejszych dokumentalnych filmów koncertowych, jakie kiedykolwiek powstały. Krytykowano go, co prawda, za zbyt mocne skupienie się na osobie Robbiego Robertsona, lidera The Band. Co by jednak nie mówić, jego muzyczna zawartość, klimat, zdjęcia i wyważona reżyseria stawiają go na bardzo wysokim poziomie. W uznaniu tych wartości w 2019 roku film został wybrany przez Bibliotekę Kongresu USA do umieszczenia w Krajowym Rejestrze Filmów ze względu na „znaczenie kulturowe, historyczne lub estetyczne”.
Przed laty nabyłem do kolekcji płytę DVD z filmem Martina Scorsese wydaną z okazji 25-lecia koncertu. Sięgam do niej czasem, bo to nie tylko kapitalnie brzmiąca muzyka, to również bardzo dobry obraz (film kręcono na taśmie 35mm), a przede wszystkim (jak dla mnie) możliwość ujrzenia na scenie plejady gwiazd z tamtych lat. Gwiazd młodych i pięknych (Emmylou Harris). To blisko dwugodzinna nostalgiczna uczta. No, i jeszcze jedno, na okładce tej płyty widnieje napis będący cytatem z magazynu Rolling Stone: Najlepszy rockowy film, jaki kiedykolwiek powstał.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze