Ostatni z idoli

0
124
borowiec04
REKLAMA

Rankiem 22 listopada 1997 roku w pokoju nr 524 hotelu Ritz‑Carlton w Sydney artystę znaleziono martwego. Popełnił samobójstwo. Ten tragiczny koniec był ostatecznym wynikiem bardzo smutnego zdarzenia, które spotkało go w Danii. O tym jednak później.
Wśród kobiet, które obok rocka odegrały w jego życiu wielką rolę, chyba nie ma takiej, która zaprzeczyłaby temu, że był z niego przystojny, inteligentny i mocno seksowny facet. Uchodzić mógł za super ciacho. Hutch miał też coś, co wyróżnia, a jest przy tym „niemierzalnym” dopełnieniem prawdziwej gwiazdy – charyzmę. Dlatego też, mimo że nie obce mu było hasło sex, drugs and rock’n’roll, zdecydowanie wyrastał ponad kreowany przez media świat bohaterów jednego, a nawet kilku sezonów.
Urodził się w Sydney, jednak większość dzieciństwa spędził w Hongkongu. Po powrocie do Australii mieszkał m.in. w Perth, a potem w Los Angeles i Londynie. Był obywatelem świata. Przez dwadzieścia lat właściwie tylko jedna rzecz nie ulegała w jego życiu zmianie, od początku istnienia zespołu INXS był jego wokalistą. Wspólnie z braćmi Andrew, Jonem i Timem Farrissami, Kirkiem Pengilly oraz Garrym Beersem przeszedł drogę z marnych australijskich klubów, gdzie niemal każdego dnia grali za kilka dolarów, do największych stadionów świata. Razem z INXS nagrał jedenaście płyt, na których znalazły się superhity: Never Tears Us Apart, Disappear, Need You Tonight, By My Side czy Suicide Blonde.
Był gwiazdą i kochał nią być. W 1996 roku w wywiadzie dla magazynu Vox powiedział: Uwielbiam być sławny. Jest w tym coś z Freuda. Czuję się wtedy kochany i doceniany. Lecz przecież każdy tego pragnie.
Choć pozostawał pod wpływem Nicka Cave’a oraz Iggy’ego Popa, nie bez racji, i to nie wyłącznie ze względu na aparycję i sposób bycia, porównywano go do Jima Morrisona i Micka Jaggera. Sylwetka, ruch sceniczny, a nawet sposób interpretacji pozostawały bliskie temu drugiemu. Z Morrisonem łączyła go skłonność do refleksji i pewien nieokreślony, tajemniczy, trochę mroczny urok, którym tak skutecznie uwodził kobiety.
Wracam jednak do zdarzenia w Danii. Podczas pobytu w Kopenhadze Michael wybrał się na przejażdżkę rowerową z dziewczyną. Kiedy wracali, na jednej z ulic taksówkarz zajechał mu drogę. Wściekły Hutch zsiadł z roweru i z całej siły uderzył ręką w maskę taksówki. Krewki Duńczyk wyszedł z auta i po prostu pobił Hutcha do nieprzytomności. Hutch z urazami głowy wylądował w szpitalu na oddziale neurochirurgicznym. Z czasem pozornie wrócił do zdrowia. Pozornie, bo niestety nie był już takim pogodnym i otwartym człowiekiem jak wcześniej. Z miesiąca na miesiąc stawał się bardziej posępny, a – co gorsza – zaczęły go dręczyć uciążliwe stany depresyjne, które z czasem, wskutek problemów życiowych pojawiały się coraz częściej z coraz większym nasileniem.
W sobotę 22 listopada 1997 roku Michael telefonował z Sydney do Pauli Yates – matki swojego dziecka. Paula powiedziała mu, że nie może dołączyć do niego w Australii, ponieważ jej były mąż – Bob Geldof – wygrał kilka dni wcześniej sprawę sądową, w wyniku której przyznano mu opiekę nad dwiema ich córkami. Oznaczało to, że w czasie zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia Michael nie zobaczy się również ze swoją córką – Tiger Lily. Paula nie chciała pozostawić w Londynie reszty swoich dzieci pod opieką Geldofa. Po śmierci Michaela wyznała: Michael znosił przez trzy lata ogromne tortury wynikające z mojej walki z Bobem. Nie mogłam dołączyć do niego bez moich córek, a to oznaczało, że on nie mógł zobaczyć się ze swoją córeczką. Wiem, że kochał ją bardzo.
Feralnej soboty Michael rozmawiał telefonicznie jeszcze z kilkoma osobami, jego dramatyczne wypowiedzi były właściwie pełnym bólu krzykiem rozpaczy. Ostatecznie Hutch powiesił się. W pokoju, oprócz niego, odnaleziono zdjęcia Pauli i Tiger, niedokończony tekst piosenki, dwie puste butelki po likierze oraz rozrzucone po podłodze tabletki prozaku. Mimo prób nikt nie zdążył z pomocą.
Kiedy ogląda się – zarejestrowane podczas wielkich koncertów – sceniczne popisy Hutchence’a, trudno oprzeć się wrażeniu, że był wyjątkowym artystą. Wyjątkowym, bo tylko tacy potrafią zachwycać dziesiątki tysięcy widzów.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o